II Liga: Dramatyczna sytuacja zamojskiego Hetmana. Działalnością byłego zarządu klubu zajmie się prokuratura
Półtora miliona długów, brak zawodników, licencji na grę i zakaz transferów. W takiej sytuacji Hetman Zamość żegna rok 2009. Wątpliwe, czy powita nowy. Wiara w pomoc władz miasta zawiodła na całej linii. Klub nie otrzyma ani złotówki. – Nie przystąpimy do rozgrywek – mówi kurator Tadeusz Lizut.
- 30.12.2009 12:52
Ani jedna złotówka na Hetmana – takiej pozycji nie ma w przyszłorocznym budżecie miasta Zamościa. Jest za to 300 tys. na sport kwalifikowany, po które mógłby sięgnąć zasłużony klub, ale w teorii, bo najpierw musiałby spłacić wszystkie długi i potwierdzić to stosownymi dokumentami.
A należności jest, co niemiara. Według wyników audytu wierzytelności sięgnęły już 1,5 miliona złotych. W praktyce oznacza to upadek i wycofanie z rozgrywek.
– To zaklęte i przeklęte koło. Bez spłaty długów nie możemy starać się o pomoc, bez pomocy nie jesteśmy w stanie spłacić zadłużenia – przyznaje załamany kurator Hetmana.
Z tych samych powodów klub nie otrzyma pieniędzy za przekazanie pod skrzydła miasta obiektów treningowych za Rotundą. – Te 500 tys. zł i tak nie zmieniłoby sytuacji.
Potrzebujemy dwa razy tyle, żeby dostać licencję na grę w II lidze. Pieniędzy nie ma skąd wziąć. Wszyscy kochają Hetmana, ale bez zobowiązań – mówi Lizut.
Niewykluczone, że zawodnicy oraz trener, którzy stawią się 4 stycznia na pierwszym treningu, usłyszą, że mogą szukać sobie nowego pracodawcy. O rezygnacji myśli również sam kurator.
– Najpierw muszę skonsultować się z prawnikami. Na pewno nie będzie tak, że pierwszy zejdę z okrętu. Tego mi nikt nie zarzuci. Robiłem, co mogłem – mówi Lizut.
W środę kurator Hetmana złożył w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. – Nie chcę mówić o personaliach. W piśmie jest mowa o niegospodarności, braku nadzoru nad finansami i działaniem na szkodę stowarzyszenia.
Jest również sprawa transferu Tomasza Margola. Niech zajmą się tym organy ścigania. Tak jak obiecałem, niczego nie zamierzam zamiatać pod dywan – zapewnia Lizut.
Co dalej z 75-letnim klubem? – Niewykluczone, że jedynym wyjściem jest zwołanie walnego i postawienie wniosku o rozwiązanie.
A później na gruzach starego budować nowe. Starałem się wprowadzić plan ratunkowy, wszystko to, co wydawało mi się słuszne. Sumienie mam czyste, ale co z tego, skoro to mogą być ostatnie dni klubu – zastanawia się kurator Lizut.
Reklama













Komentarze