Wydaje się, że to nie jest dobry moment na mecz z „Kolejorzem”. W końcu Mikael Ishak i jego koledzy w niedzielnym hicie rozbili Legię aż 4:0.
Kontrowersyjna czerwona kartka dla Rafała Augustyniaka już w 21 minucie na pewno mocno ułatwiła gospodarzom zadanie. Mimo wszystko, cztery gole w 45 minut i tak robią duże wrażenie. Tym bardziej, że Lech znalazł sposób na głęboką defensywę przeciwnika. Obronę „Wojskowych” rozbijał prostopadłymi podaniami.
W świetnej formie jest Ali Gholizadeh. Do wysokiej dyspozycji wraca Patrik Walemark. Na boisku wreszcie pojawił się Radosław Murawski, a na dodatek trener Niels Frederiksen tuż po godzinie gry ściągnął z boiska kilku kluczowych zawodników.
Co więcej, ekipa z Poznania ostatni raz w lidze przegrała... 7 marca (1:2 z Widzewem). Od tamtej pory zanotowała na krajowym podwórku: cztery zwycięstwa i dwa remisy. Strzeliła w tym czasie 14 goli, a straciła pięć.
„Motorowcy” są ostatnio na drugim biegunie, bo nie wygrali już od czterech kolejek (dwa remisy i dwie porażki). Wcześniej mogli się za to chwalić serię siedmiu meczów z rzędu bez przegranej. Skąd wzięła słabsza forma w ostatnich tygodniach?
– Musimy sobie zdać sprawę, że to co robiliśmy przed tamtą przerwą na kadrę, to było punktowanie na poziomie pierwszej trójki w tabeli – powyżej naszego potencjału. Teraz te punkty poniżej, natomiast wpływ ma na to wiele czynników. W ostatnich dwóch meczach nie gra z nami jeden z liderów zespołu – Ivan Brkić, to jest strata, która z perspektywy całościowej zespołu jest bardzo trudna do zastąpienia. Druga sprawa jest taka, że bardzo mocno gramy 13 piłkarzami. Pojawiły się problemy z kontuzjami i mocnym przeciążeniem. Nie mogłem korzystać z Michała Króla, Thomasa Santosa, Fabio Ronaldo też wypadł z powodu urazu biodra. Tak naprawdę dopiero teraz dochodzi do pełnej dyspozycji, ostatnio grał na mocnych znieczuleniach. Są pauzy za kartki, a one zdarzają się co mecz, więc stabilność linii obrony została lekko zaburzona – wyjaśnia trener Mateusz Stolarski.
Zostały cztery mecze do końca, więc gdzie szukać zdobyczy, jak nie przed własną publicznością? I to na nowej murawie, która po krótkiej, ale obfitującej w zwroty akcji telenoweli jednak została wymieniona w całości.
Na dodatek, odkąd żółto-biało-niebiescy wrócili na salony, akurat całkiem nieźle radzą sobie w spotkaniach z Lechem. W poprzednim sezonie wygrali przy Bułgarskiej 2:1, a przegrali u siebie 1:2. W obecnych rozgrywkach także nie przegrali w gościach, bo zawody zakończyły się remisem 2:2. Biorąc pod uwagę niesamowity ścisk w tabeli, nawet punkt w starciu z liderem mógłby się okazać bezcenny w walce o utrzymanie.
– Coś na co mamy wpływ to codzienna praca. Nawet jeżeli są jakieś sygnały niepewności czy niepokoju, to staramy się to przekierować na nasze codzienne działania. Jesteśmy w sytuacji bardzo dużej anomalii, bo na ten moment jesteśmy dziewiątym zespołem w tabeli, a ta przewaga nad strefą spadkową nie jest zbyt duża. Dlatego musimy się skupić na tych 12 punktach, które mamy do zdobycia. Nie kalkulować, co musi się wydarzyć, żebyśmy byli stabilni w tabeli. Wszystko zależy od nas. Ani zwycięstwo nad Lechem nie spowoduje, że czegoś będziemy pewni w stu procentach. Porażka też nie zdecyduje, że będziemy w sytuacji nie do wyjścia. Nikt nie myśli o pierwszej lidze, tylko o najbliższym meczu. – zapewnia opiekun żółto-biało-niebieskich.














Komentarze