Żużel: Stichauer wrócił do domu
Hynek Stichauer, żużlowiec lubelskiego KMŻ, miał groźny upadek na torze w Miszkolcu, gdzie rywalizował w II-ligowym spotkaniu z miejscowym Speedway’em. Czech doznał kompresyjnego złamania kręgu, ale nie chciał pozostać szpitalu.
- 20.07.2009 19:46
– Rodzice Hynka chcieli opiekować się synem w rodzinnym mieście, w Pardubicach, dlatego zawodnik na własną prośbę wypisał się ze szpitala w Miszkolcu – poinformował nas Dariusz Sprawka, dyrektor KMŻ. – Lekarze potwierdzili wcześniejszą diagnozę – kompresyjne złamanie kręgu lędźwiowego (L1 – red.). Na szczęście rdzeń jest cały. Po badaniach ułożyliśmy Hynka w jego busie, którym odwiózł go do domu Lubos Tomicek.
My zaproponowaliśmy Stichauerowi miejsce w lubelskim szpitalu, ale tak jak wspomniałem, żużlowiec wolał wrócić do swoich najbliższych, którzy już zajęli się zorganizowaniem odpowiedniej opieki medycznej. W tej chwili nie wiem, jak długo może potrwać leczenie. Mam nadzieję, że szybko wróci do naszego zespołu.
Kraksa Czecha na początku niedzielnego meczu dodatkowo osłabiła skład KMŻ, w którym zabrakło startującego w Anglii Tomasza Piszcza. A początek zawodów układał się po myśli Rafała Wilka, trenera lubelskiej ekipy. Goście wygrali pierwszy wyścig i przez pewien czas utrzymywali lekką przewagę. – Przed zawodami spadł deszcz, który trochę zmienił nawierzchnię – powiedział dyrektor KMŻ. – To mogło zaskoczyć gospodarzy, przygotowanych do walki na twardym torze. Ten jednak szybko wysechł i wszystko wróciło do normy.
– Na przyczepnej nawierzchni jakoś sobie radziliśmy – dodał Karol Baran, zawodnik KMŻ. – Kiedy tor był już suchy i twardy, musieliśmy szukać nowych przełożeń, a na „betonie” kombinacji jest znacznie więcej. Wszyscy się gubili. Dziś już wiem, jak przygotować sprzęt przed zawodami w Miszkolcu. Trzeba zabrać słabszy silnik. Ja miałem jeszcze jeden problem. Po upadku w piątkowych zawodach z Kolejarzem Rawicz odnowiła mi się kontuzja obojczyka. Teraz chodzę na zabiegi rehabilitacyjne, ale w Miszkolcu czułem ból, zwłaszcza w momentach, kiedy motocykl wpadał w dziury.
Reklama













Komentarze