Na razie więcej strat
Trener Ryszard Kuźma obserwował kilku zawodników, którzy uzupełnili skład Motoru w sparingu z Górnikiem Łęczna.
- 21.11.2007 19:08
W ogólnym bilansie kadrowe zyski na razie nie mogą zrekompensować strat, dlatego wczorajszy mecz nie był udany dla lublinian.
W lubelskim zespole zabrakło, z różnych względów, wielu podstawowych zawodników. Przeziębienia i kontuzje wyeliminowały z gry Dawida Ptaszyńskiego (wczoraj pełnił rolę kierownika drużyny), Łukasza Misztala, Mateusza Kołodziejskiego i Denisa Ljaszko. Sprawy osobiste musieli załatwiać Radosław Feliński i Michał Płotka. Na sztucznym boisku w Łęcznej nie pojawił się też czołowy napastnik Motoru - Piotr Prędota, a Paweł Tomczyk od wtorku jest testowany w Widzewie Łódź.
Absencja tylu kluczowych piłkarzy musiała mieć wpływ na jakość gry, której jeszcze nie mogą podnieść sprawdzani gracze. W pierwszej połowie na lewej obronie wystąpił Konrad Górniak z Opolanina. Z tego samego klubu pochodzi Rafał Wesołowski, który strzelił gola w poprzednim sparingu, ale wczoraj nie mógł zaprezentować snajperskich umiejętności. Swoich sił spróbował Rafał Król z Kraśnika, a po przerwie w roli lewego napastnika zobaczyliśmy Aleksandra Eibla z Okęcia Warszawa, który raz bardzo dobrze dośrodkował do Kamila Stachyry; szkoda że ten uderzył tuż nad bramką. Była to jedna z najładniejszych akcji Motoru. Dobrą okazję zaprzepaścił też Hubert Drej, który uwolnił się spod opieki obrońców Górnika. Mógł podawać do dobrze ustawionego Stachyry, jednak zdecydował się na strzał, niestety, bardzo niecelny.
Łęcznianie mieli lepiej ustawione celowniki i częściej zatrudniali Łukasza Bartoszyka. Młody bramkarz Tomasovii, sprawdzany już w drugim sparingu Motoru, ma spory potencjał, jednak brakuje mu jeszcze pewności i zgrania z defensorami. A obrona lubelskiej ekipy także nie stanowiła monolitu.
- Może nie wygląda to najlepiej, ale ja wciąż nie tracę nadziei, wierząc, że w Motorze wszystko zacznie się układać - powiedział Paweł Maziarz, kapitan zespołu.
Lublinianie czekają przede wszystkim na uporządkowanie spraw organizacyjnych. Zawodnicy, którzy nie myślą o zmianie barw klubowych, liczą na rozwiązanie przynajmniej części problemów
Reklama













Komentarze