Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
Reklama Obserwuj Dziennik Wschodni na Facebooku!

W sobotę Górnik Łęczna zagra w Nowym Sączu z Sandecją

W Nowym Sączu nikomu nie gra się łatwo. Gospodarze szczycą się nawet, że ich stadion jest twierdzą, której niemal nie da się zdobyć. W ubiegłym sezonie tylko Widzewowi udało się zwyciężyć na boisku Sandecji.
Natomiast w tych rozgrywkach jeszcze nikt nie okazał na tyle zuchwały. Czy dziś odwagi wystarczy Górnikowi? W I lidze każdy może wygrać z każdym i nie jest to żaden banał. Niedawno na własnej skórze odczuła to również Sandecja, która zostawiła pełną pulę w Niecieczy. W minionej kolejce zespół Dariusza Wójtowicza zremisował w Wodzisławiu i w tym spotkaniu raczej stracił dwa punkty, niż zdobył jeden. W efekcie spadł na piąte miejsce w tabeli. A przecież piłkarze w biało-czarnych strojach mają w tym sezonie jasny cel – awans do ekstraklasy. Już w poprzednim zabrakło im niewiele, bo zajęli trzecie miejsce. Presja w Nowym Sączu jest duża. W czwartek radni miejscy zdecydowali przeznaczyć 2,5 miliona złotych na budowę oświetlenia stadionu. Dlatego w sobotę nikt nie wyobraża sobie, aby gospodarze nie pokonali łęcznian. Tym bardziej, że do dyspozycji będą napastnicy Arkadiusz Aleksander i Maciej Kowalczyk oraz obrońca Petar Borovicanin. Dwaj pierwsi mają już w swoim snajperskim dorobku gole strzelane Górnikowi. Aleksander nawet dokonał tego wiosną, kiedy Sandecja wygrała w Łęcznej 1:0. – Najbliższy mecz na pewno nie będzie łatwy – mówił na wczorajszej konferencji prasowej Dariusz Wójtowicz. – Wszystkie zespoły przyjeżdżające do Nowego Sącza wiedzą, że muszą zagrać w twierdzy, która rzadko pada. Nas interesuje tylko komplet punktów, a gości może zadowolić nawet remis. Choć musimy uważać, bo Górnik to przecież doświadczony zespół. Doświadczony, ale nie spełnia oczekiwań. Sandecja u siebie nie ma respektu dla nikogo, a \"zielono-czarni” akurat na wyjazdach spisują się słabo. Dopiero w dwóch ostatnich meczach udało im się nie przegrać. Dziś także nie będą faworytem. Mirosław Jabłoński znowu nie zabrał osiemnastu piłkarzy. W domu zostawił Kamila Stachyrę i Grzegorza Szymanka. To była decyzja trenera. Na pozostałe absencje nie miał już wpływu. Za żółte kartki musi pauzować Daniel Bożkow, a kłopoty zdrowotne wykluczyły Sławomira Nazaruka, Adriana Bartkowiaka i Wallace\'a Benevente. Nazaruka kibice mogą już nie zobaczyć jesienią. – Wszystko wyjaśni się pod koniec przyszłego tygodnia. Jeżdżę na razie po lekarzach i czekam na ostateczną diagnozę. Jeśli operacja okaże się konieczna, to w tej rundzie rzeczywiście już nie zagram – wyjaśnił zawodnik. Do dyspozycji szkoleniowca będzie już natomiast Paweł Magdoń, który przez trzy kolejki pauzował za czerwoną kartkę. Ale czy to wystarczy na pewną siebie Sandecję?

Podziel się
Oceń

Komentarze

Reklama

ALARM 24

Masz dla nas temat?

Daj nam znać pod numerem:

+48 691 770 010

Kliknij i poinformuj nas!

Reklama

CHCESZ BYĆ NA BIEŻĄCO?

Reklama
Reklama
Reklama