Seks dobry na wszystko
Dla Górnika Łęczna i Hetmana Zamość, które zainaugurują rozgrywki na własnych boiskach, wiosenne granie będzie toczyć się o najwyższą stawkę.
- 14.03.2008 18:57
Oba kluby ścigają się o pierwsze miejsce. O przychylność piłkarskiej opatrzności zabiegają również w Świdniku, Radzyniu Podlaskim i Biłgoraju.
Zawodnicy w każdym z klubów mają na to swoje metody. Serbski pomocnik Górnika Łęczna Veljko Nikitović, w przeddzień meczu inauguracyjnego wybrał się na mszę, do katolickiego kościoła. Uczynili tak zresztą wszyscy piłkarze Górnika, tyle że popularny \"Veluś\"; jest w końcu wyznawcą prawosławia. - Uważam, że to ten sam Bóg. Chciałem zobaczyć jak to jest u was. Homilia mi się podobała, była o życiu. Modlitwa przed meczem zawsze może pomóc. A kościół? Cerkwie są ładniejsze i bogatsze - mówi Velijko Nikitović.
Trener Hetmana nie zamierza zawracać głowy niebiosom przyziemną piłką. - Jeśli komuś to pomaga, proszę bardzo. Kwestia sumienia piłkarzy. Nie mieszam Pana Boga do sportu. Dobrze się przygotowaliśmy do sezonu. Świadomość tego jest dla mnie wyrocznią - mówi Przemysław Cecherz. Twardo stąpający po ziemi trener przyznaje się jednak do własnych niekonwencjonalnych metod dbania o przychylność. - Melduję się na boisku dwie godziny przed meczem i wędruję po liniach boiska. Obchodzę każdy róg \"szesnastki” i piątki. W sumie wędrując po wapiennych liniach przemierzam jakieś 8-10 długości boiska. O czym myślę? Koncentruję się. Rozgrywam wtedy ten mecz w głowie. Później, już w trakcie spotkania, mam wszystko poukładane. Dlatego reaguję żywiołowo i strasznie przeżywam każdą minutę gry moich chłopaków. Trudno mi usiedzieć w miejscu - zdradza Przemysław Cecherz.
Swój mały rytuał ma także bramkarz Marek Baranowski. - Jeśli w pierwszym meczu nie wpuszczę bramki, rękawice w których występowałem stają się szczęśliwym talizmanem. Nie zmieniam wtedy sprzętu do końca rundy. No chyba, że się totalnie zniszczy - mówi Marek Baranowski.
To nie prawda, że przed meczem musimy jeść kanapki z serem. Nie klepiemy też mantry \"skuś baba dziada”. Bo tak naprawdę, to w ogóle nie jesteśmy przesądni - śmieje się piłkarz Orląt Damian Pietroń. - Do każdego spotkania podchodzimy tak samo. No może przed pierwszym meczem mobilizujemy się szczególnie we własnym gronie. W końcu początek jest bardzo ważny. Jeśli zapali od razu to i później będzie się wiodło.
Z kolei w Świdniku, przed każdym meczem Maciej Kleszcz unika żyletki jak ognia. - Robię tak od lat. Przestaję się golić na dzień przed meczem, później po spotkaniu nadrabiam zaległości. Przed wyjazdemna mecz nawet nie spojrzę na maszynkę do golenia - zapewnia Maciej Kleszcz. Za moich czasów to dopiero były przesądy - zaczyna trener Łady Marek Sadowski, przed laty znakomity piłkarz lubelskiego Motoru. - Jak się jechało na mecz i przejazd kolejowy był zamknięty, to wiadomo, będzie w \"łeb”. Gdy napotykaliśmy na wesele, to był dobry znak. Wierzyliśmy, że wtedy wygramy. To niby głupoty, ale dawały wsparcie psychiczne - opowiada Marek Sadowski, który zapewnia że w drodze do Nowego Sącza wybierze trasę bez przejazdów kolejowych, albo sprawdzi dokładnie rozkład jazdy PKP.
Tu zdania są podzielone. Lekarz opiekujący się piłkarską reprezentacją Niemiec zalecił zawodnikom tej drużyny wstrzemięźliwość seksualną, ale tylko na krótko przed meczami. A co jeśli seks uprawia się w trakcie spotkania? Izraelczyk Felix Halkon przyznaje: To nie była dla mnie jakaś szczególna nowość. Podczas mojej kariery zawsze w getrach trzymałem prezerwatywy na wszelki wypadek - mówi zawodnik. W czerwcu 1993 roku w Sztokholmie Szwecja prowadziła do przerwy 2:0, a mecz skończył się wynikiem 5:0. W przerwie Halkon nie słuchał trenera. Zamknął się w jednej z szaf i tam uprawiał seks z młodą Szwedką.
Ale trener Krzysztof Chrobak może być spokojny. W szatni Górnika Łęczna odpowiedniej szafy nie uświadczysz. - Zresztą, to indywidualna sprawa każdego zawodnika. Niektórym to pomaga. Czy mnie też? Ja dopiero muszę spróbować - kończy rozbawiony Nikitiović.
Reklama

Komentarze