Podpisanie umowy przez działaczy Lubelskiego Węgla KMŻ z Anglikiem Simonem Steadem wywołało burzę w Polonii Piła, gdzie żużlowiec jeździł w tym sezonie.
Marek Wieczerzak
05.12.2010 16:41
– Ustalenia w tym roku były takie, że gdy kontraktujemy zawodnika z klubu, który startował w Polsce w roku ubiegłym, to prezes informuje drugiego prezesa, że rozmawia z jego zawodnikiem.
Jak do tej pory w dwóch przypadkach u nas to się nie odbyło. Chodzi tu o Ostrów i o Lublin. Jeżeli mówi się o dżentelmeńskich umowach, to myślę, że ligi żużlowej one nie dotyczą – powiedział oburzony Piotr Szymko, trener Polonii dla portalu Sportowefakty.pl.
Działacze KMŻ nie mają sobie jednak nic do zarzucenia. – Zgodnie z regulaminem mamy prawo rozmawiać z zawodnikami już po ostatnich zawodach w sezonie – tłumaczy Dariusz Sprawka, dyrektor klubu.
– Pewnie w Pile go nie doczytali i stąd to zamieszanie. Mało tego, prawo daje nam możliwość podpisywania umów już od 1 grudnia i w przypadku Simona Steada tak właśnie zrobiliśmy – dodaje. Jego zdaniem umowy dżentelmeńskie przestały obowiązywać już dawno, bo inne kluby też podbierały zawodników KMŻ, jak np. zrobił to Grudziądz w przypadku Ryana Fishera.
Zgodnie z zapowiedzą prezesa Zbigniewa Wojciechowskiego, jeszcze tym tygodniu lubelski klub ma ogłosić podpisanie umowy z kolejnym zawodnikiem. Nie wiadomo jeszcze, kto nim będzie, bo włodarze KMŻ pertraktują z kilkoma żużlowcami.
Pewne jest natomiast, że mimo złożenia wniosku o licencję na razie GKSŻ nie przyzna jej lublinianom. Wszystko z powodu zaległości finansowych klubu wobec niektórych zawodników.
– Umowy ze sponsorami mamy takie, że pieniądze dostajemy na przełomie grudnia i stycznia. Do połowy przyszłego miesiąca uregulujemy wszystkie należności i wówczas powinniśmy dostać licencję – uważa dyrektor Sprawka, który wczoraj uczestniczył w zebraniu działaczy II ligi w Daugavpils na Łotwie.
Rozmawiano tam m.in. na temat nowego regulaminu finansowego. Według Sprawki z dyskusji wynika, że nie wejdzie on jednak w życie.
Komentarze