Sąd w Puławach nie zostawił suchej nitki na śledczych prowadzących dochodzenie w sprawie Małgorzaty J. I we wtorek uniewinnił ją od zarzutu podania swej 5-miesięcznej córeczce amfetaminy.
Paweł Buczkowski
02.06.2009 20:01
Zdaniem sądu zabrakło jednoznacznych dowodów, że to właśnie ona podała dziecku narkotyk. Dostęp do dziewczynki mieli również inni członkowie rodziny podejrzanej. Sąd wziął też pod uwagę zachowanie matki, która przez cały czas bardzo interesowała się zdrowiem dziecka i martwiła o nie.
- Tak nie zachowuje się osoba, która podaje dziecku substancje psychotropowe - powiedział sędzia Wojciech Łączewski.
Dziewczynka trafiła do puławskiego szpitala w grudniu 2007 r. Była nadpobudliwa, a jej rączki i nóżki drżały. Lekarze z Puław nie potrafili jej pomóc. Dopiero w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie okazało się, że jest pod wpływem amfetaminy. Udało się ją uratować, choć wynik badania wskazywał, że podana dawka może być śmiertelna.
Sprawą zajęła się puławska prokuratura. W mieszkaniu matki dziecka policjanci szukali śladów narkotyku. Według sądu dziadek dziecka powiedział im wtedy, że z domu były już wynoszone śmieci. A w nich mógł się znajdować słoik po gotowym obiadku, który mała zjadła tuż przed wystąpieniem dziwnych objawów. - Policjanci stwierdzili, że do zsypu schodzić nie będą - mówił sędzia Łączewski.
W ten sposób nie udało się znaleźć przedmiotu, który mógłby być dowodem w sprawie. Sąd skrytykował zresztą całe śledztwo w tej sprawie. - Było prowadzone nagannie, w sposób żałosny - stwierdził sędzia Łączewski.
Kolejny przykład to kłopoty z próbkami moczu dziecka. Chcieli je ponownie zbadać biegli. Okazało się jednak, że zostały zniszczone w dwóch laboratoriach, które je wcześniej badały. Śledczy zaś nie poprosili o dłuższe przechowanie tych próbek.
Małgorzata J. od początku zaprzeczała, że podała córeczce amfetaminę oraz że kiedykolwiek miała kontakt z narkotykami.
W jej organizmie znaleziono jednak śladowe ilości amfetaminy. Kobieta tłumaczyła, że przed podaniem obiadku dziecku najpierw sama go skosztowała. I to - zdaniem sądu - mogło mieć wpływ na wykrycie śladowych ilości narkotyku.
- Policjanci starali się zebrać jak najlepszy materiał dowodowy w tej sprawie - stwierdza krótko Marcin Koper, rzecznik puławskiej policji. Prokuratorzy na razie nie chcą odnosić się do krytyki.
Małgorzata J. nie chciała rozmawiać z dziennikarzami. Natychmiast po ogłoszeniu wyroku wyszła z sądu.
Komentarze