Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kibic Hetmana Zamość pozwał policję i Avię

100 tys. zł zadośćuczynienia domaga się Adrian M. od komendy świdnickiej policji i Avii. Kibic Hetmana Zamość trzy lata temu został ciężko pobity podczas meczu piłkarskiego w Świdniku.
O historii Adriana przed ponad trzema laty było głośno. 16-letni wówczas chłopak przyjechał do Świdnika na mecz piłkarski Hetmana Zamość z miejscową Avią. Podczas przerwy doszło do zamieszek. Pseudokibice Hetmana usiłowali przewrócić ogrodzenie oddzielające ich sektor od boiska. Wkroczyła policja, która użyła pałek. Chłopak trafił do szpitala z ciężkim urazem głowy. Jego rodzina twierdziła, że pobili go policjanci. Prokuratura umorzyła śledztwo, nie stwierdzając, kto pobił nastolatka. Z opinii biegłych wynikało, że uderzenia nie zostały zadane policyjną pałką, a twardym przedmiotem. Adrian M. doznał obrażeń mózgu. Przeszedł kilka operacji. Dochodził do siebie przez wiele miesięcy. Musiał się uczyć od początku pisania i czytania. Do dziś ma kłopoty z pamięcią i koncentracją. Oprócz 100 tys. zł zadośćuczynienia za cierpienia domaga się też 400 zł miesięcznej renty. W pozwie przeciw policji prawnicy kibica twierdzą, że Adrian nie brał udziału w zamieszkach. Szukał na trybunie młodszego brata i wydostał się poza sektor. Wówczas został zaatakowany przez policjanta, który kilka raz uderzył go pałką w głowę. Funkcjonariusz miał zrobić to bez uprzedzenia. - Wszyscy wtedy uciekali, bo policja pałowała - opowiadał chłopak w sądzie. Twierdził, że pałką oberwał, gdy się pośliznął. Bił go policjant z wąsami. W sądzie zeznawali już świadkowie zamieszek. Koledzy kibica skarżyli się na brutalność policji. Twierdzili, że nie widzieli jednak, kto uderzył Adriana. Na ostatniej rozprawie prawnicy kibica pozwali również organizatora meczu - świdnicką Avię. Dowodzą, że klub nie zapewnił bezpieczeństwa podczas meczu i pozwolił, żeby na spotkanie weszło zbyt wielu kibiców. Dlatego też powinien więc odpowiadać za skutki pobicia. Policja nie uznaje roszczeń. Pozew do świdnickiej Avii dotarł dopiero przez kilkoma dniami. - Nie byliśmy dotąd stroną w tej sprawie, więc nie znam sądowych dokumentów - mówi Robert Syryjczyk, prezes Avii. - Ustosunkujemy się do pozwu, gdy go poznamy. Ale myślę, że nie można nas obarczać odpowiedzialnością za to, co zrobił ktoś inny.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama