Jest wyzwanie, jest ryzyko
Rozmowa z Danielem Koczonem, piłkarzem Motoru, który powrócił z testów w pierwszoligowym Górniku Zabrze
- 03.12.2007 10:57
- Menedżer Górnika dał mi do zrozumienia, że byłby zainteresowany moim przejściem. Dostałem zaproszenie do Katowic na badania wydolnościowe, a od stycznia musiałbym już uczestniczyć w zajęciach drużyny z Zabrza. Decyzji jeszcze nie podjąłem, ponieważ pojawiła się też oferta drugoligowej Lechii. Niedawno dzwonił do mnie dyrektor sportowy klubu z Gdańska.
- Na razie mam spory dylemat. Pierwsza liga byłaby bardzo dużym wyzwaniem. Na pewno będzie bardzo ciężko przebić się do składu Górnika. Z przodu musiałbym rywalizować z dwoma reprezentantami Polski. Nikt mi nie może zagwarantować miejsca w kadrze. Z kolei dyrektor sportowy Lechii widzi mnie w wyjściowej \"jedenastce”. Zapewnił też, że gdański zespół walczy o awans, zatem możliwy jest również piłkarski rozwój.
- Satysfakcjonujące, ze wskazaniem na pierwszą ligę.
- Ale wybór jest bardzo trudny. Przyznam, że sportowe wyzwanie bardzo kusi. Tylko muszę wszystko dokładnie przemyśleć. Niestety, nie mam już siedemnastu lat i mam świadomość, że takie okazje już się nie powtórzą.
- Problem w tym, że nie. Zżyłem z piłkarzami lubelskiego klubu, co dodatkowo komplikuje sprawę. Jeżeli musiałbym odejść, to z ogromnym żalem. Ale może wcześniej coś się wyjaśni w Motorze. Od dawna słyszymy o potencjalnych sponsorach. Chciałbym, aby chociaż raz pogłoski przerodziły się w konkrety.
- Tak. Oferowali bardzo ciekawe warunki, ale ja na razie nie chcę wracać do III ligi.
- Nie mam powodów do obaw. Kolano jest zdrowe, wzmocnione odpowiednimi ćwiczeniami.
- Nad wydolnością na pewno muszę popracować. W lecie uraz zaburzył okres przygotowań, dlatego w lidze nie rozgrywałem meczów w pełnym wymiarze czasu. Odczułem też ostatni występ w Pucharze Ekstraligi.
- Chciałem zaprezentować się jak najlepiej i chyba zwróciłem na siebie uwagę.
-Wszystko wskazuje na to, że w tym tygodniu. Nie zamierzam długo zwlekać, ponieważ już jestem zmęczony tymi rozterkami.
Reklama













Komentarze