Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Kierowca nie chce zapłacić mandatu. Fotozagadka dalej nierozwiązana

Sąd pierwszej instancji nie oparł swoich ustaleń na pełnym materiale dowodowym – uznał w sylwestra Sąd Okręgowy w Zamościu, uchylając zaskarżony przez kierowcę spod Krasnegostawu wyrok za przekroczenie prędkości. Sprawę ponownie ma rozpoznać Sąd Rejonowy w Zamościu.
W zeznaniach obwinionego kierowcy i funkcjonariusza policji są rozbieżności, dlatego stan faktyczny trzeba ustalić w drodze konfrontacji. – Dopiero po wyjaśnieniu wszystkich niejasności sąd będzie mógł ostatecznie rozstrzygnąć sprawę – powiedziała Grażyna Gorzko z Sądu Okręgowego w Zamościu. W październiku ub. roku 58-letni mieszkaniec Wielkopola w gminie Gorzków został ukarany grzywną w wysokości 200 złotych za przekroczenie prędkości. Dodatkowo miał zapłacić blisko 280 złotych tytułem kosztów postępowania. – Nie o pieniądze chodzi, ale o zasady – mówi Józef Szczepanik. – Nie będę płacił za głupotę policji, choćbym miał występować do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Ja dłużej jeżdżę samochodem bez wykroczeń i mandatów, niż policjant, który chciał mnie ukarać, ma lat. O tej prawie pisaliśmy wielokrotnie. Przypomnijmy. W marcu ub. roku Szczepanik przejeżdżał swoim fordem galaxy przez podkrasnostawski Borów, gdzie przy nieoznakowanym wozie policyjnym stał fotoradar. Zatrzymano go kilka kilometrów dalej. – Usłyszałem, że przekroczyłem dozwoloną prędkość o 25 km/h – wspomina Szczepanik. Funkcjonariusze zaproponowali mu 200 złotych mandatu oraz 6 punktów karnych. Ale kierowca odmówił przyjęcia mandatu. – W miejscu, gdzie stał fotoradar, mogłem jechać 90 km/h, bo tam nie ma ograniczenia prędkości – dowodził przed sądem. Jako dowód pokazuje wykonane przez policjantów zdjęcie. Funkcjonariusz oprócz m.in. numeru rejestracyjnego, czasu, miejscu i stwierdzonej prędkości musiał podać stanowisko, gdzie ustawiony był fotoradar (określa się je na podstawie słupków drogowych – red.). Z tego ostatniego wynika, że kierowca został namierzony na 47,6 kilometrze. – A tam nie ma żadnego ograniczenia – twierdzi Szczepanik. – Policjant popełnił potworny błąd: znak ograniczający prędkość stoi na drodze wojewódzkiej od strony Krasnegostawu, z drugiej, czyli od strony Biłgoraja, takiego znaku nie ma, więc jak mogłem przekroczyć dozwoloną prędkość? Rozwikłaniem tej fotozagadki zajmie się jeszcze raz sąd.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama