Reklama
Mieszaniec amstaffa zagryzł małego psa
Biegający bez smyczy i kagańca mieszaniec zaatakował wczoraj dużo mniejszego pieska na oczach jego właścicielki. Mały nie przeżył. – Skierujemy sprawę do sądu – zapowiada straż miejska.
- 01.02.2010 20:19
Do ataku doszło tuż przed południem w środku bialskiego osiedla Tysiąclecia Państwa Polskiego, 100 metrów od szkoły podstawowej i gimnazjum. O zdarzeniu poinformował nas na Alarm24 jeden z Czytelników.
– Oskar biegł przede mną – opowiada pani Teresa, właścicielka pieska, który nie był na smyczy. – Wtedy rzucił się na niego duży mieszaniec. Zaczął gryźć.
\"Przez pół godziny ani właścicielka dużego amstaffopodobnego psa, ani postronni przechodnie nie mogli rozdzielić obu czworonogów” – napisał internauta podpisujący się Gross_art, który widział całe zdarzenie.
– W końcu właścicielka mieszańca zdołała oderwać go od mojego psa – opowiada dalej emerytka. – Chwyciłam zakrwawionego Oskarka na ręce. Przeszłam może cztery metry, kiedy duży pies wyszarpnął się z obroży. Skoczył w moim kierunku, przewrócił mnie na śnieg i znów zaatakował moją psinę. Krzyczałam \"ratunku!”.
Wtedy na miejscu pojawili się strażnicy miejscy i policjanci. Dopiero im udało się odpędzić mieszańca. Funkcjonariusze przekazali go właścicielce.
– Zwierzę miało aktualne szczepienia. Zaproponowaliśmy właścicielce mandat w wys. 200 zł. Odmówiła. Stwierdziła, że nie poczuwa się do winy za śmierć mniejszego psa – mówi Artur Żukowski, komendant bialskiej Straży Miejskiej.
– Skierujemy sprawę do sądu o jej ukaranie. Za niedopilnowanie psa i prowadzenie go bez kagańca grozi grzywna do 250 zł – dodaje Żukowski.
Z właścicielką mieszańca nie udało się nam skontaktować. – Mieszańce są bardziej agresywne, aniżeli rasowe hodowane do walki – mówi Radomir Bańko, powiatowy lekarz weterynarii w Białej Podlaskiej. – Dlatego czekamy na nowelizację przepisów i rozszerzenie rejestru agresywnych ras – zauważa Bańko.
Dlaczego agresywny mieszaniec nie trafił na obserwację? – Robimy to tylko wtedy, kiedy pies pogryzie człowieka. A tu tak nie było – tłumaczy lekarz.
Zdarzenie szeroko komentowali internauci. – Problemem są właściciele małych psów, którzy wyprowadzają je bez smyczy, bo \"to mały piesek i nikomu krzywdy nie zrobi”. Tymczasem taki maluch często drażni dużego psa, a potem pada zagryziony – napisał na naszym forum jeden z nich.
- Jesteśmy świeżo po rozmowach z policją. Funkcjonariusze będą uczeni, jak właściwie reagować, kiedy zobaczą niebezpiecznego psa bez smyczy i kagańca. Nasze prawo nie jest najgorsze, ale trzeba je egzekwować. Będzie też długofalowy program, który ma polepszyć współpracę policji z organizacjami pozarządowymi monitorującymi np. handel niebezpiecznymi rasami psów. W przyszłości trzeba pomyśleć o obwarowaniu posiadania psów niebezpiecznych ras np. koniecznością wykonania licznych badań czy przeprowadzenia tresury.
Not. (rp)
Reklama













Komentarze