Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Śląsk lepszy... od Realu

Piłkarze Motoru będą potrzebowali dużo czasu, żeby otrząsnąć się po niedzielnej porażce poniesionej ze Śląskiem na wrocławskim boisku.
Lublinianie przegrali aż 1:10, co w historii II-ligowych spotkań jest trzecim wynikiem. Do większych pogromów doszło w 1951 roku, kiedy Pomorzanin Toruń uległ Lechii Gdańsk 0:14 i w 1955 roku, kiedy Tarnovia przegrała z Wawelem Kraków 0:11. Paweł Maziarz, kapitan Motoru nie potrafi racjonalnie wytłumaczyć tego, co stało się we Wrocławiu. Jego zdaniem początkiem nieszczęścia była decyzja sędziego Jacka Zygmunta z Jarosławia, który w 24 min podyktował rzut karny dla Śląska, przegrywającego w tym momencie 0:1, i pokazał drugą żółtą kartkę Michałowi Płotce. - Ja dobrze nie widziałem tej sytuacji, ale wydaje mi się, że reakcja arbitra była trochę na wyrost - stwierdził Paweł Maziarz. - Rzekomo faulowany rywal stał tyłem do bramki, piłka nawet nie była do niego adresowana - ocenił trener Motoru Ryszard Kuźma. - Doszło do małej przepychanki, ale ja uważam, że nieprzepisowego zagrania nie było. Sędzia pozostał przy swoim zdaniu, co wywołało frustrację lubelskich zawodników. - Zamiast grać zaczęliśmy dyskutować z arbitrem, zupełnie się pogubiliśmy - dodał kapitan Motoru. - Jestem daleki od twierdzenia, że za wszystko co działo się na murawie odpowiada sędzia. My też nie potrafiliśmy odpowiednio zareagować. Teraz chciałbym jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, chociaż wiem, że nie jest to takie proste. Będę miał więcej czasu niż koledzy, ponieważ za czwartą żółtą kartkę nie zagram przeciwko Arce Gdynia. Lublinianie zapewne czuli się we Wrocławiu jak bardzo ubodzy krewni Śląska, którego budżet szacuje się na 4 miliony złotych. Ile pieniędzy jest w kasie Motoru wiedzą tylko działacze. W poprzednim sezonie częściej mówiło się o zadłużeniu klubu z Al. Zygmuntowskich i sytuacja chyba nie uległa znacznej poprawie. Przynajmniej nie odczuwa jej Brazylijczyk Rodolfo (nie objęty programem stypendialnym), który ostatnio był na przymusowej diecie. Okazało się, że zawodnik nie miał pieniędzy na jedzenie i z pomocą musiała przyjść... pani tłumacz. Organizacyjnych niedociągnięć jest wiele. Brak odpowiednich funduszy sprawił, że Motor przystąpił do II-ligowego sezonu bez kadrowych wzmocnień, a po kontuzjach skład bywa nawet słabszy niż w III lidze. Oczywiście to nie może w pełni tłumaczyć kompromitującej przegranej we Wrocławiu. Porażka w takim stylu mówi sama za siebie i obnaża wszystkie słabe punkty lubelskiej drużyny. - Sądzę, że wasz zespół przegrał spotkanie już w szatni - powiedział jeden z wrocławskich dziennikarzy. - Motor nawet nie wiedział co zrobić po objęciu prowadzenia. Mecz przyjaźni, wielu kibiców na trybunach, włączone jupitery - to wszystko chyba przerosło gości. Przerosło, choć nie powinno. Lublinianie nie są aż takimi nowicjuszami, aby w trudnych chwilach poddawać się bez walki. A jednak skapitulowali na długo przed końcowym gwizdkiem, stąd sromotna porażka, najdotkliwsza w historii Motoru w meczach szczebla centralnego. W 1994 roku Motor uległ Szombierkom Bytom 0:6. Nawet słynny Real Madryt nie był tak skuteczny jak ostatnio Śląsk. W meczu towarzyskim, rozegranym przed laty w Szwajcarii, lublinianie ulegli \"Królewskim” tylko 0:7.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama