Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Trener Wojciech Stawowy przygotowany na dymisję

W Łęcznej zapowiada się gorący tydzień. Trener Wojciech Stawowy i prezes klubu Grażyna Łojko mają nad czym myśleć. Bo fakty są takie, że po trzech kolejkach sezonu 2009/2010 Górnik jest najgorszym zespołem w pierwszej lidze.
Wojciech Stawowy chciał opuścić Łęczną już w czerwcu, kiedy na horyzoncie pojawiła się szansa powrotu do Cracovii. Jednak według niepotwierdzonych informacji prezes Górnika nie chciała zgodzić się na odejście szkoleniowca. Dziś pewnie dłużej przemyślałaby swoją decyzję. – Odpowiedzialność spoczywa na mnie, ja ponoszę wszelkie konsekwencje, gdyż ja tę drużynę przygotowywałem, ja ją ustawiam do każdego meczu – komentował trener na konferencji prasowej po przegranym 0:3 spotkaniu z Wisłą Płock. – Ponieśliśmy na własnym obiekcie klęskę, która nie może przejść tak bez echa, ponieważ Górnik Łęczna to nie jest klub, który w tej lidze ma dostarczać innym punktów tylko sam powinien zdobywać ich jak najwięcej. Jeżeli nie jest to możliwe pod moim kierownictwem jako trenera, to należy szybko dokonać zmiany, aby ten zespół mógł odrodzić się na nowo. Jeżeli zarząd klubu zdecyduje się na zmianę trenera, to ja to w pełni zaakceptuję – dodał Wojciech Stawowy na stronie internetowej gornik.leczna.pl. Tym samym przekopał piłkę na połowę Grażyny Łojko. Teraz ruch i odpowiedzialność należy do pani prezes, co może klub drogo kosztować. Dwa miesiące temu rozstanie pewnie nastąpiłoby za porozumieniem stron, bez zobowiązań finansowych. Teraz to już nie będzie takie proste, jeśli Wojciech Stawowy sam nie zechce odejść. Bo jeżeli na zwolnienie zdecyduje się Górnik, wówczas co miesiąc będzie musiał wywiązywać się ze zobowiązań kontraktu. A ten przecież został zawarty do czerwca przyszłego roku. Dlatego w Łęcznej mają twardy orzech do zgryzienia, ponieważ dalej tak być nie może. Trzy mecze i trzy porażki. W dodatku każda w coraz słabszym stylu. O ile można było jeszcze wytłumaczyć przegraną z Widzewem (między innymi błędem sędziego), o tyle z KSZO i Wisłą już nie. „Zielono-czarni” w porównaniu do ubiegłego sezonu nie wykonali żadnego postępu. Wręcz przeciwnie. System 4-3-3 na razie nie zaskoczył nikogo. Pressing, wysokie granie na połowie boiska, to woda na młyn w I lidze, gdzie stosuje się przede wszystkim proste środki. Wystarczy jedna kontra, strata gola, aby było praktycznie po zawodach. Bo łęcznianie to drużyna wciąż grzecznych chłopców, jakby pogodzonych z losem. Z ławki też nie widać wyraźnych impulsów. Z „Nafciarzami” od stanu 0:1 Górnik nie stworzył ani jednej sytuacji podbramkowej. Piłkarze poruszali się w ślamazarnym tempie, bojąc się przejęcia ciężaru. Dlaczego? Niestety, wytłumaczeniem może być to, że w okresie przygotowawczym zostały popełnione błędy. Innym grzechem jest także przywiązanie do nazwisk. Dopiero silna presja z zewnątrz sprawiła, że ze składu wpadł popełniający błąd za błędem Krzysztof Radwański. Inni gracze też mają etaty w jedenastce, ponieważ w Górniku trudno mówić o prawdziwej rywalizacji. Nawet gdyby wszyscy piłkarze byli zdrowi. Rafał Niżnik i Krzysztof Kazimierczak obijają się w rezerwach, a Wallace Benevente musiał wyjechać do Lubina. Formę zgubił też Prejuce Nakoulma, który wiosną często sam przesądzał na wynikach meczów. Popularny „Prezes”, podobnie jak trener, również po sezonie chciał zmienić klimat – na poznański. Jednak został w Łęcznej (przynajmniej na razie), tracąc swoje walory. Dlatego w najbliższych dniach w Górniku potrzebny jest wstrząs. Albo na ławce trenerskiej, albo w zespole. Im szybciej, tym lepiej. W przeciwnym razie za plecami łęcznian nadal będzie tylko dno tabeli.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama