Reklama
Przybyłem, zobaczyłem...
A oni zaczęli grać, zupełnie przypadkowo w tym samym czasie - śmieje się, kończąc zdanie, trener Kryształu Janusz Grula
- 11.10.2007 13:48
I dodaje: Te wyniki to nie moja zasługa, ale efekt zespołowego wysiłku.
Dotychczasowa postawa werbkowiczan jest jednym z pozytywnych zaskoczeń w zamojskiej klasie okręgowej. Czego jak czego, ale kłopotów w Krysztale przed startem rozgrywek nie brakowało. Mimo to, po słabym początku, zespół z Werbkowic ruszył z kopyta.
- Miałem wrażenie, że chłopaki nie mówią jednym językiem - opisuje pierwsze wrażenia, tuż po objęciu drużyny Grula. Po rozegraniu dziesięciu kolejek ton trenerskiej wypowiedzi zmienił się diametralnie. - Teraz to co innego. Atmosfera w szatni jest fantastyczna. Nie ma podziałów. Wszyscy ciągną wózek w jedną stronę. Tak starsi, jak młodsi - mówi szkoleniowiec. Mieszanka rutyny z młodością, zastrzyk świeżej krwi plus fach trenera - wszystko razem dało pożądany wynik. Mocno przeciętna drużyna z Werbkowic zamieniła się w poskramiaczy faworytów. Komplet punktów oddały \"kryształowym” znacznie wyżej notowane zespoły ze Szczebrzeszyna, Łukowej/Chmielka czy Tarnogrodu. - Zespół, z wyjątkiem Krzysztofów Krupy i Hadły, złożony jest praktycznie z samych swoich, chłopaków z Werbkowic. Nie mamy armii zaciężnej i stawiamy na wychowanków. Na początku mieliśmy ciężkie spotkania z Hetmanem i Olendrem, ale chłopcy nie podłamali się. Przed meczem z Roztoczem powiedzieliśmy sobie, że ten dzień będzie nasz. I był. Zaskoczyło, wygraliśmy 1:0, nastąpił przełom. Artur Mac rozstrzelał się i idziemy do przodu - wyjaśnia opiekun Kryształu. Pozyskanie chwalonego przez trenera zawodnika okazało się transferowym strzałem w dziesiątkę. Eks- pomocnik Huczwy Tyszowce może pochwalić się niezłą skutecznością. W sześciu występach Mac aż siedmiokrotnie trafiał do siatki rywali. - Robert Kulik nie widział go w Huczwie. Dlaczego? Nie dlatego, żeby Mac był słaby. Myślę, że miał inną koncepcję ustawienia zespołu. No i miał w ataku niezłych grajcarów, Pliżgę i Paszkiewicza. Mac grał w tym czasie w pomocy. Sam do nas przyjechał, porozmawiał z działaczami i został. Zrobiliśmy z niego napastnika, a on strzela aż miło - śmieje się Janusz Grula. (Greg)
Reklama













Komentarze