Skazani na pożarcie?
Puławianie wystąpią przeciwko Wiśle mocno osłabieni.
- 16.11.2007 19:44
Do gry nie są zdolni dwaj rozgrywający – Sebastian Pawluś i Remigiusz Lasoń. Do tego na czwartkowym treningu staw skokowy skręcił prawoskrzydłowy Grzegorz Balicki. – Sam jestem na siebie zły, to taka głupia kontuzja – tłumaczy Balicki. – Po rzucie stanąłem na nogę Pawłowi Sieczce i mamy kłopot. To moja prawa noga, a więc ta, na którą spadam po oddaniu strzału. Do poniedziałku mam przerwę w treningach. Realnie patrząc na wyniki obu drużyn, to nasze szanse na dobry wynik, w tak okrojonym składzie, poważnie maleją. Dlatego myśląc o korzystnym rezultacie w Płocku, musimy spełnić kilka warunków. Trzeba zagrać na maksimum możliwości, z wysoką skutecznością w bramce Walentego Koszowego. Pięciu, sześciu ludzi powinno rzucić po pięć, sześć goli. Do tego jeszcze gospodarze musieliby nas kompletnie zlekceważyć. No i nie bez znaczenia będzie także postawa arbitrów. Przypomnijmy, że wiosną tego roku, sędziowie „trzymali” wynik na korzyść płocczan. Nic dziwnego, że za swoją pracę otrzymali najniższe noty, a my przegraliśmy tylko jedną bramką.
Jak będzie dziś? – Na pewno nie zlekceważymy Azotów – przekonuje rozgrywający Wisły Sebastian Rumniak, grający kiedyś w Puławach. – Wiadomo, że to my jesteśmy faworytem, ale niespodzianki w lidze się zdarzają. Choćby w ostatniej kolejce, gdy skazany na pogrom Techtrans Elbląg wygrał w Kielcach.
Czy to jedynie kurtuazja byłego gracza Azotów? Prawda jest nieubłagana. Płocczanie w swoje hali jeszcze nie przegrali. Komplety punktów stracili jedynie w Lubinie i Kwidzynie. Od sześciu meczów drużyna trenera Bogdana Zajączkowskiego idzie jak burza, dopisując do swojego konta po dwa kolejne „oczka”. – Choć osłabieni, ale będziemy walczyć. Nie po to drużyna ciężko pracuje od ponad dwóch tygodni, by oddać punkty przed meczem – twierdzi trener puławian Giennadij Kamielin. – Dwukrotnie byliśmy bliscy wygranej w Płocku, to może do trzech razy sztuka – optymistycznie mówi prezes Jerzy Witaszek. – Trzeba zagrać na luzie i bez żadnych obciążeń, a wtedy wszystko się może zdarzyć – doradza kolegom Remigiusz Lasoń.
(grom)
Reklama













Komentarze