Górnik Łęczna powalczy o ekstraklasę? \"Nie jesteśmy czarodziejami\"
Przed rokiem Górnik przystępował do sezonu pod hasłem \"Nasz Everest”. W domyśle miał wejść na szczyt, wywalczyć awans. Teraz w Łęcznej słowo \"ekstraklasa” też się pojawia, ale już tylko szeptem. Nikt nie składa odważnych deklaracji.
- 29.07.2010 14:59
Bo Łęczna to już nie jest eldorado dla piłkarzy. W klubie nie ukrywają, że Górnik ma poważne problemy finansowe. Choć działacze nie chcą podać kwoty, która pozwoliłaby wyjść na prostą.
Dlatego plotkuje się, że należałoby dwa razy sprzedać Prejuce\'a Nakoulmę, aby załatać dziurę w budżecie. A wartość napastnika z Burkina Faso wpisana w kontrakt, to półtora miliona złotych.
Problem w tym, że po rundzie wiosennej zabrakło chętnych na gracza z Afryki. Mimo że jeszcze zimą był łakomym kąskiem. Ostatecznie popularnego \"Prezesa” udało się wypożyczyć do łódzkiego Widzewa, co i tak działacze \"zielono-czarnych” przyjęli z ulgą, oszczędzając na jego pensji.
Nie przedłużono też kontraktów z kilkoma doświadczonymi piłkarzami. W to miejsce sprowadzono pięciu zawodników, również w większości ogranych. Ale na tym nie koniec.
Poszukiwania trwają, na lewą stronę i do ataku. W tej chwili w Łęcznej na testach przebywa Białorusin Andriej Porywajew z klubu Dniepr Mogilew, a Górnik interesuje się jeszcze dwoma napastnikami zza granicy – Czechem i Litwinem z FBK Kowno.
Czy nowy skład daje nowe nadzieje na awans? – Nie dmuchajmy w balon, róbmy swoje po cichu. Teraz już nie ma zdecydowanych faworytów, liga powinna być znacznie bardziej wyrównana – uspokaja kapitan Veljko Nikitović.
Serb ma rację, jednak inne zespoły wykonały transfery bardziej imponujące. Stąd Górnika Łęczna już nikt nie wymienia w gronie faworytów. Do tego towarzystwa zaliczani są za to Pogoń Szczecin, Piast Gliwice, ŁKS Łódź czy GKS Katowice.
– To jest piłka nożna, a w niej nic nie jest pewne. My z pokorą podejdziemy do sezonu – podkreśla Kamil Stachyra.
– W sparingach to nieźle wyglądało, ale wszystko zweryfikuje dopiero liga. Zaczniemy w Polkowicach, gdzie występuje nasz stary znajomy Zbigniew Grzybowski. Z beniaminkami na dzień dobry gra się ciężko, często sprawiają niespodzianki, ale my jedziemy tam, żeby zwyciężyć.
Odpowiedź, na co faktycznie stać łęcznian, przynajmniej w małym stopniu, poznamy już w sobotę. A jak ważny jest początek rozgrywek Górnik przekonał się już przed rokiem. Najpierw były trzy porażki z rzędu i o utrzymanie trzeba było drżeć aż do samego końca. Natomiast z awansu i balonu pozostały tylko strzępy...
W środę wieczorem w Łęcznej odbyła się prezentacja piłkarzy, podczas której wystąpił również zespół Doniu & Vito WS
Krzysztof Dmoszyński (prezes Górnika):
• Plany.
– W ubiegłym sezonie broniliśmy się przed spadkiem, ale udało nam się uratować. Przed sezonem 2010/11 wysoko zawieszamy sobie poprzeczkę. Chcemy włączyć się do walki o awans. Jednak na pewno nie będziemy składali deklaracji, że my musimy to zrobić. Znamy swoje miejsce, nie jesteśmy czarodziejami.
• Transfery.
– Przetestowaliśmy blisko dwudziestu zawodników. Wzięliśmy pięciu, ale zapłaciliśmy tylko za jednego – Adriana Paluchowskiego, w dodatku niewielkie pieniądze. Pozostałych wypożyczyliśmy, ale z opcją pierwokupu. Bo nie będziemy nikomu szkolić piłkarzy. Przy okazji meczu w Polkowicach spotkamy się z menedżerem czeskiego napastnika. Czekamy też na powrót z urlopu prezesa litewskiego klubu, bo też jesteśmy zainteresowani jednym zawodnikiem. Będziemy chcieli pozyskiwać z regionu młodych piłkarzy. Już mamy uzgodnione warunki z Avią Świdnik i Mateuszem Pielachem.
• Pieniądze.
– One są do podjęcia z murawy, dlatego m.in. nie możemy dojść do porozumienia z jednym graczem Polonii Warszawa. My mu nie zapłacimy 25 tys. zł. miesięcznie. Wcześniej zawodnicy dostawali pieniądze z góry, teraz kontrakty zostały skonstruowane inaczej. Mamy ustaloną premię, ale piłkarze będą otrzymywali tylko jedną trzecią. Reszta będzie zamrażana. Na przykład, jeśli na koniec rundy zespół będzie blisko czołówki z małą stratą punktową, to zapłacimy kolejną część. Piłkarze przyjęli ten regulamin bez szemrania. Ale przewidziane są też konsekwencje, jeśli przejdą obok meczu. Dlatego każde spotkanie będzie o życie.
• Sponsorzy.
– Dziś to są inwestorzy. Wcale nie obiecywałem, że będę do nas walili drzwiami i oknami. Rozmawialiśmy z wieloma potężnymi firmami, ale Łęczna to nie jest super miejsce pod względem marketingowym. Mimo to jestem optymistą. Czy kopalnia będzie nadal inwestowała w futbol? Zmienili się jej właściciele, ale mam nadzieję, że w dalszym ciągu będzie dla nas zaświecone zielono światło.













Komentarze