IV Liga: Jaka przyszłość czeka Lubliniankę? Norwegowie na aucie
Dużo słów, mało faktów – tak wyglądało wtorkowe spotkanie w Ratuszu pomiędzy kibicami Lublinianki i władzami Lublina. Miasto żegna się z norweskim inwestorem klubu. Ale nie wie, co będzie dalej.
- 24.11.2009 17:11
Do spotkania sympatyków Lublinianki z zastępcą prezydenta Lublina Krzysztofem Żukiem doszło z inicjatywy radnego Marcina Nowaka (PiS). Oprócz nich na rozmowach pojawili się też Wojciech Krakowski (PO), członek Komisji Sportu oraz Adam Piekutowski, zajmujący się obecnie szkoleniem bramkarzy w Lubliniance.
Klub po raz kolejny znalazł się na zakręcie, miasto postanowiło pożegnać się z norweskim inwestorem. – Zgodnie z umową wezwaliśmy go do zapłaty kwoty, której ani miastu, ani spółce nie przekazał – tłumaczy Krzysztof Żuk.
– Termin upływa z końcem roku. W styczniu zażądamy od inwestora oddania tego, co jest objęte umową dzierżawy.
I to jedyna konkretna informacja jaką miał do przekazania zastępca prezydenta. Jak ognia natomiast unikał pytań na temat przyszłości klubu.
– Poczekajmy do stycznia, teraz nie ma sensu spekulować, scenariuszy jest kilkanaście – ucinał.
Jedna z opcji zakłada, że kiedy umowa z Norwegami wygaśnie, obiekty przy ul. Leszczyńskiego przejdą pod zarząd MOSiR w Lublinie. Co miasto może z nimi zrobić?
– Tam powinno być centrum szkoleniowe dla zespołu z ekstraklasy, który Lublin powinien mieć za... dwa lata – odpowiada Żuk. Ale zastrzega: Nie oczekujcie, że nasz budżet udźwignie ciężar modernizacji tych terenów. Trzeba szukać partnerów do tej inwestycji.
Tymczasem piłkarze Lublinianki myślą o tym, jak będą trenować w zimie przy braku ogrzewania i ciepłej wody.
– Rozmawialiśmy już o tym. Będzie ciepło pod warunkiem, że spółka ureguluje zaległości i na czas będzie płacić rachunki LPEC. A nie są to duże kwoty – odpowiada Żuk.
To nie pierwsze tego typu rozmowy o przyszłości najstarszego klubu w Lublinie. Tydzień temu wizytę w Ratuszu złożyli też działacze z Wieniawy. Efekt był taki sam jak wczoraj.
– Na razie sytuacja jest patowa, a cierpią na tym wszyscy – przyznaje Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki.
Kolejne spotkanie w Ratuszu ma się odbyć w styczniu. Wtedy ma paść już więcej konkretów.
– Od trzech lat działamy na zasadzie partyzanckiej. Musi się coś zmienić, bo ten klub wcześniej czy później padnie – mówi Grzesiak.
– A ja mam nadzieję, że Norwegowie pójdą sobie wreszcie z Wieniawy i będziemy mogli budować przyszłość klubu – kwituje Marcin Nowak.
Reklama













Komentarze