Johan Cruyff mawiał, że nigdy nie widział, żeby worek pieniędzy strzelił gola. Właściciel Widzewa Łódź Robert Dobrzycki na transfery w tym sezonie wydał już ponad 20 milionów euro. Mimo to boleśnie przekonuje się o słuszności tego piłkarskiego porzekadła. Jego klub nadal zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli, co oznacza, że na pięć kolejek przed końcem sezonu 25/26 czeka go rozpaczliwa walka o utrzymanie.
Mówisz Widzew, myślisz transfery. Klub z Łodzi pobił chyba wszystkie możliwe rekordy. Ousman Bukari kosztował ponad 5 milionów euro i został najdroższym zawodnikiem w historii PKO BP Ekstraklasy. Z kolei Steve Kapuadi, którego wykupiono z Legii za około 2 miliony, to najdroższy wewnętrzny transfer. Tylko w zimie właściciel przeznaczył na wzmocnienia około 15 milionów euro. W Łodzi są przecież także: Przemysław Wiśniewski czy Bartłomiej Drągowski, a do tego Duńczyk Emil Kornvig.
Indywidualnie, wielu z nowych graczy na pewno ma dużą jakość. Na razie nie tworzą jednak drużyny. Mimo nieograniczonych środków zespołu w Łodzi nie stworzył ani Zeljko Sopić, ani Igor Jovicević, a teraz słabo radzi sobie z tym także Aleksandar Vuković.
„Vuko” zaczął dobrze, bo od wygranej z Lechem 2:1. W pięciu kolejnych meczach pod jego wodzą, Widzew zanotował jednak: jedno zwycięstwo, trzy remisy i ostatnio porażkę w Radomiu 1:2. Licząc spotkania rozegrane tylko w tym roku, ekipa z Łodzi zdobyła 13 punktów, a strzeliła w tym okresie najmniej goli w całej PKO BP Ekstraklasie – jedynie osiem w 11 meczach. Co więcej, w pięciu występach u siebie zdobyła zaledwie cztery bramki.
Motor radzi sobie zdecydowanie lepiej. Nawet mimo meczu w Katowicach, który przerwał świetną passę siedmiu meczów z rzędu bez porażki. Żółto-biało-niebiescy w tym roku wywalczyli 18 „oczek”, co w tabeli rundy wiosennej daje im piątą lokatę. Takim samym dorobkiem mogą się jednak pochwalić także czwarta Legia i trzecia Lechia.
Pytanie, jak ekipa z Lublina poradzi sobie bez bardzo ważnego ogniwa w defensywie? Podczas meczu z GKS poważnej kontuzji doznał Ivan Brkić. Bramkarz z Chorwacji ma złamane żebro, co oznacza dla niego koniec sezonu. Gasper Tratnik, który wskoczył do bramki jeszcze w pierwszej połowie puścił trzy gole, ale w drugiej spisał się więcej niż przyzwoicie.
Dodatkowo, w niedzielę trener Mateusz Stolarski nie będzie mógł liczyć na swojego brata – Pawła, który będzie pauzował za kartki. Zagrać będzie mógł oczywiście Karol Czubak, który obejrzał czerwoną kartkę po dwóch „żółtkach”. To były jednak jego pierwsze upomnienia w lidze.














Komentarze