Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Zespół można odbudować

Rozmowa z Januszem Stachyrą, trenerem żużlowców lubelskiego TŻ Sipma
• Czeka pan na wieści z lubelskiego klubu? - Czekam i nie wykonuję żadnych nerwowych ruchów. Jestem w stałym kontakcie z prezesem Jarosławem Siwkiem. Informacje, które do mnie docierają, nie są już tak pesymistyczne. Jeżeli miasto pomoże, zaczniemy od nowa budowanie zespołu. • Z pańskim synem? Podobno jest nim zainteresowana Marma, a Dawid w jednym z wywiadów powiedział, że chciałby jeździć w Rzeszowie, gdzie mieszka i studiuje. Wspomniał też o pierwszoligowej ofercie. - To są mocne propozycje, świadczące, że Dawid nie jest zdany tylko na Lublin. Nie grozi mu bezrobocie. Ale jeszcze nie składał żadnych deklaracji. Myślę, że na lubelskim torze czuł się bardzo dobrze i jeżeli sekcja przetrwa, nadal może jeździć z koziołkiem na plastronie. Myślę, że kibice byli usatysfakcjonowani postawą syna. Dobrze przygotowałem mu motocykle, które były odpowiednio spasowane z nawierzchnią. • Jeżeli żużel przetrwa w Lublinie, zdoła pan skompletować skład, który skutecznie powalczy o powrót do I ligi? - Jestem tego pewny, oczywiście pod warunkiem że dostanę szansę dalszej pracy szkoleniowej w TŻ. Jeżeli sprawy organizacyjne zostaną załatwione w miarę szybko, to przecież możemy liczyć na Rafała Klimka, może na jazdę zgodzi się Tomek Piszcz. Trzeba rozejrzeć się też wśród zawodników zagranicznych. Odpowiednio poukładany zespół jest w stanie powalczyć o najwyższą lokatę. • Niestety, zabrakłoby wychowanka lubelskiego klubu - Daniela Jeleniewskiego, który ostatecznie wybrał ofertę Atlasu Wrocław... - Zastanawiam się, czy przejście Daniela do ekstraligi nie powinno być spokojniejsze, poprzedzone występami w silnym pierwszoligowym zespole... • Dostał ciekawą propozycję i z niej skorzystał. A silna rywalizacja może być najlepszą szkołą. - Oby tak było. • Największym problemem lubelskiego klubu jest zadłużenie. Prezes Siwek oficjalnie przyznaje, że tylko zawodnikom TŻ jest winne około 350 tysięcy. Pan również czeka na pieniądze... - W tym sezonie nie nastawiałem się na wielki zysk. Na pewno nie wróciłem dla kasy, wiedząc, że jeszcze nie rozliczono się ze mną w stu procentach za 2004 rok. Bardzo chciałbym, aby sekcja przetrwała i działała na normalnych zasadach. Biuro nie może mieścić się w jednej teczce. • Członkowie zarządu jeszcze walczą, ponieważ w tej chwili nawet upadłość klubu nie zwalnia od odpowiedzialności. - Poza tym, upadek mógłby oznaczać dłuższy rozbrat z żużlem, a tego chyba nie chcą lubelscy kibice.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama