Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

Mirosław Jabłoński ma uchronić Górnika Łęczna przed degradacją

W środę przed południem Mirosław Jabłoński rozpoczął swój pierwszy trening z piłkarzami Górnika. A jednym z jego elementów była gierka wewnętrzna, stanowiąca przymiarkę do sobotniego spotkania ligowego z Górnikiem Zabrze. Dla łęcznian już każdy mecz będzie walką o być albo nie być.
Czy nowy trener osiągnie sukces, czyli utrzyma \"zielono-czarnych” w I lidze? Jedną sprawę udało mu się poprawić już na pierwszych zajęciach. W ostatnim czasie kadra Górnika wciąż była zdekompletowana, kontuzjami lub chorobami. We wtorek, kiedy swoją pracę kończył Tadeusz Łapa, lista nieobecnych też była pokaźna. Ale już następnego dnia frekwencja okazała się dużo lepsza. Na boisku przy straży brakowało tylko Nildo, Kamila Stachyry i Pawła Tomczyka. – Widocznie jestem cudotwórcą – zażartował szkoleniowiec. – W tym zespole jest potencjał i mam nadzieję, że szybko uda mi się go wydobyć. Po pierwszym treningu nie mam żadnych zastrzeżeń do zaangażowania. Do tej pory widziałem tylko jeden mecz na żywo i dwa na kasecie. Mimo to mam już zarys i pomysł na grę drużyny. Chcemy stwarzać sytuacje i grać skutecznie. Oby tylko piłkarze zdołali to zrealizować. Na pewno nie będzie rewolucji, bo nie może jej być – wyjaśnił. I to było widać już po wczorajszym treningu. Skład zespołu, szykowany na sobotę, w dużej mierze przypominał ten z ostatniego spotkania. W wyjściowej jedenastce nastąpiły tylko dwie zmiany. – To na razie przymiarki. W tej chwili jestem przekonany do tego zestawienia w pięćdziesięciu procentach – dodał Jabłoński, z którym umowę zawarto do 30 czerwca. Jej przedłużenie będzie zależało przede wszystkim od utrzymania Górnika. – To jest także gra o przyszłość klubu – mówił w środę dziennikarzom prezes Krzysztof Dmoszyński. – Przecież kopalnia nie będzie chciała dalej finansować drużyny z TKKF. Jesteśmy w ciężkiej sytuacji, znaleźliśmy się na miejscu spadkowym. To jest sport i można przegrać mecz, jednak nie w takim stylu, jak w Pruszkowie. Od piłkarzy będę wymagał maksymalnej ambicji. Jeśli ktoś przejedzie obok meczu, tego faceta następnego dnia nie będzie w Łęcznej. Już rozmawiałem o tym zespołem, a chcę także spotkać się indywidualnie z każdym piłkarzem. Przyszedłem pomóc Górnikowi, a nie wyczyścić kasę. Zresztą, tu nie ma co czyścić, bo sam klub również jest w trudnym położeniu finansowym. Zastałem zaległości, które należało uregulować. Najpierw zrobiliśmy to wobec urzędu skarbowego i ZUS, a potem przelaliśmy dwie zaległe premie na konta zawodników. Przyszedłem też do Górnika, bo Lubelszczyzna nie jest mi obca. Moja była żona pochodziła z Lublina, mieszkaliśmy blisko stadionu Sygnału. W Górniku Krzysztof Dmoszyński będzie rządził razem z Arturem Kapelko oraz Joanną Matejak, którzy także weszli w skład zarządu. – Nasza sytuacja jest trudna, ale nie ma sytuacji bez wyjścia – uważa Kapelko. – Piłka jest brutalna i czasem trzeba przejść przez dolinę. Jeśli Pogoń Szczecin awansowała do finału Pucharu Polski, to dlaczego my nie mielibyśmy się utrzymać? – zakończył retorycznym pytaniem. Artur Ogórek

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama