Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Wybory po powodzi w Wilkowie, pusto przy urnach

Jak zagłosujemy, to może coś się zmieni – mówią mieszkańcy gminy Wilków. Ci, którzy mimo trudności stawili się przy urnach, nie szczędzili gorzkich słów pod adresem rządzących.
– Władzy na nas nie zależy – mówi Janusz Śliwa z Kłodnicy. – Ludzie to nie bydło, nie można ich tak traktować. Ja już czwarty tydzień mieszkam z żoną w szkole. Dom zniszczyła woda. Takich jak my, w podobnej sytuacji, jest tu sporo i nie dziwię się, że są wściekli. Skoro jedni nie dali rady nam pomóc, to niech drudzy spróbują. W czasie niedawnej powodzi 90 proc. gminy Wilków znalazło się pod wodą. Mimo olbrzymich zniszczeń udało się przygotować osiem lokali wyborczych. Kto sam nie mógł dotrzeć do urny, mógł skorzystać z transportu zapewnionego przez gminę. Na kilka dni przed wyborami spodziewano się bardzo niskiej frekwencji. Do popołudnia głos oddało tylko kilkanaście procent mieszkańców gminy. W Dobrem ok. godz. 15 frekwencja sięgnęła zaledwie 10 proc. W Polanówce zagłosowało 40 osób z ponad 200 uprawnionych. Podobnie było w Rogowie. Największy ruch panował w samym Wilkowie, gdzie lokal wyborczy zorganizowano w siedzibie urzędu gminy. – Głosowałem, bo tak trzeba – mówi Krzysztof Giza ze Szczekarkowa. – To jest nasz obowiązek i tyle. To nic, że w domu miałem trzy metry wody. Powodzianin czy nie, ale powinien oddać głos. – Mieszkam u rodziny w Lublinie, ale przyjechałem oddać głos – dodaje pan Ryszard z Wilkowa. – Przy okazji odebrałem pierwszą pomoc – trzy konserwy. Tak to u nas wygląda. Niektórzy rezygnowali z oddania głosu, choć do lokalu wyborczego mieli ledwie kilka kroków. – Na podwórko nie mam jak wjechać. W domu wszystko w błocie – mówi pan Marek z Wilkowa. – Ta wyborcza szopka mnie nie interesuje. Nic się nie zmieni. My jak jesteśmy sami, tak będziemy. Wcześniej odwiedziło nas paru kandydatów, ale przecież to była kampania. Nie mam złudzeń – żaden z nich nam nie pomoże. Wybory wzbudziły wśród powodzian sporo emocji, ale obyło się bez poważniejszych incydentów. Jedynie w Wilkowie doszło do awantury między jedną z głosujących a komisją wyborczą. Kobieta domagała się, by dopuszczono do głosowania jej męża, który nie miał przy sobie żadnych dokumentów. Po ostrej wymianie zdań, mężczyznę odesłano z kwitkiem. – Był czas, żeby spokojnie przygotować się do głosowania – komentuje Grzegorz Teresiński, wójt Wilkowa. – Wystarczy spojrzeć na inne lokale, gdzie wszystko odbywa się bez zakłóceń. O godz. 17 frekwencja w Wilkowie wyniosła 28,74 proc. Wydano ponad 1100 kart do głosowania. Pięć lat temu, podczas pierwszej tury, zagłosowała połowa mieszkańców tej gminy.

Powiązane galerie zdjęć:


Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama