Piszcz: W Miszkolcu nie pojadę
ROZMOWA Z Tomaszem Piszczem, żużlowcem lubelskiego KMŻ
- 16.07.2009 15:41
– Z Kolejarzem tak, ale do Miszkolca nie pojadę. W tym czasie mam mecz w Anglii.
– Teoretycznie jest to możliwe, ale nie mogę tego zrobić. Obowiązuje mnie umowa z angielskim klubem, zawarta wcześniej niż z KMŻ.
– Nie chodzi o pieniądze, ponieważ mógłbym się dogadać z KMŻ, który pokryłby ewentualne koszty. Ja nie mogę sobie pozwolić na nadszarpnięcie wizerunku. Chcę przestrzegać warunków kontraktu, to mój obowiązek.
– Zadanie teoretycznie jest łatwiejsze niż w poprzednim meczu, kiedy mieliśmy do odrobienia 18 punktów. W Rawiczu przegraliśmy 42:47, zatem różnica jest bardzo mała. Poza tym Kolejarz zdecydowanie słabiej prezentuje się ma obcych torach. Dlatego jestem optymistą i chyba nie będziemy musieli denerwować się o końcowy wynik. Jazda na większym luzie może być nawet atrakcyjniejsza.
– Wystąpiłem tylko w dwóch meczach i jeszcze nie mam pełnego obrazu. Wydaje mi się, że w drugiej lidze brakuje zawodników, jeżdżących na równym poziomie. Obok świetnych występów trafiają się też wpadki.
– Spotkanie w Pile. Wprawdzie zwyciężyliśmy, ale ja nie byłem zadowolony ze swojej postawy. Cztery razy walczyłem z Piotrem Świstem i przegrywałem. W swoim ostatnim wyścigu nawet prowadziłem, ale awaria motocykla pozbawiła mnie trzech punktów i triumfu nad liderem Polonii. Po meczu było mi przykro. Wolałbym, aby takie sytuacje już się nie powtórzyły.
– Nie. Nikt nie zabrał moich części do motocykla, nie wykręcał akcesoriów.
– Zostawiam go w Anglii, ale nie w parku maszyn. Prywatnie wynajmuję garaż. Myślę, że kiedy trzymałbym motocykle w miejscu, gdzie kręci się wiele osób, to miałbym podobne przykrości.
– Łodzianie mają w składzie zawodników, którzy potrafią jeździć. To silny zespół, ale w sporcie każde rozstrzygnięcie jest możliwe. Czasami decyduje dyspozycja w danym dniu. Wystarczy, że ktoś będzie miał krótki kryzys i cały wysiłek może pójść na marne.
Reklama













Komentarze