ROZMOWA Z Tomaszem Barejem, nowym trenerem Dwernickiego Stoczek Łukowski
Michał Beczek
11.12.2010 12:57
• Mówią, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Pan tymczasem zdecydował się przyjąć ofertę prezesa Witolda Bekularda i ponownie poprowadzi pan Dwernickiego.
– Trener to gorący fotel. Dziś się bywa tu, jutro tam. Ja mieszkam w Stoczku, ale przez ostatnie sześć lat pracowałem bliżej Warszawy. Najpierw dwa lata w Wildze Garwolin, a później cztery w Burzy Pilawa. Miałem już trochę dość tych dojazdów.
• Długo się pan zastanawiał nad propozycją Dwernickiego?
– Cztery dni. Podyskutowaliśmy trochę w gronie rodzinnym. Szczególnie długo rozmawiałem z małżonką. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że pora, abym więcej czasu zaczął spędzać w domu. Musiałem także wszystko poukładać w Pilawie. Przez cztery lata budowałem tam zespół po spadku z okręgówki. Oparłem go na młodzieży i powoli przynosiło to efekty. Szkoda, że odchodzę z Burzy w takim momencie.
• Planuje pan zmiany kadrowe i transfery nowych zawodników?
– Wolę postawić na miejscowych graczy. Nie chcemy wzmacniać się na siłę, tylko po to, żeby zostać w czwartej lidze. Będziemy budować zespół na niższą klasę rozgrywkową bez zbędnego ciśnienia na utrzymanie. Dzięki temu zagramy bez presji. Jeżeli uda się utrzymać, będziemy bardzo zadowoleni, ale jeśli spadniemy, to nikt rąk załamywać nie będzie. Wprost przeciwnie, zakasamy rękawy i jeszcze mocniej weźmiemy się do roboty.
• Jaki jest pomysł na zespół Tomasza Bareja?
– Znam drużynę, do której przychodzę, dlatego wiem, co powinno się zmienić. Pracy na pewno nie zabraknie. Przez ostatnie sześć lat nabrałem sporego doświadczenia. Zrobiłem papiery trenera drugiej klasy i to, czego się nauczyłem będę chciał przełożyć na Dwernickiego.
• Utrzymanie, o którym pan mówił pozostaje chyba bardziej w sferze marzeń.
– Do bezpiecznego miejsca tracimy aż dziesięć punktów. To dużo, ale odrobienie tej straty jest możliwe. Musimy tylko bardzo mocno w to wierzyć. Ja jestem optymistą i liczę, że się uda. Muszę tylko tę wiarę tchnąć w zawodników. Raz jeszcze powtarzam jednak, że jeśli spadniemy, to także nie będzie tragedii.
Komentarze