W kiepskim stylu nowy sezon rozpoczął Motor Lublin. Drużyna Mariusza Sawy przegrała u siebie z Resovią 1:2. – Zawiodłem się na niektórych zawodnikach. Na razie jest dużo gadania i zero walki – grzmiał na konferencji szkoleniowiec
09.08.2014 20:01
Początek spotkania był bardzo nerwowy nie tylko na boisku.
Przed stadionem kibice stali w długich kolejkach, żeby kupić bilet. Na trybunach niezadowoleni fani bili brawo, kiedy piłkę źle wykopał bramkarz Piotr Lipiec. Krzyczeli też "jeszcze jeden”, kiedy gospodarze przegrywali. Ale mieli sporo racji.
W pierwszej połowie "żółto-biało-niebiescy” spisywali się fatalnie. Nie potrafili przeprowadzić żadnej składnej akcji, a co dopiero mówić o oddaniu celnego strzału na bramkę rywali.
Sami stracili zresztą gola w 23 minucie. Piotr Szkolnik dośrodkował w pole karne z rzutu wolnego, jeden z rzeszowian zgrał piłkę głową, a świetnie zachował się Sebastian Dziedzic. Przyjął piłkę "na klatę” i z powietrza huknął pod poprzeczkę.
Kilka chwil później Lipiec ścigał się z napastnikiem rywali i tylko jego odważne wyjście spowodowało, że gracz Resovia nie znalazł się w sytuacji sam na sam.
Po przerwie wszystko miało wyglądać inaczej, ale plany błyskawicznie wzięły w łeb. Głupi faul w narożniku pola karnego i jedenastka dla ekipy z Rzeszowa już w 47 minucie.
Na 0:2 strzelił Szkolnik i Motor znalazł się w beznadziejnej sytuacji. W 66 minucie powinno być po zawodach, ale Aleksander Komor wślizgiem wybił piłkę zmierzającą do pustej bramki.
Niewykorzystana sytuacja przez przyjezdnych zemściła się cztery minuty później. Mateusz Majewski podszedł do rzutu wolnego i świetnie uderzył w samo okienko dając swojej drużynie nadzieje przynajmniej na jeden punkt.
Końcówka to wymiana ciosów. Na 2:2 mógł strzelić rezerwowy Konrad Gąsiorowski, jednak do szczęścia zabrakło mu dosłownie centymetrów. Swoje szanse na trzecie trafienie mieli też piłkarze Szymona Grabowskiego. Wynik nie uległ już jednak zmianie.
Komentarze