Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Pracownik zamojskiej stacji paliw, który wymyślił napad został oskarżony

Przyznał się do winy i dobrowolnie poddał się karze 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 3 lata. Mowa o 21-letnim pracowniku zamojskiej stacji Orlen przy ul. Lubelskiej, który powiadomił policję o napadzie, którego nie było.
W lutym Dariusz S. powiadomił mundurowych, że padł ofiarą napadu. Przed godz. 5 rano dwaj napastnicy mieli go sterroryzować nożem oraz bronią, a następnie zabrać z kasy prawie 12 tys. złotych oraz trzy butelki wódki. Na stacji nie było kamer przemysłowych, działał za to alarm antynapadowy. Ale 21-latek – przy pomocy specjalnego guzika – poprosił o pomoc pracowników ochrony z poślizgiem, bo – jak zapewniał – najpierw wybiegł z budynku za rabusiami. Napastnicy mieli mieć po około 25 lat i poruszali się pieszo. Podany przez Dariusza S. rysopis jednego ze sprawców pozwolił kryminalnym zatrzymać mieszkańca gminy Sułów. Podczas okazania Dariusz S. zapewniał, że maczał on palce w napadzie. Ale 41-latek miał żelazne alibi, dlatego po dwóch dniach został zwolniony do domu. Przyciśnięty do muru Dariusz S. zaczął zmieniać wersje wydarzeń. W końcu przyznał się do składania fałszywych zeznań. – Cztery razy był przesłuchiwany i za każdym razem zeznawał nieprawdę – powiedział nam Romuald Sitarz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu, która oskarżyła Dariusza S. o złożenie fałszywego zawiadomienia o przestępstwie, czterokrotne składanie fałszywych zeznań oraz skierowanie fałszywego oskarżenia na inną osobę. Oskarżony dobrowolnie poddał się karze. Zeznał, ze feralnej nocy był pijany, a napad wymyślił, bo bal się konsekwencji manka w kasie; do tej pory nie wiadomo, gdzie się podziało 12 tys. złotych utargu. Za składanie fałszywych zeznań odpowie przed sądem również inny pracownik stacji Orlen. 24-letni Łukasz Sz. zeznał, że podczas napadu był w łazience i słyszał głosy napastników. Naprawdę zamiast pracować na stacji, spał w domu. Skłamał, bo obawiał się dyscyplinarki. W lipcu ub. roku 43-letni pracownik stacji paliw w Wojsławicach zawiadomił policję o napadzie. Utrzymywał, że pod stację benzynową przy ul. Krasnostawskiej podjechali dwaj mężczyźni na motorze. Jeden z nich, grożąc nożem, zmusił go do wydania pieniędzy ponad 10 tys. złotych. Mundurowi wszczęli obławę, ale sprawców nie udało się zatrzymać. Wkrótce wyszło na jaw, że Jerzy W. wymyślił całą historię. Pieniądze ukradł, bo miał długi.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama