Piłka nożna: Razem z klubami apelujemy do działaczy LZPN - skończcie z graniem w środy!
Pójść do pracy, do szkoły, na uczelnię czy na mecz – przed takim dylematem po kilka razy w roku stają piłkarze z niskich lig naszego regionu. Związek narzuca amatorom grę w dni robocze i twierdzi, że nie może postąpić inaczej.
- 08.12.2009 17:37
Po naszym ostatnim artykule, na temat ustalenia przez Lubelski Związek Piłki Nożnej terminów spotkań w rundzie wiosennej dla III i IV ligi, zawrzało. Niestety związek po raz kolejny nie uwzględnił próśb ze strony klubów, aby uniknąć grania w środy.
Internauci, komentujący ten fakt na naszym portalu pilka.dziennikwschodni.pl, nie przebierają w słowach. – Znowu panowie z LZPN się popisali. Gra w środy to nieporozumienie – napisał jeden z nich. A inny dodał: Robią co chcą w LZPN i nie liczą się z nikim.
Jest w tym sporo prawdy. Bo działacze klubów wiele razy, m.in. na łamach naszej gazety mówili, że granie w środy to kiepski pomysł.
Niestety, postulaty o zmianę niefortunnego zwyczaju wciąż trafiają w próżnię. Na domiar złego działacze z ul. Filaretów postanowili w tym roku jeszcze bardziej \"uszczęśliwić” kluby oraz kibiców narzucając im dodatkowo obligatoryjny termin rozegrania ostatnich kolejek w sobotę.
– To jakieś bzdury. Kto w Piotrowicach przyjdzie na mecz w sobotę? – pyta Marian Cienkiera, kierownik czwartoligowego klubu POM Iskra.
O tym, że gra w środy w niskich ligach jest całkowitą porażką nie trzeba nikogo przekonywać. Widać to gołym okiem po frekwencji na trybunach, gdzie kibiców jest jak na lekarstwo.
A to właśnie dla nich grają zawodnicy. Najlepszym przykładem jest mecz rundy jesiennej w lubelskiej \"okręgówce”, kiedy na stadion w Ostrowie Lubelskim przyszło… 13 kibiców. Z powodu fatalnej frekwencji tracą oczywiście kluby. – Bo to zawsze parę złotych mniej ze sprzedaży biletów – podkreśla Cienkiera.
Sami piłkarze też mają wtedy dylemat. Wybrać mecz czy pracę, która jest dla nich głównym źródłem utrzymania. Efekt tego jest zazwyczaj taki, że składy drużyn są zdekompletowane. I z tego powodu w środowych kolejkach jest zawsze dużo niespodzianek.
Czy naprawdę nie może być inaczej? – Jakieś ramy trzeba przyjąć – uważa Stanisław Sachajko, sekretarz LZPN. Dodaje też, że uchwalone przez prezydium związku terminy nie są sztywne. I można je jeszcze zmienić.
Działacze związku tłumaczą, że piłkarze muszą grać w środy, bo nie ma innych wolnych terminów. Ale zdaniem klubów to nieprawda. – To tylko dwie kolejki. Nic nie stoi na przeszkodzie żeby zacząć rozgrywki tydzień wcześniej i grać do końca czerwca – mówi jeden z prezesów klubu IV ligi.
Reklama













Komentarze