Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama STUDNIÓWKA 2026 - zobacz galerię zdjęć!
Reklama
Afera

„Krzycz, jeśli chcesz”. Szamotanina w Miejskim Urzędzie Pracy

- Krzycz sobie, jeśli chcesz - miała powiedzieć dyrektorka Katarzyna Kępa podczas zwalniania wieloletniej podwładnej Magdaleny Zbysław z Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie. Kobieta twierdzi, że w budynku MUP doszło do szamotaniny, podczas której ze stresu prawie straciła przytomność. Kępa temu zaprzecza. Kto mówi prawdę?
„Krzycz, jeśli chcesz”. Szamotanina w Miejskim Urzędzie Pracy

Autor: Archiwum Prywatne/Michał Żyszkiewicz

Magdalena Zbysław jest ubrana na czarno, elegancko pomalowana, na dłoniach błyszczą i wiją się srebrne pierścienie, takie na całe palce. Trzęsie jej się głos. Ale wątku nie gubi. Wie, co chce powiedzieć. Z pamięci recytuje nazwy instytucji, przepisy prawa, zasady BHP. 

Przez dwadzieścia cztery lata pracowała w Miejskim Urzędzie Pracy w Lublinie. Aż 19 listopada 2025 została zwolniona w trybie dyscyplinarnym. Zbysław uważa, że stało się to w skandalicznych okolicznościach. Dyrektorce Katarzynie Kępie i kierowniczce Urszuli Marciniak zarzuca naruszenie jej nietykalności cielesnej i pozbawienie jej wolności.

Zwolnią mnie albo ciebie

Wezwano ją do gabinetu dyrektorki Kępy. W nim kilka osób, ścisłe kierownictwo Miejskiego Urzędu Pracy. Na sam ten widok Magdalena Zbysław wiedziała już, że sytuacja nie wróży niczego dobrego.

Dyrektorka poinformowała ją, że skargę do prezydenta Krzysztofa Żuka złożył na nią jej były partner. Kępa zarzut ten sprowadziła do jednego zdania: przetwarzanie danych osobowych w zakresie przekraczającym nadane uprawnienia. Zbysław zaczęła się tłumaczyć. Zaskoczona, zestresowana, więc raczej niezbyt składnie.

Kiedy spotykamy się miesiąc później, twierdzi, że to coś między pomówieniem a nadinterpretacją. Przełożenie prywatnej wojenki na grunt zawodowy. 

Zażalenie mężczyzny znalazło jednak zrozumienie w Miejskim Urzędzie Pracy, gdzie nie tylko wszczęto wobec niej postępowanie, ale też postanowiono wręczyć jej wypowiedzenie.

Magdalena Zbysław: - Próbowałam wytłumaczyć rzekome naruszenie danych osobowych, ale pani dyrektorka stwierdziła, że moje wyjaśnienia nie mają żadnego znaczenia. Powiedziała, że „albo mnie zwolni, albo ją zwolnią, a ona ma do spłacenia kredyty”, to zresztą często powtarzane przez nią zdanie.

- Miała pani argumenty na swoją obronę?

Magdalena Zbysław: - Oczywiście, ale nikt nie chciał ich słuchać, decyzja o zwolnieniu była już podjęta. Proszę mi wierzyć, to prywatne kwestie. Sprawa została skierowana do sądu pracy. Bez względu na wszystko nigdy nie powinno dojść do okoliczności, w jakich próbowano mnie z tej pracy wyrzucić. Doszło do popełnienia przestępstw określonych w kodeksie karnym.

- Przestępstw?

Magdalena Zbysław: - Tak, przestępstw. Przynajmniej moim zdaniem.

Krzycz, jeśli chcesz

Magdalena Zbysław: - Dyrektorka poleciła mi usiąść i napisać podanie o rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Źle się poczułam, zakłuło mnie w sercu, byłam w bardzo silnych emocjach. Powiedziałam, że w takim stanie nie będę niczego podpisywać ani pisać. Poprosiłam o czas na uspokojenie się.

- Dostała go pani?

Magdalena Zbysław: - Nie, dyrektorka Kępa w towarzystwie innych pracowników urzędu pozwoliła sobie za to na kilka niestosowanych komentarzy dotyczących mojego życia prywatnego i związku z tym byłym partnerem od skargi. Poleciła mi też wyjść z gabinetu z moją bezpośrednią przełożoną Urszulą Marciniak, żeby napisać wyjaśnienia. 

- Czyli był czas na wyjaśnienia?

Magdalena Zbysław: - Byłam w ogromnym stresie. Stanie silnego zdenerwowania i pogarszającego się samopoczucia. Stanęłyśmy przy stoliku obok pokoju 112, nabazgrałam kilka zdań, nie pamiętam nawet dokładnie, co napisałam. Po powrocie do gabinetu dyrektorki Kępy byłyśmy w nim już tylko we trzy. Zadzwoniła urzędowa radczyni prawna i poinformowała dyrektorkę, że do zwolnienia mnie konieczna jest jeszcze opinia związków zawodowych, których jestem członkinią. Dyrektorka wezwała ich przewodniczącego. Przyszedł w kurtce. Rzucił, że ma umówionego prywatnego lekarza. Stwierdził, że nie zna sprawy i nie wie, o co chodzi. Dyrektorka poleciała mu napisać, że związki zawodowe nie wnoszą sprzeciw wobec mojego zwolnienia. 

- Zgodził się?

Magdalena Zbysław: - Nie, zaproponował, że w jego miejsce przyjdzie zastępczyni i wyszedł, nie zapoznając się z żadnymi dokumentami. W tym momencie powiedziałam, że źle się czuję i chcę wyjść. 

- Jak zareagowała dyrektorka Kępa?

Magdalena Zbysław: - Ciałem zagrodziła mi drogę. Powiedziała, że nigdzie nie pójdę. I że i tak wręczy mi zwolnienie. Ja na to, że potrzebuję lekarza. Ona, że pójdę sobie później. Cały czas stała w drzwiach. Uniemożliwiała mi wyjście. Zapytałam, czy mam zacząć krzyczeć. Odpowiedziała: „Krzycz sobie, jeśli chcesz”.

Poszanowanie praw i godności

Katarzyna Kępa, dyrektorka Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie, nie chce ani się spotkać, ani rozmawiać przez telefon, prosi o wysłanie pytań drogą mailową. Szczegółowo relacjonuję zarzuty stawiane przez Magdalenę Zbysław. Z MUP przychodzi odpowiedź w oficjalnym tonie.

- Rozwiązanie umowy o pracę z wymienionym pracownikiem nastąpiło zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa pracy, przy zachowaniu wszystkich wymaganych procedur, a także z pełnym poszanowaniem praw i godności pracownika. Miejski Urząd Pracy w Lublinie jako pracodawca w każdej sytuacji zapewnia pracownikom możliwość przestawiania swojego stanowiska i złożenia wyjaśnień.

Na skraju omdlenia

Magdalena Zbysław: - Trwał normalny dzień pracy, w godzinach urzędowania. Nie miałam przy sobie telefonu, został w moim pokoju. W końcu do gabinetu weszła zastępczyni przewodniczącego związków zawodowych. Otworzyła drzwi, pani dyrektorka musiała się odsunąć, wykorzystałam ten moment, wyszłam na korytarz. Za mną wybiegła moja przełożona, pani Marciniak.

- Rozmawiałyście?

Magdalena Zbysław: - Powiedziałam jej, że muszę wyjść na powietrze. Ze swojego pokoju wzięłam kurtkę i skierowałam się w stronę wyjścia z budynku. Przełożona cały czas szła za mną i przekonywała, że muszę wrócić do gabinetu dyrektorki. Oświadczyłam, że tego nie zrobię, że idę tylko po torebkę, a następnie do lekarza, bo jestem na skraju omdlenia. Utraty przytomności. 

Trudności adaptacyjne

Magdalena Zbysław: - Była 12:30, w urzędzie pełno pracowników i klientów. Szłam przez korytarz, a pani Marciniak mnie szarpała, zarejestrował to monitoring. Kulminacja nastąpiła na parterze, przy samym wyjściu z budynku. Zaczęłam krzyczeć, aby mnie puściła, z jednego z pokoi wybiegły koleżanki. 

- Szamotanina nie ustawała?

Magdalena Zbysław: - Do sytuacji dołączył mój bezpośredni przełożony. Prosił ją, aby mnie nie dotykała. Próbował mnie uspokoić. Mówił, że nigdy nie widział mnie w takim stanie. I że coś złego może mi się stać. Był jedyną osobą, która próbował mi realnie pomóc. Szarpanie trwała jednak nawet po opuszczeniu urzędu, aż do schodów w pobliżu tego nowego hotelu. Dopiero tam pani Marciniak mnie puściła. Mój przełożony odprowadził mnie jeszcze kawałek, kilkukrotnie pytając, czy sobie poradzę i czy jestem w stanie sama wrócić do domu. Po powrocie do mieszkania zasłabłam.

- Ma pani na to dowód?

Magdalena Zbysław: - Poszłam do przychodni. Udzielono mi pomocy medycznej. Miałam podwyższone ciśnienie, wykonano mi EKG. Dwa dni później psychiatra zdiagnozował u mnie silną reakcję na stres i trudności adaptacyjne. Od tamtej pory przebywam na zwolnieniu lekarskim.

Informacje nieprawdziwe

Urszula Marciniak, kierowniczka jednego z działów w Miejskim Urzędzie Pracy w Lublinie, odpisuje, że stanowisko w sprawie zarzutów stawianych przez Zbysław przekaże w mailu wraz z dyrektorką Kępą.

- Informacje sugerujące, jakoby doszło do zagradzania wyjścia, użycia siły lub jakichkolwiek naruszeń nietykalności cielesnej pracownika, są nieprawdziwe. Takie zdarzenia nie miały miejsca – przekonują dyrektorka Kępa i kierowniczka Marciniak.

Ktoś przesadza?

Zbysław zgłosiła sprawę na policję. Na komisariacie opowiedziała o przetrzymywaniu jej wbrew woli i naruszeniu nietykalności cielesnej w Miejskim Urzędzie Pracy w Lublinie.

Napisała również skargę do lubelskiego prezydenta Krzysztofa Żuka, rzecznika praw obywatelskich Marcina Wiącka i ministry rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszki Dziemianowicz-Bąk. 

Magdalena Zbysław: - W skardze opisałam szczegółowo zdarzenia z 19 listopada 2025 roku i wskazałam na wieloletni problem mobbingu w urzędzie. Już w 2020 roku składałam skargę na niewłaściwe zachowania mojej przełożonej, głównej księgowej, bezpośrednio do pani dyrektorki. Pisałam o krzyku, agresji, pogróżkach, oczernianiu mnie, ograniczaniu możliwości zabierania głosu, ciągłym krytykowaniu mojego życia osobistego, rozpowszechnianiu nieprawdziwych plotek na mój temat, straszeniu zwolnieniem z pracy.

- Jak zareagowała pani dyrektor Kępa?

Magdalena Zbysław: - Stwierdziła, że przesadzam, oddała mi dokument i sprawa została zamieciona pod dywan.  

- To jeden przypadek, gdy oskarżenie o mobbing wewnątrz urzędu nie znalazło zrozumienia u pani dyrektorki, trudno tu mówić o jakimkolwiek powtarzającym się schemacie.

Magdalena Zbysław: - Pani Katarzyna Kępa pełni funkcję dyrektorki od 2003 roku. Proszę mi wierzyć, że wśród jej podwładnych problem mobbingu w urzędzie jest znany od lat. Wielu pracowników odchodziło w trudnych okolicznościach. Często byli przenoszeni do innych jednostek, gdzie dalej nękano ich przez telefony i naciski, pani dyrektorka dbała, żeby zrobić im złą reklamę. Zdarzało się, że osoby te musiały korzystać z urlopów zdrowotnych czy wychowawczych, żeby wydostać się z tego niezdrowego układu.

Pod dywan

Magdalena Zbysław uważa, że wpływy dyrektorki Kępy sięgają daleko poza Miejski Urząd Pracy w Lublinie, a jej skarga do prezydenta Krzysztofa Żuka nawet do niego nie trafiła.

Magdalena Zbysław: - Została przekazana do Rady Miasta, co w mojej ocenie było niezgodne z obowiązującymi przepisami. Wskazałam, że zgodnie z regulaminem organizacyjnym nadzór nad Miejskim Urzędem Pracy sprawuje odpowiedni wydział Urzędu Miasta. Do tej pory nie otrzymałam potwierdzenia, że prezydent Żuk osobiście zapoznał się z moją skargą. Mam prawo twierdzić, że jest to przed nim skrzętnie ukrywane. 

- Na jakiej podstawie?

Magdalena Zbysław: - Moją skargą wymieniają się sekretarz miasta Andrzej Wojewódzki i przewodniczący rady miasta Jarosław Pakuła. Z jednej strony dostaję informację, że sprawą zajmuje się sekretarz Wojewódzki i żeby z nim się umawiać, a dwa dni później otrzymuję pismo od sekretarza Wojewódzkiego, że to jednak nie jego działka. W piśmie od przewodniczącego Pakuły jest podana konkretna data, kiedy skarga zostanie rozpatrzona: 5 lutego 2026 roku. Podejrzewam, że jest to „bezpieczny” dzień. Taki, po którym pani Kępa odchodzi na emeryturę.

- To tylko przypuszczenie. Nie fakt.

Magdalena Zbysław: - Moja pełnomocniczka bezskutecznie próbuje umówić mnie z prezydentem Żukiem na spotkanie. Po ujawnieniu, kogo reprezentuje, kontakt został zerwany. Cała sprawa pokazuje mechanizm bezkarności, układów i systemowego lekceważenia praw pracowników. Widać, że dyrektorka Kępa się boi. Jest osobą bardzo bezczelną, pewną siebie, przekonaną, że wszystko zostanie zamiecione pod dywan. Dla mnie jednak ta sytuacja była granicą, po której nie mogłam już milczeć.

Procedura uruchomiona

Kontaktujemy się z biurem prezydenta Krzysztofa Żuka.

- Zgodnie z Kodeksem Postępowania Administracyjnego skargę na dyrektora jednostki organizacyjnej Gminy rozpatruje Rada Miasta. Tym samym tylko w kompetencjach Rady Miasta leży rozpatrzenie skargi na dyrektora Miejskiego Urzędu Pracy. Stosowna procedura została już uruchomiona. Tak jak we wszystkich tego typu sprawach, najpierw taką skargę rozpatruje Komisja Skarg, Wniosków i Petycji Rady Miasta, która przygotowuje projekt uchwały, a ten następnie jest rozpatrywany przez Radę Miasta. O wszystkich etapach tego postępowania pani Magdalena Zbysław jest informowana na bieżąco - przekazuje Justyna Góźdź, rzecznik prasowy prezydenta Lublina.

Trudny rynek

3 grudnia 2025 roku Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ wszczęła postępowanie karne na podstawie jej zgłoszenia na policji. 9 grudnia śledztwo zostało umorzone. 

W uzasadnieniu czytamy, że stało się to wobec niepopełnienia czynu w przypadku rzekomego zagrodzenia drzwi wyjściowych z pomieszczenia przez Katarzynę Kępę i wobec braku znamion czynu zabronionego w przypadku rzekomego naruszenia nietykalności cielesnej przez Urszulę Marciniak.

Magdalena Zbysław czuje się niezrozumiana, niewysłuchana i pokrzywdzona. Uważa, że przez wzgląd na koneksje dyrektorki Kępy jej walka o sprawiedliwość jest utrudniona, choć nic nie jest jeszcze przesądzone i sprawą zajmuje się sąd pracy.

- Zwolnienie na tym etapie życia jest dla mnie niezwykle problematyczne. Lublin jest bardzo trudnym rynkiem pracy, możliwości są tu mocno ograniczone, szczególnie w moim wieku. Ludzie z mojego rocznika mają naprawdę niewielkie szanse na znalezienie zatrudnienia. Szczerze mówiąc, nie wiem, jak to się dalej potoczy i jak sobie poradzę.

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama