Piłka nożna: Włodawianka zostaje w okręgówce
Czy to już koniec marzeń piłkarzy z Włodawy o występach w najbliższym sezonie w IV lidze? Wiele wskazuje na to, że tak. Na wczorajszym posiedzeniu Związkowa Komisja Odwoławcza LZPN podtrzymała wcześniejszy werdykt. Przypomnijmy, że Wydział Gier LZPN nałożył obustronny walkower za mecz włodawian z Chełmianką.
- 22.07.2009 19:03
Środowe posiedzenie ZKO miało ekspresowe tempo i trwało niespełna pół godziny. Zgodnie z zapowiedziami przy ul. Filaretów pojawił się wiceprezes Włodawianki, zabrakło natomiast działaczy z Chełma, dla których ta sprawa jest już zamknięta.
– My w stu procentach wywiązaliśmy się z zadania zabezpieczenia meczu z Chełmianką – przekonywał Ryszard Nilipiuk. – Dlatego decyzja o ukaraniu walkowerem jest dla nas krzywdząca. Kibice z Chełma są jak lawa. Nie da się ich zatrzymać – dodał.
Nilipiuk przywoływał również przykład Legii Warszawa i jej pucharowych meczów w Wilnie. – Tam kibice też wszczęli burdy i to Legia została ukarana walkowerem, a nie klub z Wilna – argumentował wiceprezes Włodawianki.
Na nic się to jednak zdało. Komisja pozostała nieugięta. Werdykt zapadł za zamkniętymi drzwiami, a narada trwała zaledwie pięć minut. – Po zapoznaniu się z dokumentacją postanowiliśmy utrzymać w mocy decyzję Wydziału Gier z 29 czerwca – poinformował Kazimierz Orłowski, przewodniczący komisji.
W uzasadnieniu powiedział, że przepisy PZPN stanowią jednoznacznie: zawody weryfikuje się jako walkower na niekorzyść gospodarzy w przypadku wtargnięcia publiczności na boisko.
– Przepisy mówią o publiczności, a nie o kibicach którejś z drużyn. Poza tym porządek na stadionie musi utrzymać gospodarz. Skoro organizatorzy wiedzieli, że kibice Chełmianki mogą sprawiać kłopoty, mogli wystąpić do LZPN z wnioskiem o rozegranie meczu bez udziału kibiców – tłumaczył Orłowski.
W tym momencie słuchający werdyktu Nilipiuk nie wytrzymał. Wstał, rzucił kilka gorzkich słów pod adresem członków komisji i wyszedł trzaskając drzwiami.
Być może to jeszcze nie koniec sprawy. Włodawianka może się jeszcze odwołać do Związkowego Trybunału Odwoławczego przy PZPN. Ma na to 30 dni od momentu otrzymania pisma z LZPN. – Myślę, że to zrobimy. Będziemy walczyć do końca – zapowiada Nilipiuk. Problemem mogą być jednak koszty. Żeby skarga została rozpatrzona klub musi najpierw wpłacić do związkowej kasy 3,5 tys. zł.
Reklama













Komentarze