Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

III Liga: Grad bramek w sobotnich meczach, nieudany rewanż Wisły Puławy

W sobotnich spotkaniach trzeciej ligi lubelsko-podkarpackiej kibice mogli oglądać sporo goli. Dwunasta kolejka rozpoczęła się w Poniatowej, gdzie tamtejsza Stal podejmowała Górnika II Łęczna. Gospodarze znowu byli mocno osłabieni i dlatego wynik 0:4 na korzyść \"zielono-czarnych” nikogo nie powinien specjalnie dziwić.
Ostre strzelanie przyjezdni rozpoczęli już w piątej minucie, kiedy to po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Andreja Radczenkę pokonał Dariusz Osuch. Popularny \"Mara” w ten sposób przypomniał się kibicom z Poniatowej, bo w barwach \"żółto-niebieskich” zaliczył przecież kilkanaście spotkań w drugiej lidze. W ślady swojego kolegi wkrótce poszli: Michał Grobelny, Damian Flis, a wynik w 41 min ustalił Konrad Wasil. – Przez 45 minut było wyraźnie widać, że jesteśmy lepsi. Na pewno w końcowym sukcesie bardzo pomogły nam szybko strzelone gole. Byliśmy szybsi, agresywniejsi,więc prowadziliśmy czterema bramkami. Pod koniec pierwszej odsłony Stal skorygowała swoje ustawienie i sytuacji na kolejne trafienia było już zdecydowanie mniej. Z drugiej strony wydaje mi się, że zabrakło nam nieco koncentracji. Prowadząc jednak tak wyraźnie ciężko wymagać, aby zaangażowanie było przez 90 minut na tym samym poziomie – mówi trener ”zielono-czarnych” Janusz Mieczkowski. Na szczęście dla miejscowych na mecz wyszli do niedawna kontuzjowani: Tomasz Jasik i Krzysztof Jabłoński. Ten drugi nie był jeszcze w pełni sił, ale zdecydował się pomóc kolegom. Dodatkowo do Karola Czajki i Norberta Frączka, którzy mają już za sobą debiuty w trzeciej lidze, musieli dołączyć dwaj kolejni gracze z drugiego zespołu, Łukaszowie: Długosz i Zawadzki. Promyczkiem nadziei na lepsze \"jutro” dla Henryka Kamińskiego i jego drużyny powinien być powrót do gry: Marcina Nowaka, Dominika Pietrasa oraz Jarosława Grajpera. – Na początku koncentrowaliśmy się na defensywie, ale nasze plany pokrzyżował pierwszy błąd przy stałym fragmencie i w efekcie gol Osucha. Później każde nasze wyjście kończyło się groźną kontrą Górnika. W najbliższych meczach nasza sytuacja kadrowa powinna się poprawić. Musimy też wziąć się w garść, bo z Tomasovią i Radzyniem czekają nas prawdziwe mecze o życie – mówi szkoleniowiec Stali. Stal Poniatowa – Górnik II Łęczna 0:4 (0:4) Bramki: Osuch (5), Grobelny (13), Flis (21), Wasil (41). Stal: Radczenko – Wyroślak (78 Długosz), Styżej, Gołębiowski, Szczawiński, Olchawski, Miazga (85 Zawadzki), Czajka, Jasik (75 Frączek), Czarnecki (80 Potapczuk), Jabłoński. Górnik II: Giertl – Radwański, Stefaniuk, Jankowski, Zielony, Bazler (68 Iwanicki), Wasil, Raczkiewicz (75 Młynarski), Flis (68 Michalak), Osuch (78 Skorupski), Grobelny. Żółte kartki: Czajka, Wyroślak (Stal). Sędziował: Andrzej Zwierzchowski (Zamość). Widzów: 300. Miał być rewanż za porażkę 0:3 z poprzedniego sezonu, ale nic z tego nie wyszło. Wisła Puławy znowu przegrała z Podlasiem Biała Podlaska, tym razem 2:3. Głównym problemem gospodarzy była defensywa, która jest jedną z najgorszych w trzeciej lidze lubelsko-podkarpackiej. Rywale zaaplikowali Wiśle już 19 goli. Więcej bramek (24) straciła jedynie Stal Poniatowa. – Smutna była dla nas ta sobota. Daliśmy się szybko zaskoczyć, a próby odrobienia strat zdały się na nic. Ogarnęła nas dziwna niemoc w defensywie, bo nie po raz pierwszy przydarzyły się nam proste błędy. Główne przyczyny porażki? Nie potrafimy się regenerować, bo na boisku było widać, że moi piłkarze odczuwają trudy meczu w Dębicy. Wcale nie było tak łatwo, jak wskazuje na to wynik. Musimy nadal pracować, żeby wyeliminować te błędy, trzeba też pamiętać, że w obronie nie mam zbyt dużego pola manewru, a od samego mieszania łyżeczką herbata słodsza nie będzie – podsumowuje trener Fiedeń. Już początek sobotniego meczu był dla puławian koszmarny. Najpierw w piątej minucie błąd Pawła Sochy wykorzystał Marek Piotrowicz i posłał piłkę do siatki z ostrego kąta. Gracze Jacka Fiedenia nie zdążyli jeszcze ochłonąć, a już otrzymali drugi cios. Tym razem w ósmej minucie na listę strzelców wpisał się Patrik Magier. Wydawało się, że \"Duma Powiśla” wróciła do gry za sprawą dziewiątego w tym sezonie gola Łukasza Gizy. Niestety, gospodarze nie poszli za ciosem, bo zamiast doprowadzić do wyrównania stracili trzecią bramkę. Kolejna drzemka defensywy Wisły spowodowała, że zupełnie niepilnowany Artur Bożyk bez problemów trafił na 3:1. Po zmianie stron do natarcia ruszyli gracze Jacka Fiedenia, ale było ich stać jedynie na kontaktowego gola Dawida Matyjaszka. Walki i groźnych podbramkowych spięć nie brakowało jednak do ostatniego gwizdka, ale to przyjezdni cieszyli się z pierwszego wyjazdowego kompletu punktów. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, to zwycięstwo może się okazać niezwykle cenne. Po pierwszej połowie prowadziliśmy 3:1, ale druga gorzej nie mogła się dla nas zacząć. Szybko straciliśmy gola i wydawało się, że rywale pójdą za ciosem. Mimo optycznej przewagi Wisły uważam, że to jednak my byliśmy groźniejsi i mieliśmy okazje, żeby poprawić wynik. Chcielibyśmy także podziękować kibicom, którzy podczas meczu ciągle nas wspierali – ocenia szkoleniowiec Podlasia. Wisła Puławy – Podlasie Biała Podlaska 2:3 (1:3) Bramki: Giza (35), Matyjaszek (46) – Piotrowicz (5), Magier (8), Bożyk (37). Wisła: Socha – Dryk, Prostyk, Pietroń, Gawrysiak, Nowak, Chmielnicki (78 Chwiszcuk), Krakiewicz (85 Rzędzicki), Stecyszyn (46 Matyjaszek), Giza, Kępka. Podlasie: Jekimow – Bojarczuk, Bożyk, Jarzynka, Woroniecki, Sobiczewski (46 Litwińczuk), Maksymiuk, Borysiuk (75 Komar), P. Magier, Piotrowicz (87 Mirończuk), Guzek (80 Stonio). Żółte kartki: Dryk, Chmielnicki, Krakiewicz (Wisła) – Guzek (Podlasie). Sędziował: Mariusz Antosz (Tarnobrzeg). Widzów: 450. Gol Marcelego Packa w meczu z Karpatami Krosno wystarczył, aby piłkarze Stali Kraśnik odrobili trzy punkty, które stracili w środę w starciu z Siarką Tarnobrzeg. Tym samym ekipa Sławomira Adamusa po raz kolejny potwierdziła, że lepiej czuje się w tym sezonie na wyjazdach. Dobitnie świadczą o tym dotychczasowe spotkania. U siebie \"niebiesko-żółci” wywalczyli... dwa punkty, a na wyjeździe aż 14. Z tygodnia na tydzień coraz gorsze nastroje mają za to kibice Karpat. Miejscowi czekają na zwycięstwo swoich pupili od 5 września i po sobotnim meczu będą musieli uzbroić się w jeszcze większą cierpliwość. – Pracuję w piłce już parę ładnych lat, ale jeszcze nie spotkałem się z sytuacją, w której jesteśmy. Większość punktów zdobywamy na wyjazdach i ciężko powiedzieć dlaczego. Muszę jednak przyznać, że w sobotę zasłużyliśmy na wygraną, bo byliśmy groźniejsi i stworzyliśmy sobie więcej dogodnych okazji na gole. Muszę pochwalić chłopaków za konsekwencję i bardzo mądrą grę – mówi szkoleniowiec kraśniczan. W sobotę swoje okazję mieli jednak także gospodarze. Dwukrotnie centymetrów zabrakło Krzysztofowi Szymańskiemu, który w pierwszej i drugiej połowie przymierzył w słupek. Po stronie przyjezdnych szanse na gole zmarnowali: Damian Dudek, Łukasz Gromba i Siergiej Sawczuk. Stali w końcowym sukcesie nie przeszkodziły nawet spore kłopoty kadrowe. Do Krosna goście dotarli w zaledwie trzynastoosobowym składzie. Na dodatek w najbliższym meczu z Wisłą Puławy lepiej nie będzie, bo z powodu urazu nie zagra także Aleksiej Czerkaszyn. Karpaty Krosno – Stal Kraśnik 0:1 (0:0) Bramka: Pacek (73). Karpaty: Hajduk – Śliwiński, Gonet, Grygorowicz, Włodarski (70 Czaja), Kijowski (83 Przybyła), Majcher (79 D. Ruszała), Popielarz, Buczek (62 Macnar), Szymański, Biliński. Stal: K. Beszczński – D. Beszczyński, Sawczuk, Ławrszyn, Czerkaszyn (44 Dydo), Pacek, Szewc, Iwanowicz, Dudek, Drozd, Gromba. Sędziował: Grzegorz Wnuk (Rzeszów). Żółte kartki: Gonet, Grygorowicz (Karpaty) – Szewc (Stal). Widzów: 400. Piłkarze Spartakusa podtrzymali świetną wyjazdową serię i w sobotę, w swoim szóstym meczu w roli gości, po raz szósty zgarnęli komplet punktów. Tym razem o sile wicelidera z Szarowoli przekonała się Wisłoka Dębica, która jednak tanio skóry nie sprzedała i do końca walczyła o korzystny rezultat. Zespół Bohdana Bławackiego zwyciężył jednak po \"złotym” golu Iwana Dykija. – Ostrzegałem moich piłkarzy przed pierwszym gwizdkiem, że nie mogą zlekceważyć rywala. Wygraliśmy ostatnio 6:0, a Wisłoka od dawna nie zdołała trafić do bramki. Muszę też przyznać, że w przerwie musiałem wstrząsnąć moim zespołem, bo nie podobało mi się to, co pokazywali na boisku. Zdajemy sobie sprawę, że nie był to nasz najlepszy mecz, ale na szczęście udało się dopisać kolejne trzy punkty. W Dębicy było jednak sporo nerwowości, a wszystko zaczęło się jeszcze przed meczem w szatni – mówi szkoleniowiec Spartakusa. Goście już po pierwszej połowie powinni mieć w zapasie przynajmniej jedno trafienie, ale Dmytro Browkin i Kamil Droździel nie zdołali zamienić dobrych okazji na gole. Z kolei po końcowym gwizdku omal nie doszło do wielkiej bijatyki, ale w porę udało się rozdzielić piłkarzy obu drużyn. Wisłoka Dębica – Spartakus Szarowola 0:1 (0:0) Bramka: Dykij (78). Wisłoka: Dydo – Pyskaty (85 Rokita), Rzucidło, Konrad, Ma. Wolański, Zołotar, Pokrywka, Wolak, Barycza, Mi. Wolański, Kantor. Spartakus: Kogut – Hamarnik, Stadnicki, Orzechowski, Raisza, Luc, Dykij, Beza (46 Temeriwski), Paskiw, Droździel (57 Kozelko), Browkin. Żółte kartki: Konrad (Wisłoka) – Luc, Temeriwski, Kozelko (Spartakus). Sędziował: Dawid Wierdak (OKS Krosno). Widzów: 100.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama