Lublinianka: Norwegowie zostawili ich na lodzie
A miało być tak pięknie... Kiedy osiem lat temu owóczesny wiceprezydent Lublina Zbigniew Wojciechowski sprowadził na Wieniawę inwestora z Norwegii w klubie zacierano ręce. Miał być stadion z prawdziwego zdarzenia i silna drużyna. Tymczasem obiekt przy ul. Leszczyńskiego jak był, tak jest ruiną, a zespół wlecze się w ogonie tabeli IV ligi i jest bez grosza.
- 15.02.2010 11:05
I to nie koniec tej smutnej historii. Sympatycy klubu zastanawiają się co będzie dalej. Odpowiedzi na to pytanie szukają m.in. w lubelskim Ratuszu. W piątek po raz drugi spotkali się w tej sprawie z Krzysztofem Żukiem, zastępcą prezydenta Lublina ds. rozwoju.
Zbyt wiele dobrego nie usłyszeli. – Nie będziemy was finansować, ale możecie się starać o stypendia dla zawodników i dotację z budżetu miasta – powiedział Krzysztof Żuk.
Ale nie będzie to takie łatwe. Spółka nie może się starać o pieniądze na sport kwalifikowany, bo musi być czysta jak łza. – A my mamy przecież zaległości wobec wielu instytucji – przyznaje Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki. Kolejny problem to brak pełnomocnictwa do podpisywania jakichkolwiek dokumentów.
Kibice Lublinianki wraz z Adamem Piekutowskim i miejskim radnym Marcinem Nowakiem, którzy zaangażowali się w ratowanie klubu, chcą założyć nowe stowarzyszenie. Wyjścia są dwa. Albo Norwegowie zrzekną się praw do klubu i nowe stowarzyszenie będzie mogło kontynuować działanie poprzedników, albo zacznie wszystko od początku.
Ten drugi wariant oznacza, że drużyna Lublinianki musiałaby wystartować od przyszłego sezonu w rozgrywkach klasy B. – Ale to chyba najrozsądniejsze wyjście. W tej sytuacji różnica jednej czy dwóch klas nie ma znaczenia. Bo za chwilę i tak możemy spaść do okręgówki – uważa Marcin Nowak.
A nowe stowarzyszenie to gwarancja pozbycia się długów, możliwość wnioskowania o pieniądze z budżetu miasta i pozyskania sponsorów. – Poza tym możemy negocjować z LZPN żeby pozwolił klubowi z racji na jego zasługi rozpocząć nowy sezon od klasy A – wtrąca Adam Piekutowski.
Niewiadomo jak ostatecznie potoczą się losy klubu. Pewne jest za to, że w najbliższym czasie mimo narastających znów zaległości Lublinianki wobec LPEC i MPWiK w klubowym pawilonie nie zabraknie ogrzewania ani wody. – Są to spółki miejskie, na które mamy wpływ, więc nic złego się nie stanie – zapewnia K. Żuk.
Reklama













Komentarze