Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama NOWY LEXUS RZ Odkryj Steel-By-Wire | DNI OTWARTE 4-9 MAJA

Nietypowe akcje strażaków. Jeżdżą nie tylko do pożarów

Pożary pożarami, wypadki wypadkami. Strażacy wzywani są również do innych zdarzeń: pomogą kotkowi zejść z drzewa, wyciągną krowę z szamba i lisa ze studni.
– Nie jeździmy na okrągło do zbłąkanych zwierząt, ale jak kot siedzi bez jedzenia i picia przez trzy dni na drzewie i boi się zejść, to trzeba mu pomóc – mówi Jacek Zwolak, rzecznik prasowy tomaszowskiej PSP. Strażacy z Tomaszowa Lubelskiego pomagali też m.in. sarnom, bocianom, łabędziom. – Na jednym z tomaszowskich punktów skupu przejeżdżając przez wagę koń włożył nogę w dziurę – wspomina Zwolak. – Niestety, trzeba go było uśpić. Ich koledzy z Biłgoraja również pomagali schodzić kotom z drzew albo szukać mruczka w garażu. Ale nie tylko. W marcu w jednym z mieszkań przy ul. Cegielnianej zatrzasnęło się 10-letnie dziecko. Przeciąg zrobił swoje. Trzeba mu było pomóc. W maju pomogli ratownikom z pogotowia w przetransportowaniu do szpitala pacjenta o dużej masie ciała. Załoga karetki sama by nie dała rady. W tym samym miesiącu przy ul. Cichej w studni utopił się kotek. Trzeba go było wyciągnąć, a później wypompować wodę. Więcej szczęścia miał mruczek, który wpadł do głębokiej na 30 m studni w Goraju. – Na miejsce zdarzenia przyjechała grupa wysokościowa z Lublina – wspomina Albert Kloc, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej PSP w Biłgoraju. Zwierzę przeżyło, ale wodę trzeba było wypompować. Podobnie wyglądała sytuacja z lisem, który wpadł do studni pod Łukową. Po wyciagnięciu na powierzchnię, mokry chytrus uciekł do lasu, a strażacy – jak to zwykle robi się w takich przypadkach – zaczęli wypompowywać wodę ze studni. Niedawno na jednym z biłgorajskich placów zabaw ktoś widział węża. Nie wiadomo, czy był jadowity. Strażacy dokładnie przeszukali teren, ale na gada nie natrafili. Pomogli też bocianom, którym w Andrzejówce gałąź uszkodziła gniazdo, w Osuchach i Lipowcu włożyli do gniazd bocianięta, które wypadły z nich podczas wichury. – Bocian biały ze złamanym skrzydłem błąka się w okolicach hrubieszowskiego osiedla Sławęcin, ale z uwagi na biurokratyczne podejście do interpretacji przepisów nikt nie chce mu pomóc – zaalarmował nas pod koniec czerwca Czytelnik, który zauważył boćka w okolicach mostu nieczynnej linii wąskotorowej. Powiadomiliśmy o tym Regionalną Dyrekcje Ochrony Środowiska w Lublinie, która szybko zareagowała i poprosiła o pomoc w schwytaniu zwierzęcia druhów. – Udało się, choć bocian znajdował się na podmokłym i trudno dostępnym terenie – mówi Piotr Sendecki, rzecznik prasowy Państwowej Straży Pożarnej w Hrubieszowie. Po amputacji skrzydła Ważniak, bo tak go nazwali strażacy, wyruszył z zamojskiego zoo do ośrodka rehabilitacyjnego dla dzikich zwierząt w podlubelski Leonowie. – Niestety, do końca życia będzie kaleką – powiedział nam Grzegorz Garbuz, dyrektor Ogrodu Zoologicznego w Zamościu. Strażacy z Hrubieszowa byli wzywani też do łabędzi przymarzniętych do lodu. – Ale po podejściu do ptaków na zamarzniętej rzece, przymarznięte łabędzie... odleciały – przypomina sobie Sendecki. Jeden z mieszkańców Hrubieszowa zgłosił, że jego mieszkaniu grozi zawalenie, bo podłoga trzeszczy. Przybyli na miejsce druhowie zauważyli, że mężczyzna zajmował się znoszeniem do domu złomu. A że nazbierało się sporo żelastwa, poradzili, aby część składowiska wyniósł na zewnątrz, a wtedy podłoga przestanie trzeszczeć. Hrubieszowianin skorzystał z podpowiedzi i o godz. 4 w... nocy zadzwonił na telefon alarmowy, by podziękować za dobrą radę. Trzy lata temu jeden ze skoczków Aeroklubu Ziemi Zamojskiej wylądował na drzewie w Mokrem, 20 metrów nad ziemią. Na szczęście pechowy spadochroniarz nie odniósł żadnych obrażeń. Strażacy do akcji wykorzystywali 30-metrową drabinę mechaniczną. Działania trwały ponad godzinę. W Chomęciskach Dużych koń wpadł do piwnicy budynku gospodarczego. – Uratowanie zwierzęcia było poprzedzone odkopaniem ziemi przy fundamencie piwnicy, następnie przy użyciu pilarki do betonu i młotów wykonano otwór, przez który wyprowadzono zwierzę – opowiada Andrzej Szozda, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej PSP w Zamościu. Przy ul. Piłsudskiego w Zamościu strażacy uratowali gawrona, który zaplątał się w sznurki na drzewie na wysokości 10 metrów. Na skutek nieodpowiedniego zabezpieczenia w Zawadzie krowa wpadła do szamba. – Nasze działania polegały na wypompowaniu nieczystości przy użyciu pompy szlamowej, a następnie wykorzystując węże pożarnicze opasano zwierzę i przy pomocy prywatnej koparki wydobyto je z szamba – wspomina Szozda. Krowa przeżyła. Przeżył też kot, który w Łabuniach Reformie wpadł do studni o głębokości ok. 40 metrów, w której nie było wody. Z uwagi na zły stan techniczny studni, odstąpiono od wejścia ratownika, bo sam mógłby ucierpieć. Strażacy są jednak pomysłowi: spuścili na dół worek z przynętą (to był kawałek słoniny) i po kilku próbach udało się żywego kota wyciągnąć ze studni.

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama