Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Boisko w Kraśniku nadal zaczarowane, wyniki niedzielnych spotkań III ligi

W niedzielę piłkarze Stali Kraśnik mieli ósmą w tym sezonie szansę na odczarowanie swojego boiska. W do tej pory rozegranych spotkaniach przed własną publicznością uzbierali tylko dwa \"oczka”.
Niestety, w meczu ze swoją imienniczką z Mielca znowu gospodarze nie zdobyli kompletów punktów, bo zremisowali 1:1. W przerwie zimowej zespół trenera Sławomira Adamusa zmienił się nie do poznania. Wczoraj w podstawowym składzie \"niebiesko-żółtych” wyszło aż pięciu nowych zawodników. Jeden z nich – Albert Szakow, już w szóstej minucie otworzył wynik spotkania. 34-letni piłkarz z Ukrainy wykorzystał podanie Daniela Szewca i z bliska wpakował piłkę do siatki. Wydawało się, że miejscowi pójdą za ciosem, ale stało się coś odwrotnego. Z każdą kolejną minutą kraśniczanie gaśli w oczach, a coraz śmielej poczynali sobie przyjezdni. I jeszcze przed przerwą udało im się doprowadzić do wyrównania, po trafieniu Damiana Skiby. W tej sytuacji lepiej mógł się zachować bramkarz Andrij Kozłowski. Po zmianie więcej z gry mieli przyjezdni i to pod bramką kraśniczan częściej dochodziło do spięć. Gracze trenera Zbigniewa Hariasza próbowali szczęścia głównie strzałami z dystansu, ale golkiper miejscowych nie dał się już pokonać i w pełni zrehabilitował się za wcześniejszą, niepewną interwencję. – Mielec okazał się silnym rywalem, ci młodzi chłopcy naprawdę umieją grać w piłkę i trzeba przyznać, że to oni pokazali się w niedzielę z lepszej strony. U nas zabrakło przede wszystkim zgrania, bo w wielu sytuacjach było sporo niedokładności i chaosu. Kibice czują pewnie spory niedosyt i my myślimy podobnie, bo po raz kolejny nie udało się nam przełamać kiepskiej passy przed własną publicznością. Trzeba to jednak jakoś przeżyć i walczyć dalej. Przed nami jeszcze sporo kolejek i potrzebujemy po prostu więcej czasu, żeby zawodnicy lepiej się rozumieli – przekonuje szkoleniowiec gospodarzy. Bramki: Szakow (6) – Skiba (40). Stal K.: Kozłowski – Binkiewicz, Dziedzic, Sawczuk, Gołębiowski, Pacek (68 Stadnicki), Fulara, Szewc, Pietrow, Drozd (77 Dydo), Szakow. Stal M.: Witkowski – Duda (90+2 P. Kołacz), Paweł Mroziński, Kościelny, Podstolak, Wójtowicz (24 Hul, 88 Dąbek), Ryniewicz, Skiba, Piotr Mroziński, Marek, Kędzior (77 Góra). Żółte kartki: Dziedzic, Gołębiowski, Pietrow (Kraśnik) – Duda, Piotr Mroziński (Mielec). Sędziował: Andrzej Kucharski (Zamość). Widzów: 300. Po ciężko wywalczonym remisie w Łęcznej piłkarze Orląt Radzyń Podlaski wlali w serca swoich kibiców nadzieję, że do ostatniej kolejki będą się bić o utrzymanie. Niestety, w niedzielę w obozie \"biało-zielonych” optymistycznie już nie było, bo Tomasovia wywiozła z Radzynia komplet punktów, po wygranej 2:0. W pierwszej połowie niewiele działo się na boisku, obie drużyny przebudziły się dopiero po przerwie. W 58 min świetną okazję zmarnował Piotr Brzostek. 25-letni napastnik zasilił \"biało-zielonych” w przerwie zimowej i już w meczu z Górnikiem II Łęczna mógł dać swojej drużynie trzy punkty. W doliczonym czasie gry przegrał jednak pojedynek sam na sam z Jakubem Wierzchowskim. W niedzielę gracz miejscowych przestrzelił w bardzo podobnej sytuacji. W odpowiedzi kilka minut później dobrą okazję miał Ireneusz Baran, ale z obrońcą \"na plecach” bardzo przestrzelił. W samej końcówce szansę na gola miał jeszcze Paweł Zatorski, ale jego uderzenie z dystansu obronił Krzysztof Stężała. Kilkadziesiąt sekund później bramkarz gospodarzy nie mógł już nic poradzić. W wielkim zamieszaniu podbramkowym piłkę z bliska do siatki wepchnął Baran. Po chwili Jacek Kusiak nie zmarnował podania Marcina Żurawskiego i ustalił wynik zawodów na 2:0 dla Tomasovii. Orlęta Radzyń Podlaski – Tomasovia Tomaszów Lubelski 0:2 (0:0) Bramka: Baran (86), Kusiak (89). Orleta: Stężała – Kuśmirek, Jakubiec, Gmur (87 Kozłowski), Fiedeń, Młynarski (77 Grochowalski), Ptaszyński, Pliszka, Klimkiewicz, Romaniuk (55 Brzostek), Gromba (81 Jędruszczak). Tomasovia: Bartoszyk – Raczkiewicz (59 Chwała), Banaś, Sioma, Myszkowski (73 Skiba), Wójcik, Stefanik, Baran, Ciećko (70 Zatorski), Żurawski, Pacholarz (78 Kusiak). Żółte kartki: Młynarski (Orlęta) – Chwała, Myszkowski (Tomasovia). Sędziował: Jacek Pawlak (Chełm). Widzów: 750. Rywale Spartakusa Szarowola mieli nadzieję, że zamieszanie do którego doszło w przerwie zimowej w drużynie wicelidera będzie miało wpływ na poczynania podopiecznych trenera Bohdana Bławackiego. Przypomnijmy, że przenosiny czołowych graczy Spartakusa do Hetmana Zamość były już naprawdę bardzo blisko. Ostatecznie nic z tego nie wyszło, a w niedzielę ekipa z Szarowoli rozpoczęła rundę wiosenną od rozgromienia Stali Sanok 5:0. Ostre strzelanie zapoczątkował Taras Hamarnik, potem po golu dorzucili Igor Migalewski i nowy nabytek Iwan Szczeczluk. Wynik ustalił dwoma golami Igor Kozelko. W barwach gospodarzy zadebiutował były gracz Hetmana Zamość Łukasz Sękowski, a zabrakło Kamila Droździela, który pazuowałl za nadmiar żółtych kartek. Wynik spotkania mówi za siebie, a goście w całym meczu mogli się pochwalić dwoma sytuacjami na gole. Obie zmarnował Fabiań Pańko, który najpierw trafił w słupek, a potem minimalnie przestrzelił. Spartakus Szarowola – Stal Sanok 5:0 (3:0) Bramki: Hamarnik (24), Migalewski (29), Szczeczluk (43), Kozelko (70, 74). Spartakus: Waśkiewicz – Hamarnik, Dykij, Stadnicki (57 Sękowski), Luc, Temeriwski, Diaczuk-Stawicki (68 Hordei), Szczeczluk (59 Podrygula), Kozelko, Guszczyn, Migalewski. Stal: Psioda – Szałankiewicz, Węgrzyn, Łuczka, Sumara, Kruszyński (82 Kijowski), Tabisz, Zajdel, Kuzicki (46 Niemczyk, 52 Pańko), Nikody, Częczek. Żółte kartki: Diaczuk-Stawicki (Spartakus) – Tabisz (Stal). Sędziował: Łukasz Strzępek (Rzeszów). Widzów: 300.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama