Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Piotr Wiszowaty chce grać, ale na razie nie może. Koziołek machnął ręką

Piotr Wiszowaty zamiast grać może zawiesić buty na kołku. Utalentowany 18-latek ma dość braku porozumienia z Koziołkiem Lublin, który jest właścicielem jego karty zawodniczej. Prezes klubu Sławomir Kozłowski odpowiada: Machnąłem już na to ręką. Niech gra gdzie chce.
W rundzie jesiennej Wiszowaty występował w Hetmanie Żółkiewka. Zima skończyło mu się jednak wypożyczenie do beniaminka IV ligi i przestał być jego zawodnikiem. Przedłużenie umowy wiązało się z nowym porozumieniem włodarzy Hetmana z Koziołkiem Lublin. Nie doszło jednak do niego. – Na pewno nie zostawię go w Żółkiewce – mówił na naszych łamach w styczniu Sławomir Kozłowski, prezes Koziołka. Tłumaczył, że szuka dla piłkarza klubu z wyższej półki. Ale przez dwa miesiące nie znalazł. O Wiszowatym zrobiło się głośno, kiedy pojechał na testy do Austrii Wiedeń. Z transferu za granicę nic nie wyszło. Wrócił do Polski i znów zaczął trenować w Żółkiewce. W międzyczasie zainteresował się nim Start Krasnystaw. Zagrał w nim jeden sparing, po czym znów zniknął. Piłkarz twierdzi, że powód jest jeden. – Nie mogę się dogadać z panem Kozłowskim – tłumaczy Piotr Wiszowaty, z którym rozmawialiśmy wczoraj. – Nie chce oddać mojej karty, żąda za nią duże pieniądze. Już sam nie wiem co robić. Zostałem zablokowany. Koziołek nie ma przecież nawet zespołu seniorów. Nie uśmiecha mi się gra w juniorach przy klasie A, bo wtedy cofnę się w rozwoju. Chyba przestanę w ogóle grać. Trener zespołu z Żółkiewki chętnie przygarnąłby 18-latka do swojego zespołu i podobnie jak sam piłkarz obwinia o wszystko Kozłowskiego. – Ciężko się rozmawia z tym człowiekiem – twierdzi Marek Leszczyński. – Będziemy jeszcze próbowali, ale chyba jedyne wyjście z tej sytuacji to półroczna karencja. Ale szkoda chłopaka, bo w tak młodym wieku powinien jak najwięcej grać. Szef Koziołka odpiera wszystkie zarzuty. – Nikomu niczego nie blokuję. Problem polega na tym, że nikt w ogóle nawet nie próbował ze mną rozmawiać. Jak ktoś do mnie przyjdzie to się dogadamy. Skoro Wiszowaty chce grać w Hetmanie to proszę bardzo. Chciałem mu znaleźć lepszy klub, ale machnąłem już na to ręką, bo on sam nie wie, czego chce. Proszę sobie wyobrazić, że ostatnio przysłał mi SMS-a żebym, delikatnie to ujmując, odczepił się od niego – opisuje Kozłowski. Zapowiada jednocześnie, że nie będzie żądał za transfer piłkarza astronomicznej kwoty. – Tylko tyle, ile mi się należy według przepisów związku – kończy Kozłowski. Do kadry POM Iskry Piotrowice dołączył w minionym tygodniu Bartłomiej Januszko z Górnika II Łęczna. Stał się jak na razie czwartym zawodnikiem, po Adrianie Nowińskim, Łukaszu Michalczuku (Avia Świdnik) i Sławomirze Różyckim (Granit Bychawa), jaki zasilił zespół trenera Konrada Maciejczyka. Sam szkoleniowiec ma jeszcze nadzieję, że działaczom uda się potwierdzić do POM Karola Stępniewskiego z Wierzchowisk i Mateusza Matysiaka ze Stali Kraśnik. Na razie kwestią sporną jest forma ich przejścia. – My chcemy transferu definitywnego, a tamte kluby uparły się na wypożyczenie – mówi Konrad Maciejczyk. I dodaje: Byłbym bardzo zadowolony gdyby obaj zostali u nas. Myślę, że do wtorku wszystko się wyjaśni. Jest już coraz mniej czasu na takie transfery. Jeśli nie przejdą do nas to pewnie zostaną w swoich macierzystych klubach. W sobotę POM miał zagrać sparing z Unią Bełżyce, ale boisko w Strzyżewicach nie nadawało się do tego. Dlatego wczoraj zespół trenował na \"Orliku” w Bychawie. Wszyscy myślą już powoli o wyjazdowym meczu w Łukowie. – Nie wiem jeszcze jak tam zagramy. Na pewno Orlęta to niewygodny rywal. Będą się chcieli włączyć do walki o awans do III ligi. My z kolei mamy odmienny cel, jest nim utrzymanie. Trudno powiedzieć jak to się ułoży – przyznaje Maciejczyk. Zabiega o niego Chełmianka i Stal Poniatowa, tymczasem Kamil Sawa z Hetmana Zamość zagrał wczoraj w barwach Startu Krasnystaw. Swoją obecność na boisku zaznaczył bramką w zremisowanym przez zespół trenera Jarosława Góry 1:1 meczu sparingowym z Lublinianką. W bramce Startu stał 16-letni Sebastian Kowiński z Jedynki Krasnystaw. Z kolei w Lubliniance pojawił się dawno niewidziany Jacek Paździor. Jego kontuzja okazała się na tyle niegroźna, że będzie pomagał drużynie z Wieniawy. Na sto procent wiosną w zespole zagra też Damian Farotimi. – Dogadaliśmy się z Avią i Damian jest już naszym zawodnikiem – mówi Zbigniew Grzesiak, trener Lublinianki. Co ważne, klub nie musiał płacić świdniczanom za de facto swojego wychowanka ani złotówki. – Transfer jest bezgotówkowy. Musimy tylko ponieść koszty rejestracji w związku – dodaje Grzesiak. Postanowił on zostawić też w kadrze Piotra Kachniarza grającego jesienią w A-klasowej Dąbrowicy. Lublinianka Lublin – Start Krasnystaw 1:1 (1:0) Bramki: Martyniak (20) – Kamil Sawa (68). Lublinianka: Zapał – Paździor, Łysek, Kursa, Borowski, Josicz, M. Sebastianiuk, Bartyzel, Oszast, Martyniak, Góral oraz Górski, Farotimi, Wieczorek, S. Kucharzewski, Kachniarz. Start: Kowiński – Berbeć, Iwan, Dowhoszyja, Siwy, Kamil Sawa, Rachwał, Pluta, Suduł, Banasiak, Sadowski oraz Wywrocki, Chariasz, Tchórz, Mazurkiewicz, Kister.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama