Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Dochodzi do wypadku, sprawca ucieka. Kamera monitoringu? Jest, ale...

Przed obrotową kamerą monitoringu dochodzi do wypadku, a sprawca ucieka. Ale obiektyw się nie zatrzymuje i obraca dalej: jezdnia, przystanek, chodnik... Okazuje się, że kamery same decydują, gdzie patrzą, bo za mało jest osób do tego, by je nadzorować
Dochodzi do wypadku, sprawca ucieka. Kamera monitoringu? Jest, ale...
Teraz sieć monitoringu liczy 144 kamery, obraz śledzi około czterech-pięciu dyżurnych - przyznaje Małgorzata Szczepińska, zastępca dyrektora Wydziału Bezpieczeństwa Mieszkańców i Zarządzania Kryzysowego w Urzędzie Miasta. Osoby siedzące przed monitorami po prostu nie są w stanie patrzeć na wszystko naraz.

Efektem są nagrania, jak to z maja tego roku, gdy na Al. Racławickich doszło do wypadku spowodowanego przez znanego lubelskiego adwokata, którego proces opisywaliśmy ostatnio. Jednym z dowodów jest właśnie to nagranie. Ale jest ono też dowodem na to, jak działa miejski monitoring.



Na filmie widać, jak samochód wyjeżdżający sprzed KUL w lewo (choć wyjazd dozwolony jest tylko w prawo) uderza w jadącego motocyklistę i oddala się z miejsca zdarzenia przecinając podwójną ciągłą linię. Kamera jednak się nie zatrzymuje, nie przybliża tego obrazu, tylko kręci się dalej: a to na przystanek, a to na chodnik, to znów na jezdnię. Później na chwilę "wbija wzrok w ziemię” pod słupem i cała sekwencja zaczyna się od początku: al. Długosza, okolice KUL, przystanek, jezdnia, chodnik.

Szczególnie oglądając ten film w przyspieszonym tempie dochodzimy do wniosku, że ruch obrotowej kamery jest zaprogramowany i powtarzalny.

Dyrektor Szczepińska to potwierdza. - Sprawdzono, że jeden człowiek jest w stanie obserwować jednocześnie trzy-cztery kamery - wyjaśnia. Tymczasem łatwo wyliczyć, że jeśli w lubelskim Centrum Monitoringu Wizyjnego na jednej zmianie pracuje jednocześnie pięć osób, to na każdą z nich przypada... 29 kamer do obserwacji. - Każda osoba patrzy więc na kilka kamer, a obraz z pozostałych jest zapisywany.

Dlatego może się okazać, że choć obok kamery dochodzi do niebezpiecznego zdarzenia, to jego zapis będzie szczątkowy. Chyba, że ktoś zauważy wydarzenie i przejmie kontrolę nad kamerą. - To jest kwestia zwiększania zatrudnienia. Do referatu chcielibyśmy przyjąć jeszcze od pięciu do dziesięciu osób - przyznaje Szczepińska. Ale na razie naboru nie ma, a Ratusz czeka, aż pojawią się możliwości zatrudnienia osób niepełnosprawnych w ramach unijnych funduszy. Właśnie tak utworzono 9 istniejących etatów w Centrum Monitoringu Wizyjnego.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama