Reklama
Po zmroku po zakupy po omacku
Osiedle Koszary tonie w egipskich ciemnościach. Po zachodzie słońca nie pali się tam ani jedna latarnia, bo... nikt nie zadbał o umowę z elektrownią.
- 27.02.2008 18:23
- Wieczorami strach wychodzić z mieszkań - żali się 50-letnia Barbara Sołoducha, mieszkanka jednego z bloków przy ul. Koszary. - W ciemnościach czają się chuligani. Wyrywają siatki i torebki. Po godz. 17 się po osiedlu nie chodzi, ale... czasami trzeba robić zakupy. Zbieramy się wtedy w grupy i idziemy po chleb czy masło. Razem jest bezpieczniej.
Zamojskie osiedle to kilkanaście starych, ceglanych bloków. Jest też siedziba Wyższej Szkoły Humanistyczno-Ekonomicznej i Liceum Społeczne. Obok biblioteka, Młodzieżowy Dom Kultury oraz Kino \"Stylowy”. Kiedyś były to po prostu koszary i jeszcze kilkanaście lat temu po osiedlu chodziły patrole żołnierzy z karabinami.
Panował wtedy wzorowy porządek. Dzisiaj mieszkańcy się wstydzą tego miejsca. - Nie ma prawdziwego gospodarza - złości się jeden z miejscowych. - Skwery i klomby pozarastały, a w krzakach tkwią amatorzy taniego wina. Kilka tysięcy chodzi po zmroku po omacku. Mamy tego dosyć!
Mieszkańcom puściły nerwy na początku stycznia. Wtedy wszystkie latarnie zgasły jak na komendę. Elżbieta Kramarczuk, zamojska radna interweniowała w tej sprawie u prezydenta Zamościa. Bez skutku. Dlaczego?
- Teren jest zarządzany przez wojskowy Rejonowy Zarząd Infrastruktury w Lublinie i miasto nie może nic zrobić - denerwuje się radna. - Okazało się, że umowa RZI z zakładem energetycznym wygasła pod koniec ub. roku i jej... nie przedłużono. Wprawdzie zarząd osiedla miał być przekazany miastu, ale wojsko się z tym nie kwapi. Sytuacja jest patowa.
Jerzy Różyło, dyrektor Wydziału Rozwoju Gospodarczego zamojskiego magistratu także nie jest w stanie pomóc. - RZI chce nam przekazać kanalizację sanitarną tego terenu - przyznaje. - Trwa teraz jej inwentaryzacja i wycena. Podobnie z oświetleniem. Dlaczego to tak długo trwa? To nie jest pytanie do nas.
Zadzwoniliśmy do RZI w Lublinie. Odesłano nas do Wydziału Prasowego Wsparcia Sił Zbrojnych w Bydgoszczy. - Nie znamy sprawy - tłumaczy Agnieszka Szkoda, pracownik WPWSZ. - Zbadamy, kto mógłby sprawę wyjaśnić. Ale to może trochę potrwać. (JAŚ)
Reklama
Komentarze