Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Nikitović: Gola dedykuję mamie

ROZMOWA Z Veljko Nikitoviciem, kapitanem Górnika Łęczna
– Mama. – I zawsze będę to robił. Jeśli tylko znowu uda mi się strzelić jakieś bramki. To są jeszcze dla mnie świeże rany… Była najważniejszą osobą w moim życiu. Odeszła, jako wielki kibic Górnika. Zawsze kiedy graliśmy mecz, siedziała razem z ojcem przy komputerze i śledziła wynik. Cieszyła się z każdego zwycięstwa, przeżywała porażki, tak samo jak ja. Tego gola dedykuję mamie, to dla niej. – O kurczę, dawno temu. To był chyba mecz ze Zniczem Pruszków, przegraliśmy wtedy 2:3. – Nasza gra była solidna, ale to jeszcze nie to, co chcielibyśmy demonstrować. Inna sprawa to nasze boisko. Jak się patrzy z boku, to może tego nie widać. Ale płyta jest twarda i nierówna, nie ma też na niej wiele trawy. Stąd trochę nieudanych zagrać i mam nadzieję, że kibice potrafili to zrozumieć. A ze strony Podbeskidzia rzeczywiście spodziewaliśmy się trochę więcej. Jednak już przed meczem podkreślałem, że to spotkanie o \"sześć punktów”. Nie ważne w jakim stylu, nie ważne jakim sposobem, liczyło się tylko zwycięstwo. Udało się i za to nam chwała. Choć nie będzie to miało wielkiego znaczenia, jeśli nie przywieziemy punktów ze Świnoujścia. Czas skończyć z tą sinusoidą, że raz wygrywamy, a za chwilę przegrywamy. Bo wtedy do końca ligi będziemy musieli martwić się o nasz byt. – Już tydzień temu mogliśmy zwyciężyć. Widziałem mecz na video i chłopaki byli naprawdę blisko. Musimy wreszcie się przełamać. Wcześniej Flota nam leżała, jeszcze nie strzeliła nam gola. A w dodatku zabraliśmy jej najlepszego zawodnika – Serka Prusaka. – Bo to jest szalony gość (śmiech). Ale dobrze bronił. Dużą pewność daje zespołowi. – Szczerze mówiąc, że podyktuje karnego. Kontaktu tam jakiegoś nie było, piłka przeszła mnie, a Dancik efektownie upadł. Szybko przypomniałem sobie, jak nam w innych meczach sędziował Greń i dlatego wcale by mnie to nie zdziwiło. Ale był blisko i całe zdarzenie prawidłowo zinterpretował, jako próbę wymuszenia rzutu karnego. – To prawda, ale każdy z nas musi dać z siebie sto dziesięć procent. I o tym mówiłem chłopakom przed meczem, kiedy staliśmy w kółku. Bo my potrafimy grać w piłkę! Tylko do tego trzeba dołożyć maksimum swoich możliwości. Bo nie powinniśmy znajdować się w tym miejscu, w którym teraz jesteśmy. Dużo meczów przegraliśmy, dużo punktów uciekło. Ale do końca rozgrywek jest sporo spotkań i czasu, żeby udowodnić swoją wartość. Trzeba pokazać właścicielom klubu, sponsorom, że warto dać nam jeszcze jedną szansę, abyśmy w przyszłym sezonie mogli powalczyć o awans do ekstraklasy.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama