Zamieszkaliśmy w czteropiętrowym bloku tuż przy Przedszkolu nr 77. Dostaliśmy ładne mieszkanie, z dużym balkonem z widokiem na plac zabaw. Inni nie mieli takiego szczęścia i ich okna wychodziły na „studnię”, czyli betonowy plac otoczony ze wszystkich stron blokami, z wąskim prześwitem pomiędzy budynkami.
Z górki na pazurki
O ile place zabaw nie były dla mnie jakąś szczególną atrakcją, to wąwóz pomiędzy naszym osiedlem a LSM już tak. To mam toczyło się życie towarzyskie latem i zimą. W czasach, kiedy dorastałam, to było miejsce w miarę „dzikie” i porośnięte bujną roślinnością. Można było bawić się w wojnę, w podchody, a ogromna przestrzeń i wysokie, strome górki dawały ogromne możliwości. W lecie całe dnie spędzałam w wąwozie – bawiąc się albo opalając, jak już byłam starsza.
A w zimie wąwóz to był prawdziwy szał! Dzieciaki szalały do zmroku, zjeżdżając z górki na czym się tylko dało: na plastikowych jabłuszkach, starych oponach, no i oczywiście na sankach. Na dole z czasem pojawili się biegacze na nartach. Zimą wąwóz dostawał nowe życie. I właściwie to są moje najlepsze wspomnienia ze Skarpy.
Tuż przy ul. Nadbystrzyckiej część wąwozu została wydzielona na pomnik poświęcony zamordowanym w tym miejscu więźniom Zamku Lubelskiego. Tutaj przychodziliśmy ze szkołą i poznaliśmy tragiczną historię tego miejsca (**).
Różnorodnie
W naszym bloku przekrój społeczny mieszkańców był ogromny. Od profesorów uniwersytetów po – dosłownie – lumpów z przesiedleń. Tak więc było różnorodnie. Skutki były widoczne gołym okiem. Przez lata nie mogliśmy się pozbyć karaluchów, które mimo ciągłych dezynsekcji, odradzały się po kilku miesiącach i wędrowały do nas z powrotem z mieszkań, w których – delikatnie mówiąc – nie było zbyt czysto.
Na klatce śmierdziało, a spółdzielnia nic sobie z tego nie robiła. To był po prostu taki standard. Dużo lepiej było na zewnątrz. Zadbane trawki, drzewa, żywopłoty. Przy niektórych bloki powstawały ogródki i kwietniki uprawiane i pielęgnowane przez samych mieszkańców. To było fajne i stanowiło kontrast do tego, jak bloki wyglądały od środka.
Mafia samochodowa
Pod koniec lat 90. na osiedlu znacząco przybyło samochodów. Stawały wszędzie – łącznie z placami zabaw. Wszystkie uliczki były nimi zastawione. Wtedy okazało się, że osiedle jest dość małe, a uliczki zbyt wąskie.
No i zaczęły się kradzieży. To były czasy, kiedy samochody ginęły na potęgę. Nie były tygodnia, żeby któremuś sąsiadowi nie ukradli auta. Policja była bezradna, bo to była dobrze zorganizowana mafia. Nie słyszałam, żeby któryś samochód się odnalazł. Nie wiem, czy tak było na innych osiedlach, ale na Skarpie to była istna plaga. Jak ktoś miał opłacony parking strzeżony przy ulicy Sympatycznej to mógł spać spokojnie. Inni nie.
Sporo było włamań do mieszkań. Do nas też się kiedyś włamali, jak byliśmy na wakacjach. I tutaj też policja nic nie widziała, nic nie słyszała. To były takie czasy. W nocy też lepiej było nie chodzić samemu po ulicy.
Mało sklepów, dużo aut
Przy ulicy Radości było Przedszkole nr 77 i Szkoła Podstawowa nr 28. Dalej był sklep Aldik i pasaż handlowy. Był sklep papierniczy, kosmetyczny, Poczta Polska. Tych sklepów, jak na tak duże osiedle, nie było zbyt wiele. Na początku lat 2000 powstał Lidl i trochę uzupełnił tę lukę. Ale pamiętam, że z zazdrością patrzyliśmy na inne osiedla, chociażby LSM, gdzie był bazarek i naprawdę dużo sklepów. U nas przede wszystkim było dużo samochodów. A może po prostu tak to zapamiętałam.
Wysłuchała Magdalena Bożko-Miedzwiecka
Kilka zdań o osiedlu
* Osiedle Skarpa znajduje się w północnej części dzielnicy Czuby, granicząc od zachodu z ulicą Filaretów, od południa z ulicą Jana Pawła II, od wschodu z ulicą Nadbystrzycką, a od północy z Parkiem Rury. Osiedle zostało zaprojektowane przez architekta Adama Warchalę. Jest najstarszym i jednym z największych osiedli Spółdzielni Mieszkaniowej „Czuby”.Pierwsze budynki oddano do użytku w 1979 roku, a do 1983 roku wybudowano 46 budynków w technologii wielkiej płyty), w tym 28 wieżowców i 18 budynków niskich. Kolejne budynki powstały do 1990 roku, już w nowej technologii, co w sumie dało 50 budynków na terenie ponad 27 ha.
** Egzekucje w Rurach Jezuickich –wąwóz, zwany popularnie „Dołami” (dziś Park Rury) został wybrany przez Niemców na miejsce straceń polskich więźniów politycznych. W okresie od 29 czerwca do 15 sierpnia 1940 funkcjonariusze SS i policji niemieckiej przeprowadzili tam pięć egzekucji, w trakcie których zamordowano co najmniej 450 Polaków przywiezionych z więzienia na Zamku Lubelskim. W gronie ofiar znajdowali się przede wszystkim przedstawiciele polskiej elity politycznej i intelektualnej z terenów województwa lubelskiego, aresztowani w ramach tzw. Akcji AB. Pomnik w Parku Rury poświęcony tym wydarzeniom został odsłonięty w 1984 roku, a powstał z inicjatywy Stowarzyszenia Byłych Więźniów Politycznych Zamku Lubelskiego i Pod Zegarem. Jest dziełem Tadeusza Skwarczyńskiego i współpracującego z nim przy realizacji większości jego pomników, Leszka Dziekońskiego.




Komentarze