Listonosze nie chcą pracować za grosze
Zamojscy pocztowcy chcą wyższych zarobków. Związkowcy domagają się 800 zł podwyżki. Szefowie chcą im dać osiem razy mniej.
- 13.02.2008 10:51
- Nasza praca jest niewdzięczna - żali się zamojski listonosz, roznoszący pocztę m.in. na zamojskim Starym Mieście. - Jesteśmy obładowani wypchanymi torbami, z cennymi przesyłkami wędrujemy po ciemnych, niebezpiecznych zaułkach i prawie niewiele z tego mamy. Ledwo starcza nam na życie.
W zamojskim Urzędzie Pocztowym pracuje ok. 800 osób. Listonosze zarabiają średnio od 1,3 tys. zł do 1,8 tys. brutto Zarobki pracowników obsługi (np. w pocztowym okienku) są podobne lub nawet niższe.
- Utrzymać rodzinę za takie pieniądze się nie da - złości się listonosz z jednej z podzamojskich miejscowości. - Wszystko drożeje, ale zarobki stoją w miejscu. Nasze żądania wcale nie są wygórowane.
Przedstawiciele związków zawodowych m.in. z Zamościa negocjowali podwyżki z Andrzejem Polakowskim, dyrektorem generalnym dyrektorem Poczty Polskiej. Domagają się o co najmniej 800 zł brutto wiecej.
- Dyrektor generalny zaproponował podwyżkę w wysokości 100 zł brutto. To stanowczo za mało - mówi Beata Bałka, szefowa Związku Zawodowego Pracowników Poczty Polskiej w Zamościu.
Dyrektor Polakowski ma też inny pomysł. Zaproponował m.in. likwidację odpraw emerytalnych i nagród jubileuszowych. To oburzyło związkowców. Dlatego większość z nich podpisała dokumenty o wszczęciu sporu zbiorowego dotyczącego. Rozmowy w tej sprawie odbędą się w czwartek i piątek. - Jeśli nie przyniosą rezultatu jesteśmy gotowi do protestów - grożą listonosze.
Czy pocztowcy mają szansę na spełnienie żądań? - Będziemy negocjować - mówi Elżbieta Mroczkowska, rzecznik Poczty Polskiej w Lublinie. - Musimy poszukać oszczędności, bo tak wysokie podwyżki są dla poczty nie do udźwignięcia.
Reklama
Komentarze