Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

IV Liga: Jaka przyszłość czeka Lubliniankę? Norwegowie na aucie

Dużo słów, mało faktów – tak wyglądało wtorkowe spotkanie w Ratuszu pomiędzy kibicami Lublinianki i władzami Lublina. Miasto żegna się z norweskim inwestorem klubu. Ale nie wie, co będzie dalej.
Do spotkania sympatyków Lublinianki z zastępcą prezydenta Lublina Krzysztofem Żukiem doszło z inicjatywy radnego Marcina Nowaka (PiS). Oprócz nich na rozmowach pojawili się też Wojciech Krakowski (PO), członek Komisji Sportu oraz Adam Piekutowski, zajmujący się obecnie szkoleniem bramkarzy w Lubliniance. Klub po raz kolejny znalazł się na zakręcie, miasto postanowiło pożegnać się z norweskim inwestorem. – Zgodnie z umową wezwaliśmy go do zapłaty kwoty, której ani miastu, ani spółce nie przekazał – tłumaczy Krzysztof Żuk. – Termin upływa z końcem roku. W styczniu zażądamy od inwestora oddania tego, co jest objęte umową dzierżawy. I to jedyna konkretna informacja jaką miał do przekazania zastępca prezydenta. Jak ognia natomiast unikał pytań na temat przyszłości klubu. – Poczekajmy do stycznia, teraz nie ma sensu spekulować, scenariuszy jest kilkanaście – ucinał. Jedna z opcji zakłada, że kiedy umowa z Norwegami wygaśnie, obiekty przy ul. Leszczyńskiego przejdą pod zarząd MOSiR w Lublinie. Co miasto może z nimi zrobić? – Tam powinno być centrum szkoleniowe dla zespołu z ekstraklasy, który Lublin powinien mieć za... dwa lata – odpowiada Żuk. Ale zastrzega: Nie oczekujcie, że nasz budżet udźwignie ciężar modernizacji tych terenów. Trzeba szukać partnerów do tej inwestycji. Tymczasem piłkarze Lublinianki myślą o tym, jak będą trenować w zimie przy braku ogrzewania i ciepłej wody. – Rozmawialiśmy już o tym. Będzie ciepło pod warunkiem, że spółka ureguluje zaległości i na czas będzie płacić rachunki LPEC. A nie są to duże kwoty – odpowiada Żuk. To nie pierwsze tego typu rozmowy o przyszłości najstarszego klubu w Lublinie. Tydzień temu wizytę w Ratuszu złożyli też działacze z Wieniawy. Efekt był taki sam jak wczoraj. – Na razie sytuacja jest patowa, a cierpią na tym wszyscy – przyznaje Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki. Kolejne spotkanie w Ratuszu ma się odbyć w styczniu. Wtedy ma paść już więcej konkretów. – Od trzech lat działamy na zasadzie partyzanckiej. Musi się coś zmienić, bo ten klub wcześniej czy później padnie – mówi Grzesiak. – A ja mam nadzieję, że Norwegowie pójdą sobie wreszcie z Wieniawy i będziemy mogli budować przyszłość klubu – kwituje Marcin Nowak.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama