Reklama
- Nie. Kiedy zaczynały się eliminacje, siedziałem na ławce rezerwowych. I powiedziałem wtedy, że chciałbym być ważnym zawodnikiem w tej reprezentacji. I myślę, że to pokazałem.
- Przed meczem trener powiedział do mnie: co tam, że Kazachstanowi strzeliłeś trzy bramki, ciekawe czy dziś strzelisz. To odparłem, że dzięki tamtym bramkom zostaje pan z drużyną Polski do roku 2010. (śmiech) Trener też się śmiał.
- Super, że czegoś takiego udało nam się dokonać. Że udało się z to z trenerem, do którego mam duży sentyment.
- Trener powiedział mi tylko na ucho: dziękuję. A ja odparłem, że kiedy oglądał mnie pan w drużynie juniorów Feyenoordu, to pewnie nie myślał, że coś takiego zrobię.
- Bo babcia na pewno oglądała ten mecz.
- Nie wiem, nie widziałem tego.
- Nie, chłopaki nie płaczą (śmiech).
- Możliwe, że tak było, bo to był bardzo ważny moment dla nas i kibiców. Cała Polska zobaczyła, że z tym trenerem możemy jednak coś osiągnąć. Przecież wtedy na Leo Beenhakkera spadała duża krytyka.
- Powiedział mi, żebym przesunął się do ataku, a Jacek Krzynówek przeszedł na lewą stronę.
- Przy pierwszym golu dostrzegłem, że Belg spojrzał w kierunku swojego bramkarza. A ponieważ jest młodym zawodnikiem, to już wiedziałem,
że właśnie tam zagra piłkę. Wystartowałem, byłem szybszy i spokojnie strzeliłem.
- Na początku jeszcze nie, dlatego wykonałem sprint na sto procent. I przed bramkarzem dotknąłem piłki oraz dostawiłem nogę.
- Jacek Krzynówek strzelił, a ja wbiegałem w odpowiednim momencie i posłałem spokojnego lobika. Widziałem, że bramkarz już się położył. Nie musiałem robić tego mocno.
- Tak to czułem i tak zrobiłem. To była dobra decyzja.
- Dzięki tym ostatnim zapewniliśmy sobie Euro-2008.
- Na pewno, ale jak zawsze mam coś jeszcze do powiedzenia. Kiedy w poniedziałek przyjechałem na zgrupowanie kadry, otrzymałem kartę do podpisania, od głównego sponsora, na której napisano źle moje imię. I to mnie strasznie zdenerwowało, że główny sponsor, a nie wie jak się nazywam. Może po tym meczu wreszcie będą wiedzieli: Euzebiusz Smolarek. Fajnie usłyszeć swoje imię, kiedy cały stadion je woła, tym bardziej że na początku w Polsce miałem problemy. Ludzie wiedzieli, że jestem synem Smolarka, to powód do dumy, ale wielu uważało, iż dzięki temu gram w reprezentacji. Jednak to nie była prawda, bo do wszystkiego muszę dochodzić sam. Przecież tata nie kieruje mną na boisku.
- Nie, bo piłkę się bierze po strzeleniu hat-tricka.
- Tak, ale Warszawa i Łódź, w której się urodziłem, tak samo.
- Nie mam wciąż osiemnastu lat. Presja jest czymś, co siedzi w głowie. Dlatego trzeba o tym zapomnieć i zagrać normalnie, z pełną koncentracją. A z presją po prostu trzeba nauczyć się żyć. Dlatego jesteśmy piłkarzami.
Reklama













Komentarze