Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Peresołowice: Bezdomni się wyprowadzili, ich były szef został oskarżony

Miała pomagać potrzebującym, tymczasem jej podopieczni twierdzili, że są okradani i zastraszani. Sprawą zajęła się prokuratura i oskarżyła byłego szefa fundacji o przywłaszczenie mienia i nierzetelne prowadzenie dokumentacji.
Prowadzona przez 50-letniego Mirosława L. i jego żonę fundacja \"Ocalenie” działała w podhrubieszowskich Peresołowicach. Zajmowali budynek byłej podstawówki, za który miesięcznie płacili gminie 200 złotych. W grudniu ub. roku podopieczni zaczęli podnosić, że szefostwo handluje darowiznami, nie dzieli się żywnością i przywłaszcza ich pieniądze. Gdy powiadomili policję, szef fundacji wraz ze swoją rodziną zaplombowali wszystko i odjechali w siną dal. Mirosław L. powiadomił faksem wójta gminy Werbkowice o przeniesieniu siedziby fundacji i zamknięciu schroniska \"z powodu oszczerstw i pomuwień ze strony podopiecznych i mieszkańców wsi Peresołowice” (pisownia oryginalna). Bezdomni trafili do innych przytulisk, a śledczy wszczęli postępowanie w kierunku przywłaszczenia mienia i działania na szkodę fundacji. Nie wszystkie zarzuty znalazły potwierdzenie podczas śledztwa. - Oskarżyliśmy Mirosława L. o to, że jako prezes fundacji przywłaszczył ponad 1,3 tys. złotych powierzonego mu mienia, a także o to, że nie prowadził ksiąg głównych i pomocniczych fundacji, a pozostałą dokumentację finansową w sposób nierzetelny - powiedział nam Artur Kubik, szef Prokuratury Rejonowej w Hrubieszowie, która skierowała właśnie do sądu akt oskarżenia. Grozi za to do 5 lat pozbawienia wolności, ale - jak się nam udało ustalić - Mirosław L. chce dobrowolnie poddać się karze grzywny. Schronisko w Peresołowicach zamknięto na cztery spusty. Mieszkańcy wioski wyrazili wstępnie zgodę na utworzenie w byłej podstawówce mieszkań socjalnych. - Posprzątaliśmy obiekt i musimy się zastanowić, czy zaadaptowanie pomieszczeń będzie opłacalne - mówi Lech Bojko, wójt gminy Werbkowice. Przyznaje, że gmina nie dysponuje na razie takimi lokalami. - Mieszkania socjalne są potrzebne, ale wszystko zależeć będzie od ekspertyz przeprowadzonych pod kątem kosztów inwestycji - dodaje wójt. - Jeżeli adaptacja pomieszczeń nie będzie opłacalna, to wspólnie z mieszkańcami wioski spróbujemy znaleźć inne rozwiązanie. W grę może wchodzić na przykład sprzedaż budynku.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama