Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Byłemu strażnikowi więziennemu grozi dożywocie

Zaatakował pracownika stacji paliw, bo potrzebował gotówki na jednorękiego bandytę. Byłemu strażnikowi hrubieszowskiego więzienia grozi nawet dożywocie. Podzieli los skazanych, których sam pilnował.
- Oskarżyliśmy go o usiłowanie zabójstwa - informuje Artur Kubik, szef Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie, która skierowała do sądu akt oskarżenia. - Grozi za to nie mniej niż 8 lat pozbawienia wolności. Oskarżony nie był wcześniej karany. Przyznał się do winy. Jest poczytalny, może odpowiadać przed sądem. 24-letni Przemysław P. przez półtora roku pracował w hrubieszowskim więzieniu. - Był w okresie służby przygotowawczej, podczas której każdy młody funkcjonariusz jest szczególnie obserwowany, częściej oceniany i opiniowany - mówi Janusz Krotkiewicz, zastępca dyrektora Zakładu Karnego w Hrubieszowie. - To był zdyscyplinowany, sumienny funkcjonariusz. Nie wchodził w nieformalne relacje ze skazanymi. Nikt się nie spodziewał, że może zrobić coś takiego. W nocy z 10 na 11 października ub. roku Przemysław P. grał na automatach do gier zręcznościowych. W pewnym momencie pojawił się na stacji paliw przy ul. Piłsudskiego, by wymienić 800 złotych w bilonie na banknoty. Znał dwoje pracowników, bo sam kiedyś pracował na stacji. Potrzebował z kasy na kilka godzin 4 tys. złotych, ale gdy odmówiono mu pożyczki zapowiedział, że jeszcze raz przyjedzie tu z bilonem. Dotrzymał słowa. Na stacji pojawił się ok. godz. 4 rano. Tym razem chciał od 21-letniego Artura K. antenę CB. Gdy pracownik odkręcał antenę ze swojego samochodu, Przemysław P. uderzył go młotkiem w tył głowy. Ofiara upadła na ziemię, a sprawca dalej okładał ją po całym ciele młotkiem, a później ugodził kilkakrotnie w okolicę klatki piersiowej i głowy. - Zamierzonego celu nie osiągnął z uwagi na obronę i ucieczkę pokrzywdzonego - mówi prok. Kubik. 21-latek w stanie ciężkim - m.in. z następowym złamaniem i włamaniem kości czaszki, licznymi ranami kłutymi i ciętymi oraz roztrzaskanym palcem u ręki - trafił do szpitala. Przeżył dzięki szybko przeprowadzonej operacji. Policję powiadomiła o zdarzeniu przestraszona pracownica stacji, która zabarykadowała się w budynku. Sprawca odjechał, ale wkrótce wrócił na miejsce zdarzenia z żoną. Tam zatrzymali go mundurowi. - Po usłyszeniu zarzutów złożył raport o zwolnienie ze służby i natychmiast został z niej zwolniony - mówi Krotkiewicz. Oskarżony pracował w dziale ochrony, miał kontakt z bronią. - We wrześniu ub. roku był badany przez lekarzy medycyny pracy. Nie stwierdzono przeciwwskazań do służby z bronią - zapewnia wicedyrektor więzienia. Badania wykluczyły uzależnienie oskarżonego od hazardu. Jego proces ruszy w marcu przed Sądem Okręgowym w Zamościu.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama