Peruka dla żony czy towar z czarnego rynku?
W Terespolu celnicy natknęli się na wyjątkowo nietypowy ładunek. Podczas kontroli dwóch pojazdów – należących do obywatela Białorusi i mieszkańca Czech – odkryli łącznie 4 kg niezgłoszonych ludzkich włosów. Jeden z mężczyzn próbował rozbroić funkcjonariuszy szczerością, twierdząc, że reklamówka pełna włosów to po prostu osobliwy prezent dla żony. Choć intencje mogły brzmieć romantycznie, prawo celne jest w tej kwestii nieubłagane.
Z kolei w Dorohusku funkcjonariusze zajrzeli do naczepy ciężarówki z Ukrainy, gdzie wśród oficjalnych przesyłek pocztowych ukryte były dwa kartony. W środku znajdowało się blisko 14 kg suszonych muchomorów czerwonych.
– Podróżni próbują przewozić przez granicę najdziwniejsze rzeczy, które potrafią zaskoczyć nawet doświadczonych funkcjonariuszy – przyznaje Michał Deruś, rzecznik prasowy Izby Administracji Skarbowej w Lublinie.
Warto pamiętać, że muchomor czerwony zawiera muscymol, substancję o silnym działaniu psychotropowym. Taki „towar” to nie tylko nielegalny transport, ale przede wszystkim śmiertelne zagrożenie dla zdrowia potencjalnych nabywców.
Bagażnik cudów w Zosinie
Prawdziwy rekord padł jednak w Zosinie. Funkcjonariusze, zaalarmowani obrazem z RTG, przeprowadzili szczegółową rewizję samochodu osobowego prowadzonego przez obywatelkę Ukrainy. To, co znaleźli, przypominało asortyment hurtowni wielobranżowej. Wartość rynkowa ujawnionych przedmiotów przekroczyła 100 tys. zł.
W jednym aucie upchnięto: kilkaset produktów kosmetycznych i preparatów medycyny estetycznej, hurtowe ilości leków, w tym środki psychotropowe wymagające specjalnych zezwoleń, 12 kg surowego mięsa oraz kilka litrów mocnego alkoholu.
Największym zaskoczenie przyszło na koniec, gdy wśród przewożonych rzeczy funkcjonariusze natknęli się na... sieci rybackie.
Efekt? Dwa postępowania karne i zajęcie 11,5 tys. zł na poczet przyszłych kar.
Szkoleniowe tatuaże i tytoń w ramie pociągu
Inni podróżni próbowali szczęścia w mniejszej skali, choć równie pomysłowo. W Dorohusku dwie kobiety przewoziły w autokarach blisko 100 kartridży do tatuażu oraz tusze, tłumacząc, że to zestaw „do celów szkoleniowych”. Tymczasem w Terespolu celnicy musieli wykazać się niemal akrobatyczną zręcznością, wyciągając 6,3 kg tytoniu do fajki wodnej ukrytego głęboko w ramie platformy pociągu towarowego relacji Brześć – Kobylany.
Ten graniczny „misz-masz” pokazuje, że choć metody przemytu się zmieniają, to jego pomysłowość wciąż potrafi zaskoczyć, nawet tych, o których zaskoczenie jest niezwykle trudno. Nie zmienia to faktu, że każda z tych spraw zakończyła się wszczęciem postępowań karnych skarbowych, a nielegalne towary trafiły do magazynów, zamiast na rynek.














Komentarze