Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama

Integracja tak, ale bez osobnej klasy. Apele rodziców nie pomogły

Podczas lekcji bywa tak głośno, że dzieci bolą głowy. Rodzice uczniów pierwszej klasy SP w Wojciechowie domagają się jej podziału na część normalną i integracyjną. Co na to władze gminy?
Integracja tak, ale bez osobnej klasy. Apele rodziców nie pomogły
Szkoła Podstawowa w Wojciechowie

Źródło: SP w Wojciechowie/FB

W gminie Wojciechów w powiecie lubelskim największą popularnością wśród rodziców uczniów od lat cieszy się podstawówka działająca w stolicy gminy. Placówka im. S. Marusarza przyciąga nawet uczniów z innych obwodów, co oznacza, że część rodzin, aby ich dzieci mogły do niej uczęszczać, zdecydowała się na dłuższe dojazdy. W efekcie, licząc z oddziałem przedszkolnym, do szkoły w Wojciechowie chodzi ponad 300 uczniów, a niektóre klasy liczebnością przypominają te z czasów wyżów demograficznych. Przykładem takiego oddziału jest klasa pierwsza, do której chodzi 25 dzieci, w tym czwórka z potwierdzonymi orzeczeniami o specjalnych potrzebach. Ich rodzice próbują przekonać lokalne władze do podziału klasy na część a (normalną) i b (integracyjną). 

- Tak byłoby dla wszystkich najlepiej. Mój syn ma zdiagnozowane spektrum autyzmu, jemu przeszkadza hałas na lekcji. Nie ma problemów z nauką, dostaje dobre stopnie, ale trudno mu się skupić w takich warunkach. Mniejsza klasa, integracyjna, to byłby zupełnie inny świat, komfort, cisza. Zyskaliby na tym zarówno uczniowie bez orzeczeń, którzy uczyliby się swoim tempem, jak i ci bardziej wymagający - tłumaczy Łukasz Ptasiński, jeden z rodziców apelujący o podział obecnej klasy pierwszej, a od września drugiej na dwie części. 

- Pisaliśmy do pana wójta, składaliśmy petycje, zbieraliśmy podpisy, ale zderzyliśmy się ze ścianą. Nikt nie chce nas słuchać. Jeden z radnych w odpowiedzi na nasze obawy drwił, żebyśmy zabrali swoje dzieci uczyć je do lasu - opowiada nasz rozmówca. 

Sprawą utworzenia nowego oddziału w SP w Wojciechowie zajęli się radni komisji oświaty i komisji budżetu. Petycja rodziców nie zyskała poparcia samorządowców i nie trafi na najbliższą, absolutoryjną sesję zaplanowaną na piątek, 26 czerwca. - To jest dla nas ostatnia szansa. Jeśli w tym terminie radni nam nie pomogą, w sierpniu będzie już na to za późno - przyznaje rodzic. 

W harmonogramie sesji nie ma słowa o dyskusji na temat petycji rodziców pierwszaków. Formalnie sprawa została zakończona. 

- Takie było stanowisko radnych, opinia komisji. Wszystkie argumenty zostały przez nas wysłuchane. Rozumiemy postawę rodziców, ale podział tej klasy to byłby niebezpieczny precedens. W całej gminie mamy więcej licznych klas, a środki na utrzymanie oświaty są ograniczone. Koszt kolejnego oddziału, przy utrzymaniu go od drugiej do ósmej klasy, to byłyby setki tysięcy złotych - tłumaczy nam Bożena Pajduszewska, z-ca wójta Wojciechowa. Jak dodaje, gmina stara się zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki do nauki, co dotyczy także dzieci z orzeczeniami. 

- Jesteśmy gotowi ponieść dodatkowe koszty związane z zatrudnieniem jeszcze jednego nauczyciela wspomagającego, jeśli zajdzie taka potrzeba - zapewnia zastępca wójta. Jak dodaje, wszyscy uczniowie, także ci wymagający dodatkowego wsparcia, mogą korzystać z usług szkolnego pedagoga i psychologa. - Poza tym obawiamy się, że podział klasy były stygmatyzujący dla części uczniów. Wydaje się, że właściwią drogą dla uczniów niedostosowanych społecznie jest nauka wśród rówieśników, współpraca z innymi dziećmi, socjalizacja, a nie izolacja - dodaje Bożena Pajduszewska. 

- Kolejny nauczyciel nie rozwiąże problemu. Idealnym rozwiązaniem byłby podział tej klasy. Wtedy dzieci mogłyby liczyć na bardziej indywidualne podejście i na pewno byłoby ciszej podczas lekcji. Dzisiaj bywa tak głośno, że może rozboleć głowa, nie wspominając o skupieniu - mówi jedna z mam uczennicy z pierwszej klasy. 

Ale skoro jest tak źle, czy rodzice biorą pod uwagę przeniesienie dzieci ze specjalnymi potrzebami do innej, mniejszej szkoły w gminie? Sami rodzice takiej opcji pod uwagę nie biorą. - Tutaj mamy logopedę, zajęcia z piłki nożnej, zumbę, dodatkowy angielski. Takich warunków w Maszkach na pewno nie dostaniemy - przyznaje nasza rozmówczyni. 

Inicjatorzy podziału klasy spodziewają się, że podczas najbliższej sesji ich sprawa nie doczeka się happy endu, ale mimo to zapowiadają swoją obecność. - Jeśli zdążymy po zakończeniu roku szkolnego, chcielibyśmy pojawić się na sesji i zabrać głos. Chcemy, żeby nas usłyszano. I nie wykluczamy dalszych kroków, w tym pism do kuratorium oświaty - zapowiada mama uczennicy. 

Więcej o autorze / autorach:
Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama