Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Tomasovia uratowała punkt w ostatniej chwili, bolesne porażki drużyn z Kraśnika i Puław

Piłkarze Tomasovii po raz piąty z rzędu nie potrafili wywalczyć kompletu punktów u siebie. Tym razem twardy opór gospodarzom stawiła Stal Mielec, która była bliska wywiezienia z Tomaszowa Lubelskiego trzech \"oczek”. Punkt dla miejscowych w ostatniej chwili uratował Ireneusz Baran.
Gracze Zbigniewa Kuczyńskiego sprawiali wrażenie zmęczonych piłkarskim maratonem, która trwa niemal od miesiąca. A goście, jak to mają w zwyczaju, sporo biegali i trzeba przyznać, że przeważali i byli zdecydowanie groźniejsi. W pierwszej połowie dobrą okazję zmarnował Daniel Góra, a w drugiej, gdyby nie Rafał Myszkowski, który wybił piłkę z linii bramkowej mielczanie znacznie szybciej objęliby prowadzenie. A tak wynik dopiero w 70 min otworzył z bliska Piotr Mroziński. Gola na wagę remisu zdobył 29-letni Baran, dla którego było to ósme trafienie w tym sezonie. Gracz miejscowych popisał się pięknym uderzeniem z rzutu wolnego, tuż nad murem i w samo okienko. – O bramkach tego typu mówi się stadiony świata. Los był dla nas łaskawy, ale była nawet szansa na trzy punkty. Tuż po trafieniu Irka poszliśmy do przodu i wywalczyliśmy rzut rożny. Niewiele brakowało, a w odstępie kilkudziesięciu sekund zdobylibyśmy drugą bramkę. Ogólnie jednak Stal zagrała bardzo agresywnie i ładnie operowała piłką. U nas było za to widać brak szybkości i determinacji. W ostatnich meczach moi piłkarze dali z siebie wszystko i w sobotę przytrafił się nam po prostu słabszy moment – ocenia trener Kuczyński. Kibice Tomasovii bardziej niż obecnym sezonem emocjonują się już chyba przyszłymi rozgrywkami. A wszystko przez propozycję głównego sponsora Spartakusa Szarowola Lesława Kapki, który po awansie do II ligi chce sprzedać miejsce na tym poziomie rozgrywkowym innej drużynie. Jednym z kandydatów są właśnie \"niebiesko-biali”. Spartakus rozmawia jednak także z działaczami Hetmana Zamość i ponoć Motoru Lublin. Tomasovia Tomaszów Lubelski – Stal Mielec 1:1 (0:0) Bramki: Baran (90+3) – Piotr Mroziński (70). Tomasovia: Wawrzusiszyn – Raczkiewicz (70 Leśko), Banaś, Sioma, Myszkowski, Żurawski (57 Ciećko), Stefanik, Wójcik, Baran, Zatorski (70 Kusiak), Pacholarz. Stal: Witkowski – Duda, Paweł Mroziński , Kościelny, Podstolak, Marek, Ryniewicz, Piotr Mroziński, Skiba (90 Hul), Getinger, Góra (88 Kędzior). Żółte kartki: Wójcik, Żurawski (T) – Podstolak, Piotr Mroziński (S). Sędziował: Jacek Pawlak (Chełm). Widzów: 250. Kibice Stali Kraśnik mają coraz większe powody do niepokoju. Ich pupile w sobotę przegrali po raz piąty w rundzie wiosennej. Tym razem w Sanoku 1:4 i wylądowali w strefie spadkowej. Początek nie zapowiadał takiego pogromu, bo w 10 min Kamil Dydo dał gościom prowadzenie po strzale głową. Jeszcze przed przerwą wygrywali jednak gracze Stali. Dwa rzuty karne wykorzystał Rafał Nikody i było 2:1. Do drugiej jedenastki goście mieli jednak spore zastrzeżenia. Po przerwie miejscowi dołożyli dwa kolejne trafienia. Nie dość, że kraśniczanie nie zdobyli ani jednego punktu to dodatkowo stracili dwóch kolejnych graczy. Tym razem nie ze względu na kontuzje, a za żółte kartki w kolejnym spotkaniu przymusowa pauza czeka Łukasza Dziedzica i Daniela Szewca. – Z jednej strony przegraliśmy za wysoko, bo mieliśmy niezłe momenty. Z drugiej rzadko oceniam pracę sędziów, ale w sobotę w kilku sytuacjach arbiter naprawdę podejmował dziwne decyzje. Nasz problem jest jednak inny, nie mamy po prostu siły na więcej niż 20 minut i na tym etapie sezonu ciężko będzie to zmienić – ocenia trener Dariusz Matysiak. Stal Sanok – Stal Kraśnik 4:1 (2:1) Bramki: Nikody (23,40-obie z karnych), Spaliński (58), Węgrzyn (67) – Drozd (10). Sanok: Psioda – Tabisz, Sumara, Łuczka, Chudziak, Zajdel, Węgrzyn, Kosiba (77 Niemczyk), Nikody (71 Kruszyński), Kuzicki, Kowalski (56 Spaliński). Kraśnik: Kwiatek – Kmycz, Fulara, Dziedzic, Gołębiowski (85 Goździuk), Szewc, Szakow, Binkiewicz, Drozd (40 Bańka), Pacek, Dydo (60 Banach). Żółte kartki: Kuzicki, Spaliński (Sanok) – Kmycz, Pacek, Dziedzic, Szewc (Kraśnik). Sędziował: Łukasz Strzępek (Rzeszów). Widzów: 350. Po słabym początku na stadionie przy Al. Jana Pawła II w rundzie wiosennej piłkarze Górnika II Łęczna znowu radzą sobie coraz lepiej przed własną publicznością. Wczorajsze zwycięstwo z Unią Nowa Sarzyna (1:0) było dla podopiecznych Janusza Mieczkowskiego trzecim z rzędu odniesionym u siebie. A goście zakończyli inną, bardzo imponującą passę. Ekipa trenera Piotra Brzezińskiego aż do wczoraj mogła się pochwalić świetnym bilansem na Lubelszczyźnie – pięciu zwycięstw i dwóch remisów. Gospodarze już po 50 sekundach powinni prowadzić. Najpierw jednak Brazylijczyk Renan nie wykorzystał sytuacji sam na sam. Po chwili, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, Maciej Iwanicki trafił w słupek, a Jarosław Pawelec skopiował wyczyn kolegi przy dobitce. Prowadzenie miejscowym, w 27 min, zapewnił za to Dawid Sołdecki, który w swoim stylu huknął z ponad 20 m i piłka wylądowała w okienku bramki Konrada Napieralskiego. Jak się okazało był to jedyny gol niedzielnego spotkania, ale po zmianie stron groźniejsi byli przyjezdni. Dwóch niezłych okazji nie wykorzystali Stanisław Bednarz i Piotr Gaca. – Rozegraliśmy całkiem niezłe zawody i moim zdaniem zasłużenie zdobyliśmy trzy punkty. Ponownie można się jednak przyczepić do naszej skuteczności, bo na dobrą sprawę już po dwóch minutach powinniśmy prowadzić – mówi trener łęcznian Janusz Mieczkowski. Górnik II Łęczna – Unia Nowa Sarzyna 1:0 (1:0) Bramka: Sołdecki (27). Górnik II: Giertl – Pawelec, Stefaniuk, Sołdecki, Bodziak, Renan (68 Raczkiewicz), Wasil (75 Skorupski), Zielony, Wójcik, Iwanicki (81 Żukowski), Michalak (88 Gozdek). Unia: Napieralski – Reptak, Bartnik, Gaca, Oślizło (81 Sobota), Micek, Radawiec, Horajecki (90 Bigas), Wtorek, Juda, Bednarz (88 Kusy). Żółte kartki: Renan, Zielony, Iwanicki, Skorupski (Górnik) – Juda (Unia). Sędziował: Konrad Gąsiorowski (Biała Podlaska). Widzów: 100. Po raz kolejny w tym sezonie piłkarze Wisły Puławy przegrali mecz ligowy w samej końcówce. Tym razem gracze Jacka Fiedenia niemal przez całe spotkanie prowadzili w Krośnie, ale ostatecznie stracili dwa gole w doliczonym czasie gry i nie przywieźli do domu ani jednego punktu po porażce 2:3. Świetne zawody rozgrywał Konrad Nowak, który w 12 min przymierzył na 1:0 z dystansu. Miejscowi wyrównali tuż po przerwie, ale wracający po kontuzji kolana Łukasz Giza znowu wyprowadził \"Dumę Powiśla” na prowadzenie i przy okazji zdobył swojego 14 gola w sezonie. Niestety, najpierw przypadkowa bramka po stałym fragmencie gry, a następnie zdaniem obu ekip mocno problematyczny rzut karny spowodowały, że Wisła przegrała wygrany mecz. – To niesamowite, koszmar powrócił, bo znowu przegraliśmy w samej końcówce. Wszystko mieliśmy pod kontrolą, przy stanie 2:1 mogliśmy zdobyć kolejne bramki, ale niestety Wojtek Kępka zagapił się przy wrzutce z rzutu wolnego i gracz rywali z \"czuba” trafił na 2:2. Później sytuacja z jedenastką, której nie widziałem dokładnie, ale moi piłkarze byli przekonani, że to była typowa \"symulka”. Nie wiem co powiedzieć po takim spotkaniu, graliśmy dobrze, wydawało się, że przedłużymy dobrą passę, a w bardzo dramatycznych okolicznościach przegraliśmy. Wcześniej czegoś takiego w mojej przygodzie z piłką jeszcze nie przeżyłem – mówi trener Jacek Fiedeń. Karpaty Krosno – Wisła Puławy 3:2 (0:1) Bramki: Buczek (57, 90+3-karny), Włodarski (90) – Nowak (12), Giza (75). Karpaty: Hajduk – Śliwiński (76 Sedlaczek), Gąsiorek, Gonet, Włodarski, Sico (46 Koncewiecz), Majcher, Frydrych, Drąg, Mroczka (46 Sinicki), Buczek. Wisła: Beszczyński – Dryk, Pietroń, Procyk, Gawrysiak, Nowak, Chmielnicki, Krakiewicz, Litun, Giza, Rzędzicki. Żółte kartki: Fydrych, Śliwiński, Buczek (K) – Rzędzicki, Nowak (W). Sędziował: Piotr Burak (Zamość). Widzów: 250.
Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama