Schodząc z boiska gospodarze nie ukrywali rozgoryczenia. Przez 90 min rozdawali karty na boisku, ale musieli zadowolić się podziałem punktów. – Sędzia nie uznał nam bramki, po raz kolejny – komentowali piłkarze. Na domiar trener Andrzej Orzeszek stracił kolejnego zawodnika.
PAWEŁ GRZEGORCZYK
07.11.2009 16:35
Kamil Sawa to największy pechowiec, który w ostatnich latach występował w barwach Hetmana. Od przeszło roku kontuzją goni kontuzję. Po meczu ze Świtem \"Sawka” znów trafi na chorobowe, przynajmniej na kilka miesięcy. Tym razem nie obędzie się bez operacji barku.
Hetman rozpoczął mecz z liderem bardzo ostrożnie, Świt również nie forsował tempa, ale mimo tego zdobył prowadzenie. Dzięki pomocy arbitra, który nie dopatrzył się ewidentnego faulu w polu bramkowym na Mateuszu Prusie.
Zamościanie zdołali dość szybko odpowiedzieć po niezwykłej urody trafieniu Rafała Kycki, który przymierzył dokładnie z 20 m i plasowanym strzałem zmieścił piłkę w siatce.
Radość gospodarzy nie trwała długo. W kolejnej dogodnej sytuacji nie pomylił się Wojciech Jagodziński, który wykorzystał błąd w kryciu obrony i z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki. Pomimo kolejnych dogodnych okazji dla Świtu Prus nie pozwolił się już pokonać.
Po piłkę do siatki sięgnął za to tuz przed przerwą Fogler, którego ponownie pokonał młodziutki Kycko. Mocno bita piłka otarła się jeszcze od obrońcy Świtu i zupełnie zmyliła bramkarza.
Po zmianie stron hetmańscy ruszyli do znacznie śmielszych ataków i dość szybko zaczęli wypracowywać sobie klarowne sytuacje. Niestety, zawodziła skuteczność, dość powiedzieć, że Marek Fundakowski nie zdołał skierować futbolówki do siatki, mając przed sobą jedynie golkipera Świtu.
A kiedy piłka znalazła wreszcie drogę do bramki, gola nie uznał arbiter, o co po spotkaniu zgłaszano największe pretensje pod jego adresem. Rafał Kycko dobrze odszukał w polu karnym Marcina Skórskiego, a ten popisał się \"główką”.
– Analiza zapisu wideo nie potwierdza pozycji spalonej. Cały czas mamy pod górkę – twierdzą w Hetmanie, który po kolejnej kontrowersyjnej decyzji sędziego zamiast wygrać, podzielił się punktami.
BRAMKI
0:1 – Reginis (10), 1:1 – Kycko (17), 1:2 – Jagodziński (20), 2:2 – Kycko (44).
SKŁADY
Hetman: Prus – Sowa, Grunt, Miszczuk, Demusiak, Sawa (30 Szyper, 88 Rajtar), Skórski, Kycko (90 Dobromilski), Litwiniuk, Lindner, Fundakowski.
Świt: Fogler – Lendzion, Reginis, Drwęcki, Gurzęda, Gmitrzuk, Enow (46 Galicki), Obem (88 Strzałkowski), Jagodziński, Kucharczyk, Zjawiński.
Żółte kartki: Zjawiński, Gmitrzuk, Lendzion, Galicki (Ś).
Sędzia główny: Grzegorz Dubiel (Małopolskie KS). Widzów: 400.
Z takim napisem na koszulkach wyszli na murawę zawodnicy z Zamościa. Do zakończenia rundy pozostało już tylko jedno spotkanie. Tymczasem nie sposób wykluczyć, że dla II-ligowego zespołu może być ono ostatnim.
Katastrofalną sytuację finansową częściowo załatały zyski z pucharowego spotkania z Wisłą Kraków. Środków wystarczyło jednak tylko na spłatę zaległości płacowych wobec zawodników, ale mizeria dość szybko znów przypomniała o sobie.
Rozmawiając z piłkarzami Hetmana trudno nie wynieść wrażenia towarzyszącej im beznadziejności i niepewności. Kilku z nich nie ukrywa, że jeśli sytuacja w klubie nie ulegnie poprawie, w przerwie pomiędzy rozgrywkami znacznie przychylniej spojrzy na napływające oferty. A takie niewątpliwie będą.
Ostatnia nadzieją na próbę normalnego funkcjonowania i podźwignięcia 75-letniego klubu opiera się na pomocy z miasta. Ta jednak wciąż nie wyszła poza fazę deklaracji. Ostatnio trudno nie odnieść wrażenia, że na deklaracjach może się skończyć. Pieniądze z miasta nie popłynęły i w najbliższym czasie nie popłyną, a wygodnego alibi do zaniechania dostarczył włodarzom Zamościa sam klub.
Kurator Tadeusz Lizut, jak na dobrego gospodarza przystało, pracę postanowił rozpocząć od przeliczenia inwentarza i zobowiązań. I chwała mu za to. Problem w tym, że procedura audytu w Hetmanie niewiele odbiega od sprzątania mitycznej stajni Augiasza. Co więcej będzie to proces długotrwały, a do jego zakończenia miejska pomoc nie nadejdzie.
– Dopóki nie zakończymy audytu musimy czekać. Cały czas prowadzimy sprawdzanie dokumentów. Dopóki nie policzymy wszystkiego i nie stwierdzimy stanu faktycznego zadłużenia nic nie wpłynie na nasze konto. Wysyłamy pisma do wierzycieli, z prośbą o wstrzymanie się z egzekucją roszczeń do końca bieżącego roku. Koniec audytu przewidziano na grudzień. Także ten miesiąc będzie decydujący – mówi kurator Tadeusz Lizut.
Tyle tylko, że w grudniu powinno się dopinać sprawy transferowe i kompletowanie drużyny do wiosennego grania...
Komentarze