Wierzchowski: Liczę na nasze kontry
Rozmowa z lubelskim bramkarzem Jakubem Wierzchowskim, mającym na koncie występy w Werderze Brema
- 06.06.2008 22:14
- Dla mnie jest to w ogóle pozbawione logiki. Jednak w sporcie często tak bywa. Przed każdym ważnym spotkaniem prowadzone są gierki, aby wyprowadzić przeciwnika z równowagi. Ale kiedy zagwiżdże sędzia, nie ma to już żadnego wpływu.
- Sam nie wiem, za co miał ich przepraszać? Przecież niemieckiego bulwarówki też nie przebierają w środkach.
- Podczas ostatniej wielkiej imprezy spotkaliśmy się z przeciętnym Ekwadorem i wyszło jak wyszło. Tak więc, teraz będzie lepiej, jeśli na inauguracje wybiegniemy przeciwko silnej reprezentacji. Jeżeli się powiedzie, to możemy być później na fali. Jeśli nie, to i tak piłkarzom głowy nikt nie urwie.
- Boruc, ale nie ze względu na mój patriotyzm. Obaj są światowej klasy bramkarzami i ciężko doszukiwać się u nich słabych punktów. Zdecydowanie łatwiej jest wskazać ich mocne strony, jak choćby pewnych chwyt czy doskonała gra na przedpolu.
- To także bardzo dobry golkiper. Zresztą w Niemczech jest wielu bramkarzy europejskiej klasy, na przykład Robert Enke i Rene Adler. A brak Hildebranda świadczy tylko o nadmiarze bogactwa.
- Bramkarz skazany jest głównie na treningi indywidualne. Podczas meczu zawsze jest z tyłu, zupełnie sam. Obciążenie psychiczne jest więc ogromne. Dlatego przed spotkaniami musi wkładać dwa razy więcej sił niż pozostali zawodnicy.
- Z Torstenem Fringsem i Timem Borowskim grałem nawet razem w Werderze Brema. Prywatnie to sympatyczni ludzie, a zawodowo bardzo potrzebni swojej reprezentacji. Niestety, kiedy zmieniłem klub, kontakt z nimi zupełnie się urywał.
- Wynik jak zawsze jest wielką niewiadomą. Ale ja wierzę w \"biało-czerwonych” i typuję 2:1 dla nas. Co prawda stroną przeważającą będą rywale, jednak my wyprowadzimy zabójcze kontrataki.
Reklama













Komentarze