W gminie Wojciechów w powiecie lubelskim największą popularnością wśród rodziców uczniów od lat cieszy się podstawówka działająca w stolicy gminy. Placówka im. S. Marusarza przyciąga nawet uczniów z innych obwodów, co oznacza, że część rodzin, aby ich dzieci mogły do niej uczęszczać, zdecydowała się na dłuższe dojazdy. W efekcie, licząc z oddziałem przedszkolnym, do szkoły w Wojciechowie chodzi ponad 300 uczniów, a niektóre klasy liczebnością przypominają te z czasów wyżów demograficznych. Przykładem takiego oddziału jest klasa pierwsza, do której chodzi 25 dzieci, w tym czwórka z potwierdzonymi orzeczeniami o specjalnych potrzebach. Ich rodzice próbują przekonać lokalne władze do podziału klasy na część a (normalną) i b (integracyjną).
- Tak byłoby dla wszystkich najlepiej. Mój syn ma zdiagnozowane spektrum autyzmu, jemu przeszkadza hałas na lekcji. Nie ma problemów z nauką, dostaje dobre stopnie, ale trudno mu się skupić w takich warunkach. Mniejsza klasa, integracyjna, to byłby zupełnie inny świat, komfort, cisza. Zyskaliby na tym zarówno uczniowie bez orzeczeń, którzy uczyliby się swoim tempem, jak i ci bardziej wymagający - tłumaczy Łukasz Ptasiński, jeden z rodziców apelujący o podział obecnej klasy pierwszej, a od września drugiej na dwie części.
- Pisaliśmy do pana wójta, składaliśmy petycje, zbieraliśmy podpisy, ale zderzyliśmy się ze ścianą. Nikt nie chce nas słuchać. Jeden z radnych w odpowiedzi na nasze obawy drwił, żebyśmy zabrali swoje dzieci uczyć je do lasu - opowiada nasz rozmówca.
Sprawą utworzenia nowego oddziału w SP w Wojciechowie zajęli się radni komisji oświaty i komisji budżetu. Petycja rodziców nie zyskała poparcia samorządowców i nie trafi na najbliższą, absolutoryjną sesję zaplanowaną na piątek, 26 czerwca. - To jest dla nas ostatnia szansa. Jeśli w tym terminie radni nam nie pomogą, w sierpniu będzie już na to za późno - przyznaje rodzic.
W harmonogramie sesji nie ma słowa o dyskusji na temat petycji rodziców pierwszaków. Formalnie sprawa została zakończona.
- Takie było stanowisko radnych, opinia komisji. Wszystkie argumenty zostały przez nas wysłuchane. Rozumiemy postawę rodziców, ale podział tej klasy to byłby niebezpieczny precedens. W całej gminie mamy więcej licznych klas, a środki na utrzymanie oświaty są ograniczone. Koszt kolejnego oddziału, przy utrzymaniu go od drugiej do ósmej klasy, to byłyby setki tysięcy złotych - tłumaczy nam Bożena Pajduszewska, z-ca wójta Wojciechowa. Jak dodaje, gmina stara się zapewnić dzieciom jak najlepsze warunki do nauki, co dotyczy także dzieci z orzeczeniami.
- Jesteśmy gotowi ponieść dodatkowe koszty związane z zatrudnieniem jeszcze jednego nauczyciela wspomagającego, jeśli zajdzie taka potrzeba - zapewnia zastępca wójta. Jak dodaje, wszyscy uczniowie, także ci wymagający dodatkowego wsparcia, mogą korzystać z usług szkolnego pedagoga i psychologa. - Poza tym obawiamy się, że podział klasy były stygmatyzujący dla części uczniów. Wydaje się, że właściwią drogą dla uczniów niedostosowanych społecznie jest nauka wśród rówieśników, współpraca z innymi dziećmi, socjalizacja, a nie izolacja - dodaje Bożena Pajduszewska.
- Kolejny nauczyciel nie rozwiąże problemu. Idealnym rozwiązaniem byłby podział tej klasy. Wtedy dzieci mogłyby liczyć na bardziej indywidualne podejście i na pewno byłoby ciszej podczas lekcji. Dzisiaj bywa tak głośno, że może rozboleć głowa, nie wspominając o skupieniu - mówi jedna z mam uczennicy z pierwszej klasy.
Ale skoro jest tak źle, czy rodzice biorą pod uwagę przeniesienie dzieci ze specjalnymi potrzebami do innej, mniejszej szkoły w gminie? Sami rodzice takiej opcji pod uwagę nie biorą. - Tutaj mamy logopedę, zajęcia z piłki nożnej, zumbę, dodatkowy angielski. Takich warunków w Maszkach na pewno nie dostaniemy - przyznaje nasza rozmówczyni.
Inicjatorzy podziału klasy spodziewają się, że podczas najbliższej sesji ich sprawa nie doczeka się happy endu, ale mimo to zapowiadają swoją obecność. - Jeśli zdążymy po zakończeniu roku szkolnego, chcielibyśmy pojawić się na sesji i zabrać głos. Chcemy, żeby nas usłyszano. I nie wykluczamy dalszych kroków, w tym pism do kuratorium oświaty - zapowiada mama uczennicy.


Komentarze