19 listopada 2025 roku do gabinetu dyrektor Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie, Katarzyny Kępy, zostaje wezwana urzędniczka z 24-letnim stażem pracy, Magdalena Zbysław. Dyrektor stawia jej zarzuty przetwarzania danych osobowych w zakresie przekraczającym nadane uprawnienia i informuje ją o zwolnieniu z pracy. Zbysław próbuje opuścić gabinet, tłumacząc się złym samopoczuciem. Dochodzi do ostrej wymiany słów, a dyrektor staje w drzwiach. Gdy urzędniczce w końcu udaje się wyjść, na korytarzu dochodzi do szamotaniny z jej bezpośrednią przełożoną, która próbuje ją zatrzymać, żąda powrotu do gabinetu i podpisania dokumentów. Wszystko dzieje się publicznie, na oczach urzędników i interesantów, w godzinach największego ruchu w urzędzie.
Sprawa trafia na policję, do prokuratury, sądu pracy oraz do Rady Miasta. Opisuje ją szczegółowo reporter Jan Mazurek. Internet się gotuje – komentatorzy nie szczędzą ostrych słów zarówno pracownicy, jak i dyrektorce. Pojawiają się spekulacje i domysły, wraca temat mobbingu w urzędzie, padają pytania o wagę zarzutów wobec urzędniczki. Słowa „skandal” i „afera” padają naprzemiennie, a niektórzy ironizują, że to „dwie panie wzięły się za łby”.
Nie jest rolą autora rozstrzyganie zasadności zarzutów ani podstaw wypowiedzenia umowy o pracę. Pojawia się jednak pytanie o standardy obowiązujące w Miejskim Urzędzie Pracy w Lublinie. Czy w instytucji zajmującej się rynkiem pracy, zatrudniającej specjalistów od prawa pracy, prawa pracowników są właściwie rozumiane i przestrzegane?
Sytuacja wydaje się przejrzysta. Przełożona stawia pracownicy poważne zarzuty, które skutkują konsekwencjami służbowymi, a więc wręczeniem wypowiedzenia. Jeśli pracownik z różnych powodów – szoku, złego samopoczucia czy niezrozumienia sytuacji – nie przyjmuje dokumentu, prawo pracy przewiduje jasne procedury pozwalające na skuteczne rozwiązanie umowy, choćby poprzez sporządzenie notatki służbowej w obecności świadka. To standardowa praktyka, powszechnie stosowana przez pracodawców. Jedna notatka wystarczyłaby, by zakończyć sprawę na tym etapie, bez krzyków, osobistych uszczypliwości i publicznej szamotaniny.
Po co więc była ta eskalacja? Czy zabrakło opanowania lub wyczucia? Dyrektor Katarzyna Kępa w oficjalnym piśmie zapewnia, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem pracy oraz z poszanowaniem praw i godności pracownika, jednocześnie odmawiając rozmowy z autorem tekstu. A stawka jest większa niż reputacja jednej osoby – chodzi o wizerunek Miejskiego Urzędu Pracy w Lublinie. Reputację buduje się latami, a traci znacznie szybciej, czasem w jeden dzień.
Magdalena Bożko-Miedzwiecka – dziennikarka, rzeczniczka prasowa. Publikowała w Dzienniku Wschodnim, Newsweeku, Newsweeku Historii, Rzeczpospolitej, Twórczości, Akcencie, Karcie. Laureatka dziennikarskich nagród, m.in. Ostrego Pióra Business Centre Club, nagród w konkursie prasowym Mediów Regionalnych im. Jana Stepka za reportaże historyczne i społeczne, nagród Salus Publica Głównego Inspektora Pracy, nagrody im. Bolesława Prusa Związku Literackich Polskich.

















Komentarze