Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Lisy rozpanoszyły się na zamojskich działkach

Lisy są coraz bardziej zuchwałe. Pojawiły się m.in. w 41-hektarowym Ogrodzie Działkowym w Zamościu. Przetrzebiły kuropatwy, zające a nawet jeże. Ryją też nory w wypielęgnowanych poletkach.
– Doszło do tego, że… lisy przestały bać się ludzi – denerwuje się Stefan Kowalik, prezes Ogrodu Działkowego oraz przewodniczący zamojskiego osiedla Orzeszkowej i Reymonta. – Kiedyś spotkałem jednego, który po prostu stał i się mi przyglądał. Nie ma za to zajęcy i kuropatw. Lisy zjadają też jeże. Zostają po nich tylko skórki. Coś z tym naprawdę trzeba zrobić! Skąd taka plaga? Jeszcze w 2002 roku na Lubelszczyźnie wściekliznę stwierdzono u 541 zwierząt. Rozpoczęto szczepienia lisów. Powtarzano je w następnych latach. Akcja dała efekt. Chorych zwierząt ubyło. Wścieklizna została zredukowana. Jednak rude drapieżniki zaczęły mnożyć się na potęgę. Mieszkańcy zamojskich wsi apelowali do sołtysów i wójtów o pomoc. Niektóre wioski były przez sprytnych rudzielców niemal oblężone. Pisaliśmy już m.in. o Latyczynie, w którym lisy wyłapały połowę kur, kaczek i bażantów. Ludzie bronili się, jak mogli. Stawiali płoty, łatali w nich dziury i przeklinali. – Nam zagryzły kilka kur – mówi Henryk Śliczniak z Latyczyna. – Ale teraz jest ich mniej. W okolicy naszej wsi spotyka się je sporadycznie. Rudzielce zaczęły się pojawiać w innych miejscach. W Nadleśnictwie Zwierzyniec przetrzebiły populację bażantów, zajęcy a nawet głuszców. Ostatnio stały się też plagą Ogrodu Działkowego im. Bolesława Leśmiana w Zamościu. Działkowcy nie są z tego zadowoleni. – Kończymy budowę 500-metrowaego ogrodzenia, ale chyba będzie to mizerna zapora przeciw lisom – martwi się prezes Kowalik. – One znajdą sposób, żeby się do ogrodu dostać…. Cześć działek jest na skarpie. Lisy sobie też to miejsce upodobały. Ryją w niej swoje nory. W ten sposób niszczą działkowiczom warzywne ogródki. To się nam nie podoba. Na ostatniej sesji zamojskiej Rady Miejskiej przewodniczący Kowalik apelował do urzędników o pomoc. Według niego lisy trzeba wyłapać i wywieźć daleko poza rogatki miasta. – Miasto nie ma kompetencji do interweniowania w tej sprawie – tłumaczy jednak Karol Garbula, rzecznik prezydenta Zamościa. – Ogród ma własną osobowość prawną. Może zwrócić się do koła łowieckiego z prośbą o odstrzał drapieżników. Teraz akurat nie są one w okresie ochronnym. Czy to jest zasadne? Lisy są zwierzętami wędrownymi. Raz jest ich więcej, raz mniej… Warto zbadać czy taka interwencja jest naprawdę konieczna.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama