Piłkarze Tomasovii dzięki wygranej z Hetmanem Żółkiewka (2:1) zapewnili sobie spokojną zimę, bo odskoczyli od strefy spadkowej na pięć punktów.
(lukisz)
23.11.2014 14:00
Podopieczni Jana Złomańczuka wrócili z dalekiej podróży. Od siódmej minuty przegrywali po ładnym golu Rafała Bielaka.
27-latek uderzył z narożnika pola karnego, z około 16 metrów idealnie po długi rogu.
Kiedy w 56 minucie Mateusz Bojarczuk wyleciał z boiska za nadepnięcie bez piłki jednego z rywali mało kto przypuszczał, że Tomasovia będzie w stanie się podnieść. Po godzinie gry Damian Koprucha przymierzył w poprzeczkę i wydawało się, że kwestią czasu będą kolejne gole dla beniaminka.
Tymczasem w 62 minucie Michał Bloch nieprzepisowo powstrzymywał w swoim polu karnym Norberta Raczkiewicza. Sędzia zdecydował się wyrzucić piłkarza Hetmana z boiska, a dodatkowo podyktować jedenastkę. Do piłki podszedł Michał Skiba i... nie trafił do siatki.
Końcówka to dwa kolejne karne dla przyjezdnych. Najpierw Jakub Baran wyraźnie „wyciął” Skibę. Tym razem piłkę na „wapnie” ustawił Patryk Słotwiński i doprowadził do wyrównania. W 80 minucie Słotwiński szarżował na Ciołka i według arbitra przewinił ten pierwszy.
A to oznaczało... trzeciego tego dnia karnego. Sam poszkodowany jeszcze raz wziął na siebie odpowiedzialność i nie zawiódł.
– Trudno coś powiedzieć po takim meczu. Kiedy rywal dostaje trzy rzuty karne trudno się podnieść. Dwa pierwsze może i były, ale Sebastian Ciołek zarzekał się, że przy trzecim nie dotknął rywala. Bardzo żałujemy tego spotkania, bo zamiast strzelić na 2:0 po chwili straciliśmy piłkarza – ocenia trener Wiater.
Komentarze